Mniejszości

Gra o Zaolzie czy gra Zaolziem?

Polski Cieszyn ok. 1920 r. Starówka. Granica znalazła się kilkaset metrów dalej. Reprodukcja kartki pocztowej
Forum, Piotr Mecik Piotr Mecik
Terminu Zaolzie używać zaczęto po podziale Śląska Cieszyńskiego dla oznaczenia tej jego części, która będąc zamieszkana przez polską większość, w 1920 r. włączona została w granice Czechosłowacji. Wbrew utartym opiniom Zaolzie nie jest więc tożsame z całym obszarem czeskiej części Śląska Cieszyńskiego, a tylko z jej wschodnimi rejonami stanowiącymi niegdyś przedmiot polsko-czeskiej rywalizacji
Otwarty spór o przynależność tego terytorium rozpoczął się tuż po upadku Austro-Węgier i dokonanym na przełomie października i listopada 1918 r. przewrocie politycznym na Śląsku Cieszyńskim. W rezultacie przeprowadzonych wówczas zmian większość terytorium dawnego Księstwa Cieszyńskiego znalazła się pod kontrolą reprezentującej społeczność polską Rady Narodowej Księstwa Cieszyńskiego, która 5 listopada 1918 r. podpisała ze swoim czeskim odpowiednikiem, Zemským narodním výborem pro Slezsko, umowę o tymczasowym rozgraniczeniu stref wpływów. Wytyczona na tej podstawie polsko-czeska linia demarkacyjna, w przybliżeniu pokrywająca się z rozdzielającą Śląsk Cieszyński granicą etnograficzną i pozostawiająca pod władzą Rady Narodowej 77,3 proc. jego obszaru, zamieszkiwanego przez ludność w 73 proc. polskojęzyczną, w 22 proc. niemieckojęzyczną i zaledwie i w 5 proc. czeskojęzyczną, spełniała większość postulatów terytorialnych strony polskiej, której celem stało się w tych warunkach utrwalenie osiągniętego status quo, a w dalszej perspektywie – korekta granicy i uzyskanie kilku gmin znajdujących się pod kontrolą ZNV, a zamieszkanych przez Polaków.
Zupełnie przeciwstawne dążenia prezentowały władze praskie, które uznając ustalenia terytorialne wynegocjowane przez lokalnych działaczy za całkowicie sprzeczne z interesami Czechosłowacji, niemal natychmiast po zawarciu umowy przystąpiły do działań zmierzających do jej unieważnienia i przejęcia kontroli nad całym obszarem Śląska Cieszyńskiego. Nie mogąc tego uczynić na drodze dyplomatycznej, ostatecznie zdecydowały o użyciu siły zbrojnej. Atak wojsk czechosłowackich na polski obszar Śląska Cieszyńskiego, przeprowadzony w sytuacji, gdy ochotniczy Pułk Ziemi Cieszyńskiej od kilku tygodni bił się na froncie ukraińskim, a Cieszyn pozbawiony był realnej obrony, zakończył się dla Pragi sukcesem. Zasadnicza część interesującego ją terytorium znalazła się pod okupacją wojsk czeskich, a cały spór trafił pod obrady rozpoczynającej się właśnie konferencji pokojowej. Rozpoczął się okres dyplomatycznych przetargów, którym na Śląsku Cieszyńskim, poddanym okupacji wojsk czeskich, towarzyszyły prześladowania ludności polskiej oraz sprowokowane w ich rezultacie strajki, potężne, odbijające się echem w europejskich stolicach demonstracje czy wreszcie działania odwetowe podejmowane wobec aktywistów czeskich.
Zjawiska te przybrały na sile zwłaszcza wiosną 1920 r., w trakcie przygotowań do ogłoszonego na tym terenie plebiscytu. Kilka miesięcy później na wschodzie załamała się ofensywa wojsk polskich, radykalnie zmieniając międzynarodowe położenie Polski i rzutując także na przebieg konfliktu cieszyńskiego. 10 lipca 1920 r. Warszawa i Praga postanowiły odstąpić od plebiscytu oraz zrezygnować z dyskutowanego od końca maja projektu rozwiązania sporu na drodze arbitrażu i zgodziły się poddać kwestię cieszyńską pod ostateczne rozstrzygnięcie mocarstw koalicyjnych. Była to cena za przyobiecaną pomoc dla wojsk polskich odpierających kontrofensywę Armii Czerwonej. Władze czechosłowackie świadomie wykorzystały trudną sytuację militarną Polski w celu wzmocnienia nacisku, jaki wywierano na nią w kwestii cieszyńskiej. Praga milcząco aprobowała bowiem blokowanie przez czechosłowackich kolejarzy transportów amunicji i broni płynących przez terytorium CSR do Polski. 28 lipca 1920 r. obradująca w Paryżu Rada Ambasadorów Mocarstw Koalicyjnych ogłosiła formalnie swój werdykt w sprawie Śląska Cieszyńskiego. Na jego mocy Polsce przypadł powiat bielski oraz część powiatów cieszyńskiego i frysztackiego (1002 km kw.; 139 630 mieszkańców, w tym 61,1 proc. ludności polskojęzycznej, 1,4 proc. czeskojęzycznej i 31,1 proc. niemieckojęzycznej), a Czechosłowacji – powiat frydecki oraz większość powiatów cieszyńskiego i frysztackiego (1280 km kw.; 295 1919 mieszkańców, w tym 48,6 proc. ludności polskojęzycznej, 39,9 proc. czeskojęzycznej i 11,3 proc. niemieckojęzycznej). Jak stwierdził czeski historyk Jaroslav Valenta, podział Śląska Cieszyńskiego dokonany został przez Radę Ambasadorów na podstawie projektu dostarczonego jej przez Eduarda Beneša. W przeciwieństwie do Pragi, która kierując się względami ekonomicznymi i geopolitycznymi oraz odwołując się do tzw. praw historycznych, polityce zmierzającej do opanowania Śląska Cieszyńskiego nadała priorytetowe znaczenie, Warszawa nie przejawiała większego zainteresowania owym – nieco z jej perspektywy egzotycznym – skrawkiem ziemi. Skala i rodzaj jej zaangażowania w konflikt cieszyński, determinowane niekorzystnym położeniem międzynarodowym Polski i w istocie stanowiące funkcję jej polityki realizowanej względem bolszewickiej Rosji i mocarstw zachodnich, doprowadziły też ostatecznie do zaprzepaszczenia sukcesów, jakie jesienią 1918 r. cieszyńscy Polacy zdołali osiągnąć samodzielnie, najpierw obalając austriackie rządy, a później na własną rękę układając się z Czechami. Z tej perspektywy wydarzenia, jakie rozegrały się na Śląsku Cieszyńskim 20 lat później, czyli rządowe ultimatum postawione Czechosłowacji 30 września 1938 r., a następnie – po jego przyjęciu – triumfalne wkroczenie wojsk polskich na Zaolzie, traktowane bywają jako próba naprawienia grzechu zaniechania, którego Warszawa dopuściła się względem Śląska Cieszyńskiego w latach 1919 – 1920, a zarazem – zadośćuczynienia za krzywdę wyrządzoną cieszyńskim Polakom, którzy wbrew własnej woli ocknęli się wówczas w granicach Czechosłowacji. Taki sposób opisywania wydarzeń zaolziańskiej jesieni 1938 r. dominował w formułowanych ówcześnie ocenach, zwłaszcza na Śląsku Cieszyńskim, którego mieszkańcy, entuzjastycznie witający polskich żołnierzy, w akcie rewindykacji Zaolzia widzieć chcieli dopełnienie się dziejowej sprawiedliwości, a zarazem spóźnione zwycięstwo w podjętej przed 20 laty walce „o powrót do macierzy”. Z punktu widzenia władz warszawskich rzecz wyglądała jednak zupełnie inaczej. W ich optyce ultimatum przedłożone rządowi czechosłowackiemu w czasie, gdy ten przyjmował monachijski dyktat, stanowiło nie tyle okazję do rewanżu za rok 1920, ile raczej próbę powstrzymania groźby ubezwłasnowolnienia Polski przez kolaborujące z III Rzeszą mocarstwa zachodnie i uczynienia z niej jeszcze jednej ofiary niemieckiego rewizjonizmu. Nie na darmo wszak konkluzje konferencji w Monachium obejmowały zapowiedź, że w przypadku niemożności uregulowania sprawy położenia polskiej i węgierskiej mniejszości narodowych w Czechosłowacji na drodze rokowań bilateralnych mocarstwa gotowe są zająć się także tą kwestią. Bardziej jeszcze prawdopodobne wydawało się niebezpieczeństwo, że wraz z innymi obszarami państwa czechosłowackiego również Zaolzie znajdzie się we władaniu III Rzeszy, a wówczas mieszkający na jego terenie Polacy staną się zakładnikami w prowadzonej przez Hitlera polityce nacisków na Polskę. Patrząc w takim kontekście na postępowanie rządku polskiego, uznać przyjdzie, że Śląsk Cieszyński sam w sobie nie przedstawiał dla Warszawy większej wartości, a jego znaczenie sprowadzało się do roli karty przetargowej, używanej w grze o znacznie większą stawkę. Było tak zarówno w 1920 r., gdy kartę tę oddawano w zamian za nadzieję pomocy ze strony mocarstw zachodnich, jak i w 1938 r., gdy Polska zdołała się na chwilę odegrać, utwierdzając się zarazem w przekonaniu, że jest w stanie wpływać na bieg wydarzeń w tej części Europy. Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku okazać się miało, że rzeczywistą stawką gry są nic niewarte iluzje. Trzeci i ostatni zarazem etap sporu o Zaolzie rozegrał się tuż po zakończeniu II wojny światowej i również o jego wyniku zdecydował międzynarodowy układ sił. Polacy, którzy natychmiast po wycofaniu się w maju 1945 r. wojska niemieckiego przejęli władzę w większości zaolziańskich gmin i przystąpili do organizowania administracji w granicach z 1939 r., zostali rychło spacyfikowani przez korzystających ze wsparcia Armii Czerwonej czeskich urzędników i żandarmerię. Na Zaolziu rozpoczęły się wymierzone w ludność polską aresztowania i szykany. Spór rozgorzał na nowo, w czerwcu 1945 r. pociągając za sobą nawet groźbę wybuchu konfliktu zbrojnego. Ostatecznie wiosną 1947 r. Józef Stalin, który dotąd uchylał się od zajęcia jednoznacznego stanowiska w sprawie cieszyńskiej, widząc w niej jeszcze jeden instrument manipulowania rządami w Pradze i Warszawie, wymusił na swoich satelitach zawieszenie sporów i skłonił oba państwa do podpisania układu o „przyjaźni i wzajemnej pomocy”. Formalnie kwestia przynależności państwowej Zaolzia uregulowana została jednak dopiero po upływie kolejnych 11 lat, na podstawie zawartej 3 czerwca 1958 r. umowy o ostatecznym wytyczeniu granicy państwowej pomiędzy Polską Rzeczpospolitą Ludową a Czechosłowacką Republiką Socjalistyczną. Od tego momentu kwestia zaolziańska zdaje się stanowić dla Polski wyłącznie kłopot, a jej przypominanie impuls do nieustannych wyrzutów sumienia. Że w ciągu ostatnich 50 lat nic się pod tym względem nie zmieniło, dobitnie pokazały obchody 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej i reakcje, jakie swoim prowokacyjnym nawiązaniem do sprawy Zaolzia wywołał Władimir Putin. Znacznie mniej skrupułów współcześni Polacy żywić zdają się w stosunku do swoich zaolziańskich rodaków, którzy – nie wiedzieć czemu – mimo tylu już udzielonych im nauczek ciągle nie chcą wyrzec się polskości… [i]Autor jest dyrektorem Książnicy Cieszyńskiej[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL