Publicystyka

Wymazywanie niemieckich win

Piotr Skwieciński
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Gdyby mój dziadek wymordował sąsiadów, nie byłbym za to odpowiedzialny, jednak byłoby to dla mnie zapewne przyczyną traumy.
Gdybym jednak próbował polepszyć sobie samopoczucie, publikując artykuł, w którym – uznając winę dziadka – rozpisywałbym się nad rolą pomocników zwerbowanych przez niego do udziału w zbrodni, to taki sposób rozładowywania traumy określono by zapewne jako niesmaczny. Tak właśnie jest w przypadku czołówkowego artykułu „Wspólnicy. Europejscy pomocnicy Hitlera w mordzie Żydów” opublikowanego w ostatnim numerze niemieckiego tygodnika „Der Spiegel”.
Rzadko się zdarza czytać tekst tak zakłamany. Zakłamany w wyrafinowany sposób. Niemal każde zamieszczone w nim zdanie, czytane z osobna, jest prawdziwe. Razem tworzą jednak obraz całkowicie fałszywy. Nieprawdziwy nie tylko przez przeinaczenia – których w „Spieglu” jest sporo – ale przede wszystkim przez przemilczenia połączone z wrzucaniem do jednego worka masy faktów, działań, zdarzeń i sytuacji. [srodtytul]Celowe przemilczenia[/srodtytul]
Tytułem przykładu: autorzy z hamburskiego tygodnika piszą dużo – i prawdziwie – na temat zasięgu zjawiska wydawania Żydów Niemcom w okupowanej Polsce, a także w krajach Europy Zachodniej. Ale na przykład w wypadku Holandii z uznaniem konstatują, że ogromna liczba winnych kolaboracji mieszkańców tego kraju została po wojnie ukarana. Nie wspominają o analogicznych faktach dotyczących Polski, choć (pomijając już działalność podziemnego sądownictwa) w PRL przez lata obowiązywał – i był stosowany – tzw. dekret sierpniowy. Stosowano go głównie do prześladowania antykomunistów, ale jakąś część z pokaźnej liczby represjonowanych – jak to wtedy mówiono: „z sierpniówki” – stanowili autentyczni kolaboranci. O tym w „Spieglu” ani słowa, podobnie jak – na przykład – o niewspółmierności represji grożących w Polsce i w krajach zachodnioeuropejskich za pomoc ukrywającym się Żydom. Uderza to wobec wyeksponowania szlachetnej postawy Duńczyków, którzy uratowali ogromną większość nielicznej populacji żydowskiej. Duńczycy zachowali się bez wątpienia wspaniale. Powstaje jednak pytanie, ilu z nich postąpiłoby w ten sam sposób, gdyby za pomoc Żydowi groziła śmierć nie tylko pomagającemu, ale i całej jego rodzinie? "Wśród całej litanii narodów, które autorzy tygodnika uznali za wspólników Niemców, nie ma Rosjan. Mimo że na zajętych przez Niemców obszarach etnicznej Rosji Rosjanie zachowywali się wobec Żydów niewiele lepiej niż na przykład Ukraińcy" O trwającej w Polsce od kilkunastu lat dyskusji na temat polskiej winy wobec Żydów czytelnik „Spiegla” dowie się tyle, że w 2000 roku Jan Gross zaalarmował świat sprawą Jedwabnego. W tej sytuacji zgodzi się zapewne z konstatacją dziennikarzy hamburskiego tygodnika, których zdaniem w tej materii Polacy „stoją jeszcze na początku drogi”. Te przemilczenia trzeba, niestety, uznać za celowe, gdyż autorzy „Spiegla” zdradzają się ze znajomością najnowszej polskiej historiografii – piszą na przykład (słusznie) o tym, że jedną z przyczyn fali pogromów po wejściu Niemców na tereny okupowane dotąd przez Rosjan było ogołocenie tych obszarów z inteligencji przez radzieckie represje, i o tym, że pogromy inicjowali często nieżydowscy kolaboranci władz radzieckich, pragnący odwrócić od siebie uwagę rodaków i nazistów. [srodtytul]Niemcy jakoś szlachetniejsi[/srodtytul] „Spiegel” parokrotnie podkreśla, że decydująca rola – a więc i wina za Holokaust – Hitlera i Niemców nie podlega dyskusji. Można to uznać za rytualne zabezpieczenie, bowiem wiele fragmentów artykułu, podobnie jak cała jego konstrukcja, wydaje się sugerować, że autorzy chcieliby właśnie taką dyskusję otworzyć. Dlaczego np. dziennikarze hamburskiego tygodnika stawiają – i eksponują – wątpliwą tezę, że gdyby nie „nieniemieccy sprawcy” (znów: wrzucanie do jednego worka co najmniej kilkunastu różnego rodzaju grup różnych narodowości – tak różnych, jak np. rządy państw sojuszniczych osi i litewscy chłopi – niezwykle zaciemnia sprawę i utrudnia racjonalną dyskusję), milion z 6 milionów zabitych Żydów zachowałoby życie? Przecież eksterminacja nie-Aryjczyków była dla hitlerowców priorytetem absolutnym. Tak absolutnym, że transporty idące do ośrodków zagłady miewały na Reichsbahn pierwszeństwo przed idącymi na front wschodni… Dla każdego, kto wie coś o szaleństwie nazistów, jest jasne, że gdyby Hitler nie miał „nieniemieckich współsprawców”, to do wykonania „ostatecznego rozwiązania” potrafiłby odkomenderować stosowną liczbę oddziałów niemieckich – nawet kosztem frontu. Jak zrozumieć nacechowane pogardą fragmenty tekstu (są to cytaty z wypowiedzi niemieckich żołnierzy, przedstawione jednak bez dystansującego się komentarza), w których „nieniemieccy współsprawcy” przedstawiani są jako w jakimś sensie gorsi niż niemieccy sprawcy? Zdanie: „dla Niemców 300 Żydów to 300 wrogów ludzkości, dla Litwinów 300 Żydów to 300 par butów”, stwierdzenie, że Flamandowie z SS byli gorsi od niemieckich esesmanów, „bo sprzedawali się, a sprzedający się jest gorszy od kupującego”, łatwo zrozumieć tak, że jednak Niemcy byli jakoś szlachetniejsi… [srodtytul]Węgierscy kolejarze i polscy chłopi[/srodtytul] Autorom „Spiegla” trudno będzie uciec przed zarzutem, że mimo werbalnych zastrzeżeń dotyczących niemieckiej winy chcą ją zrelatywizować. A tej relatywizacji ma służyć pojęcie „europejskiego wymiaru Holokaustu”. „Czy w ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej nie chodziło o projekt europejski, który nie da się wyjaśnić jedynie przesłankami niemieckimi?” – pyta cytowany przez dziennikarzy historyk Gotz Aly. Czyż nie ma racji, skoro, jak pisze „Spiegel”, „ukraińscy żandarmi, łotewscy policjanci, żołnierze rumuńscy, węgierscy kolejarze, polscy chłopi, holenderscy urzędnicy katastralni, francuscy merowie, norwescy ministrowie, włoscy żołnierze – wszyscy oni współdziałali w zbrodni Holokaustu”? Co charakterystyczne – w powyższej litanii, tak jak w całym 11-stronicowym artykule, nieobecni są Rosjanie. Mimo że na zajętych przez Niemców obszarach etnicznej Rosji zachowywali się wobec Żydów niewiele lepiej niż Ukraińcy i mimo że powszechnie wiadomo, do jakich zadań hitlerowcy używali np. oddziałów ochotników kozackich i armii RONA. I mimo (to już paradoks) że dwie z licznych fotografii ilustrujących artykuł przedstawiają rosyjsko-, a nie ukraińskojęzyczne plakaty nawołujące do walki z żydostwem i wstępowania w szeregi pomocników SS. Ale cóż, Rosjan Niemcy szanują, bo uważają ich za silnych. W przeciwieństwie do polskich chłopów i węgierskich kolejarzy. Szermujący pojęciem „europejskiego wymiaru Holokaustu” dziennikarze nie zadają sobie trudu, by odpowiedzieć na pytanie, dlaczego – mimo że antysemityzm był w różnym natężeniu obecny we wszystkich państwach europejskich – poza Niemcami przed wojną w żadnym z nich nie doszedł do władzy reżim, dla którego antyżydowska paranoja byłaby głównym składnikiem ideologii? Dlaczego to Niemcy doszli w swym antysemityzmie do koncepcji morderczych? Dlaczego te koncepcje nie były realizowane nigdzie poza Niemcami i krajami przez nich podbitymi lub od nich uzależnionymi? [srodtytul]Fałszywa wspólnota[/srodtytul] Piotr Semka w komentarzu dotyczącym artykułu „Spiegla” („Rz” 20.05.2009) napisał: „Jeszcze 20 lat temu nie do pomyślenia byłby w czołowym piśmie liberalnej niemieckiej lewicy tekst, który tak dalece relatywizowałby wojenne winy Niemców”. Oczywiście, okupacyjne zbrodnie – również polskich chłopów – trzeba badać i opisywać. Ale „Spiegel” szkicuje wspólnotę winy, w której szybko może zabraknąć miejsca dla szczególności winy niemieckiej. Czyni to w sposób nieprzyzwoity. Wszystkie narody europejskie dyskutują na temat swojego zachowania wobec Żydów w czasie wywołanej przez Niemców wojny. Wszystkie mają wobec Żydów swoje winy. Ale rozmiar winy niemieckiej jest taki, że doprawdy trzeba, mówiąc eufemistycznie, wielkiej pewności siebie, a mówiąc mniej eufemistycznie – hucpy, aby będąc Niemcem, poświęcać im demaskatorski artykuł. Widz peerelowskich filmów wojennych pamięta dziesiątki ujęć, na których w 1945 roku niemiecki jeniec podnosi ręce do góry i krzyczy: To nie my, to wszystko te brudne świnie z SS! Czy w świetle postępującej ewolucji niemieckiego myślenia o historii sytuacja, w której miejsce „brudnych świń z SS” zajmą „ukraińscy żandarmi, węgierscy kolejarze i polscy chłopi”, okraszeni może garstką legionistów z SS-Flandrien, jest rzeczywiście nieprawdopodobna? [i]Autor jest współpracownikiem „Rzeczpospolitej”. Był m.in. prezesem Polskiej Agencji Prasowej[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL