Kraj

Na internetowych graczy będzie polować skarbówka

W Internecie hazardu nie wolno uprawiać i dziś. Ale do tej pory nie było pomysłu, jak ścigać łamiących zakaz
Resort finansów wczoraj opublikował założenia do projektu ustawy o grach liczbowych i hazardowych na swojej stronie.
Rząd jest zdeterminowany, by wyrzucić jednorękich bandytów z dworców, sklepów i stacji benzynowych. Według nowych założeń nie będzie można uprawiać też hazardu w Internecie. – Nie da się go opodatkować, więc zdecydowaliśmy się na jego zakazanie – tłumaczy Jacek Kapica, wiceminister finansów.
I dziś granie w internetowych kasynach jest nielegalne, ale nie ma pomysłów, jak ścigać łamiących zakaz. Najlepiej świadczy o tym fakt, że w sieci dostępnych jest ok. 25 polskojęzycznych witryn zagranicznych serwisów umożliwiających gry losowe. Wiceminister Jacek Kapica zapowiedział, że teraz zajmą się tym służby celne i skarbowe. Jak? Mają ścigać łamiących zakaz m.in. śledząc przepływy finansowe firm organizujących grę w sieci. Kontrole mają się też pojawiać w punktach, w których stoją automaty do gry o niskie wygrane. Będą sprawdzać, czy umożliwia się uprawianie hazardu niepełnoletnim. Zgodnie z nowymi założeniami do 2015 roku punkty z automatami znikną z rynku. Od przyszłego roku państwo nie będzie wydawało już zezwoleń na prowadzenie tej działalności. Każdego roku znikało będzie ok. 10 tys. tzw. jednorękich bandytów. Automaty pozostaną jedynie w kasynach. A otwieranie tych nadal będzie limitowane. Na 250 tys. mieszkańców będzie można otworzyć jeden taki lokal. Ale będzie też górna granica: na milion mieszkańców nie będą mogły przypadać więcej niż dwa kasyna. To oznacza, że np. w 5-milionowym województwie mazowieckim, gdzie teraz działa siedem kasyn, maksymalnie będzie ich mogło być dziesięć. W kasynie będzie można postawić 70 automatów. Chętni do założenia kasyna zamiast zezwolenia, za które teraz płacą 450 tys. zł, będą musieli otrzymać koncesję za milion złotych. Bardzo istotna, zdaniem wiceministra Kapicy, jest zmiana, która nakłada na jednostki certyfikujące obowiązek wykonania badań technicznych automatów zleconych przez służby celne czy prokuraturę. – Teraz jest tak, że nawet gdy zatrzymujemy nielegalnie przerobione maszyny, instytuty odmawiają nam wykonania badań technicznych lub dyktują zaporowe ceny – mówi Kapica. Choć zbadanie automatu kosztuje ok. 1 tys. zł, od służb, które zakwestionowały legalność kilkuset maszyn, zażądano po 13 tys. zł za badanie jednej.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL