Finanse

Ostrożnie ze zmianą waluty

AFP
Kryzys zwiększył sceptycyzm wobec euro. A słabszy złoty pomógł eksporterom. Polacy z dużo większą rezerwą niż na początku 2008 r. podchodzą do przyjęcia wspólnej waluty. Tak wynika z sondażu, który dla „Rz” przeprowadziła firma GfK
Tylko 17 proc. badanych chce jak najszybszej zamiany złotego na euro. Pozostali albo proponują wstrzymanie się z decyzją, albo nie chcą wspólnej waluty w ogóle. Jeszcze na początku roku zdecydowani zwolennicy europejskiego pieniądza stanowili 26 proc. A mniej zdecydowanych było 39 proc. Co piąty ankietowany przyznał, że ten temat nie ma dla niego znaczenia.
Zmianę opinii o przyjęciu euro ekonomiści tłumaczą ogólną sytuacją makroekonomiczną w kraju i na świecie. Przypominają, że kryzys gospodarczy wydłuża polską drogę do euro – według nich nie ma już mowy o euro w Polsce w 2012 czy 2013 r. Coraz częściej wskazują dopiero lata 2014 – 2016 jako najwcześniejszy termin przyjęcia wspólnej waluty. Ale ich zdaniem ten proces może się jeszcze bardziej wydłużyć. – Czekają nas lata z niższym wzrostem PKB i wyższym deficytem finansów, który będzie trudny do utrzymania na wymaganym poziomie 3 proc. PKB. Wyższy deficyt to także zagrożenie wzrostu długu publicznego, a niski dług jest kolejnym kryterium przyjęcia euro – mówi Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao. – Do tego dochodzi jeszcze brak zgody politycznej oraz niewykluczony spadek poparcia społecznego dla euro, szczególnie po doświadczeniach Słowacji – dodaje Mrowiec.
Jednak Stanisław Dudek z Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH uważa, że inaczej wyglądają odpowiedzi, gdy ankietowani zwracają uwagę na swoją osobistą sytuację finansową i nie patrzą z perspektywy makroekonomicznej. – Gdy pytaliśmy indywidualnych konsumentów o perspektywy przyjęcia euro pod koniec kwietnia, gdy złoty miał bardzo słabą pozycję, to ponad połowa chciała przyjęcia euro, a co piąta osoba jak najszybciej. To ci, którzy mają kredyty hipoteczne w obcych walutach i dla nich wspólna waluta to mniejsze koszty rat – tłumaczy Dudek. Z najnowszego sondażu GfK dla „Rz” wynika, że największymi zwolennikami szybkiej ścieżki do wspólnej waluty są ludzie młodzi, do 39. roku życia oraz urzędnicy i pracownicy umysłowi. Najwięcej zwolenników poczekania z podejmowaniem decyzji jest wśród kadry zarządzającej (40 proc.). – Od kilku miesięcy mamy coraz więcej wniosków o kredyty mieszkaniowe w euro – przyznaje Sabina Salamon z Deutsche Banku PBC. Firma GfK zapytała też Polaków, czy ze względu na kłopoty budżetowe rząd powinien przyspieszyć prywatyzację i w ten sposób zwiększyć dochody budżetu centralnego, czy też raczej poczekać na lepsze czasy. Jednak tylko 19 proc. respondentów uważa, że powinno się w ten sposób ratować budżet, a 61 proc. proponuje, by poczekać na wyższe ceny. – Prywatyzacja jest nam potrzebna bez względu na problemy z finansami publicznymi – uważa prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. Andrzej Rzońca, ekonomista z Forum Obywatelskiego Rozwoju, dodaje, że wykorzystanie prywatyzacji do poprawy finansów publicznych to dla rządu jedynie ucieczka do przodu. – W ten sposób uniezależni się przy konstruowaniu budżetu na 2010 r. od możliwego wetowania ustaw przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego i układów politycznych w Sejmie. Na dodatek będzie miał czas, by spokojnie przeprowadzić reformy strukturalne pod koniec przyszłego roku, tak by przyniosły efekty w kolejnych latach – tłumaczy ekonomista. Prywatyzacja jest najbardziej obojętna dla rolników (28 proc.) oraz osób z wykształceniem podstawowym (20 proc.). Najwięcej zwolenników poprawiania w ten sposób kondycji budżetu jest wśród pracowników umysłowych (29 proc.). Taka propozycja nie cieszy się uznaniem dyrektorów i właścicieli firm. Zgadza się z nią tylko 18 proc. z nich. [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki [mail=a.fandrejewska@rp.pl]a.fandrejewska@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL