fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

PiS donosi na kandydatów PiS

Joachim Brudziński z PiS: Nie chcemy mieć problemu z rozliczeniem kampanii
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Nielegalne plakaty? Sztab wyborczy partii zawiadamia policję o potknięciach startujących. – Ordynacja musi być przestrzegana – podkreśla Joachim Brudziński
[b][link=http://www.rp.pl/temat/266075.html]więcej o eurowyborach w naszym raporcie specjalnym >[/link][/b]
Poseł Krzysztof Sońta, kandydat Prawa i Sprawiedliwości do europarlamentu z okręgu podwarszawskiego, we wtorek rano zamiast na spotkanie z wyborcami trafi na przesłuchanie w komendzie policji w Radomiu. Kierownictwo sztabu wyborczego PiS doniosło, że mógł złamać ordynację wyborczą. Powód? Sońta wywiesił w Radomiu plakaty sfinansowane nie ze środków komitetu wyborczego, ale z własnej kieszeni.
– Kandydujący muszą przestrzegać ordynacji. Nie chcemy mieć później problemu z rozliczeniem kampanii – mówi "Rz" Joachim Brudziński, przewodniczący Zarządu Głównego PiS.
Sońta tłumaczy, że plakaty zawisły, zanim podpisał zgodę na kandydowanie. – Mam ekspertyzę prawną, że nie złamałem prawa wyborczego – twierdzi.
Policyjne śledztwo grozi też posłowi Pawłowi Poncyljuszowi, kandydatowi PiS z Warszawy. Także za plakaty. Miał je powiesić na słupach i latarniach bez zgody Zarządu Dróg Miejskich. – Potwierdzam fakt donosu. Ale nie komentuję – ucina Poncyljusz.
Ofiarą zawiadomienia o możliwości złamania ordynacji wyborczej padł też poseł Sławomir Kłosowski, kandydujący do PE z Dolnego Śląska. Powód? Rozwiesił w Opolu kilkanaście kartek z informacją o dyżurach poselskich. – Wieszam je regularnie, odkąd zostałem posłem – mówi "Rz" Kłosowski. Twierdzi, że nie ma żalu do kolegów z PiS, a nawet – po tym, jak sprawę wytknęły mu lokalne media – sam myślał o tym, by poprosić policję, żeby sprawdziła, czy nie popełnił wykroczenia.
Jak nieoficjalnie dowiedziała się "Rz", sztab wyborczy PiS chce złożyć też doniesienie przeciw posłowi Arkadiuszowi Mularczykowi kandydującemu z Warszawy. Przed dwoma tygodniami zamieścił w Internecie amatorski spot. Nie miał na to zgody kierownictwa sztabu. W sobotę na Youtube umieścił kolejny film wyborczy. – Mam nadzieję, że tym razem dopełnił wszystkich formalności – mówi Brudziński.
Działania sztabu wyborczego PiS budzą oburzenie wśród członków partii Jarosława Kaczyńskiego. Nieoficjalnie padają nawet stwierdzenia o dywersji.
– Donoszenie na własnych kandydatów to bardzo niefortunne działanie – przyznaje Jolanta Szczypińska, wiceszefowa Klubu PiS.
- To kanibalizacja kampanii. Na coś takiego na półmetku kampanii nie pozwoliłaby sobie żadna szanująca się partia – ocenia Eryk Mistewicz, specjalista ds. marketingu politycznego.
- To dość ryzykowna zagrywka. PiS chce się pokazać jako świętsze od papieża – uważa Wawrzyniec Konarski, politolog. – Część wyborców może docenić, że partia chce być czysta, część uzna to za niebudzącą sympatii nadgorliwość.
Brudziński zapewnia "Rz": – Nie będzie żadnego patrzenia z przymrużeniem oka na łamanie kampanii wyborczej.
Z informacji "Rz" wynika jednak, że gotów jest usprawiedliwić posłankę Mirosławę Masłowską. W sobotę Polskie Radio ujawniło, że kandydatka wywiesiła w Szczecinie plakaty bez zezwolenia Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego. – Mam informacje, że złożyła stosowne wnioski, tylko procedury są przewlekłe – tłumaczy szef Zarządu Głównego PiS.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA