Styl życia

Nie taki grzechotnik straszliwy...

Rzeczpospolita
Jadowite węże nie budzą w nim lęku, nie drży na widok potężnego niedźwiedzia grizzly i nie boi się spotkania z hienami. Z aparatem fotograficznym i niewielką ekipą filmową Austin Stevens zapuszcza się w najbardziej niedostępne rejony, żeby z bliska podglądać dziką naturę
Przyznam otwarcie: moje „oko w oko” z grzechotnikiem albo tarantulą – ogromnym włochatym pająkiem, którego widok rozczula twórcę nowej serii, w najlepszym wypadku zakończyłoby się paniczną ucieczką. Na szczęście, Austin Stevens to poszukiwacz przygód z prawdziwego zdarzenia i autentyczny miłośnik dzikiej fauny. W dodatku twardziel, jakich mało. Już sama jego biografia wystarczyłaby na scenariusz emocjonującego filmu.
Stevens pochodzi z RPA, w młodości wiódł awanturnicze życie: walczył w armii południowoafrykańskiej, a niezwykłe umiejętności w obchodzeniu się z wężami dały mu przydomek „człowiekwąż”. Bywało jednak niebezpiecznie: po ukąszeniu przez jadowitą żmiję kilka dni przeleżał w śpiączce i omal nie amputowano mu ręki. Ale nawet tak dramatyczne sytuacje nie zniechęciły go do zajmowania się wężami. W cywilu został herpetologiem i zatrudnił się w Transwalskim Parku Węży, potem w Parku Zwierząt i Węży Hartebeespoort Dam – największej tego typu prywatnej instytucji w RPA. W 1986 roku trafił do Księgi rekordów Guinnessa: spędził 107 dni zamknięty w szklanej klatce z 36 najbardziej niebezpiecznymi wężami Afryki, nie przerwał próby nawet wówczas, gdy został ukąszony przez kobrę. Akcja miała szlachetny cel: zwrócenie uwagi na los zagrożonych afrykańskich goryli i zebranie pieniędzy na ich ratowanie.
Stevens ma na swoim koncie wiele dokonań: artykuły, książki i filmy przyrodnicze, a także stworzenie parku węży Nordharzer Schalangen Paradies w Niemczech. Na stałe mieszka w Namibii, która jest jego ukochaną przystanią po ekscytujących podróżach. Najnowsza, dziesięcioodcinkowa seria dokumentalna to zapis niezwykłych wypraw i spotkań z najniebezpieczniejszymi drapieżnikami. Są wśród nich oczywiście, ulubieńcy Stevensa – węże. W poszukiwaniu jednego z najbardziej tajemniczych, nieuchwytnych i zarazem najniebezpieczniejszych przedstawicieli tej rodziny badacz udaje się do Meksyku. Żyje tam ponad 100 gatunków, ale tylko grzechotnik straszliwy, nieprzypadkowo ochrzczony groźną nazwą, otaczany był religijnym kultem. Zachowało się wiele malowideł i rzeźb przedstawiających upierzonego boga-węża w ruinach świątyń Majów, ale i dziś wizerunek węża można znaleźć na... meksykańskich banknotach. – To najdoskonalsza, stworzona przez naturę maszyna do zabijania – mówi Stevens. Rusza na poszukiwania wyposażony w maść, którą przygotował wiejski szaman, i zestaw współczesnych leków, choć tak naprawdę nie ma skutecznego w 100 procentach antidotum. Przemierza dżunglę, malowniczy labirynt zalanych wodą jaskiń, docierając do ruin ukrytych w lesie tropikalnym. I wreszcie staje oko w oko z grzechotnikiem... Zdjęcia Animal Planet
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL