fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo drogowe

Przyjadą po mandat do kierowcy

Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Kierowcy ukarani mandatem przez straż miejską, którzy „zapomnieli” go zapłacić w terminie, nie muszą się martwić. Poborca może przyjechać po pieniądze do pracy, domu czy pod inny wskazany adres. Wystarczy się tylko z nim umówić.
To ukłon w stronę zapominalskich kierowców, którzy chcą uniknąć egzekucji i niepotrzebnych kosztów.
Wygląda to tak. Prezydent Warszawy upomina się o niezapłacone mandaty wysyłając zawiadomienie na adres domowy. Informuje w nim, że wydział egzekucji administracyjnej biura podatków i egzekucji urzędu miasta otrzymał tytuł wykonawczy dotyczący grzywny do przymusowego ściągnięcia należności.
Aby nie ruszyła egzekucja administracyjna, trzeba zadzwonić pod wskazany w zawiadomieniu numer telefonu. Jeśli nie podejmiemy żadnych czynności, musimy się liczyć z tym, że mandat zostanie ściągnięty np. z wynagrodzenia za pracę czy konta bankowego. Kwota będzie powiększona o koszty egzekucyjne. Jeśli jednak uda nam się porozumieć z poborcą (jego dane widnieją na pieczątce) sprawę można załatwić polubownie za niewielką opłatą.
Niestety po takim upomnieniu nie wystarczy już wpłacić pieniędzy na konkretne konto. [b]Poborca musi bowiem wystawić tytuł egzekucyjny. Konieczna jest więc albo wizyta w wydziale albo - to cena informacja dla zapracowanych warszawiaków - poprosić o wizytę poborcy w dogodnym dla nas miejscu.[/b]
W trakcie spotkania poborca zainkasuje wartość mandatu i dodatkowo 3 zł 90 gr opłaty za „fatygę”. Kwota ta jest doliczana do każdego mandatu. Jeśli więc mamy ich kilka, to wartość każdego z nich powiększamy o prawie 4 zł. Na miejscu też odbieramy tytuł egzekucyjny wystawiony na nasze nazwisko.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA