fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Dwa narody, dwie pamięci i mur

Szaron, reż. Dror Moreh
Fotorzepa
Dzięki dokumentom pokazywanym na festiwalu można nie tylko lepiej zrozumieć przyczyny palestyńsko-izraelskiego konfliktu, ale przede wszystkim uświadomić sobie, jak tragiczny jest jego wpływ na codzienne życie Arabów i Żydów
W jednej z pierwszych sekwencji „Jerozolima. The East Side Story” Mohammeda Alatara oglądamy archiwalne zdjęcia, które upamiętniają kluczowe dla stosunków izraelsko-palestyńskich zdarzenia sprzed 60 lat. Widzimy żydowskich emigrantów przybywających do Palestyny. Przemowę Ben Guriona, pierwszego premiera Izraela. Atak sprzymierzonych państw arabskich na nowo powstałe państwo.
W piątek, 14 maja 1948 roku, o godzinie 16 rozpoczęło się w Tel Awiwie posiedzenie Rady Ludowej, przyszłego parlamentu izraelskiego. Nastrój był podniosły. Dawid Ben Gurion odczytał deklarację niepodległości: „Proklamujemy niniejszym utworzenie państwa żydowskiego w Palestynie, które nazywać się będzie Państwo Izrael”.
14 maja jest świętem narodowym w Izraelu. Inaczej wspominają 1948 rok Palestyńczycy – dla nich jest to czas wielkiej katastrofy zwanej Al-Nakba. Po ustanowieniu przez Żydów własnego państwa poczuli się pominięci przez świat, zapomniani przez społeczność międzynarodową.
Deklaracja niepodległości wywołała wojnę Izraela z koalicją państw arabskich. W jej efekcie najbardziej ucierpieli Palestyńczycy. Z powodu działań wojennych około 700 tysięcy musiało porzucić swoje rodzinne miejscowości. Większość nigdy nie powróciła do opuszczonych domów.
Dwa narody, dwie pamięci historyczne – czy możliwe jest ich pokojowe współistnienie?
[srodtytul]Ofiary surowego prawa[/srodtytul]
Na początku filmu Mohammed Alatar nawiązuje do tragedii Palestyńczyków i przedstawia ich spojrzenie na historię. Później skupia się na sytuacji w Jerozolimie. Tu jest klucz do rozwiązania konfliktu na Bliskim Wschodzie. Jeśli w świętym mieście trzech wielkich religii – judaizmu, chrześcijaństwa i islamu – uda się zaprowadzić pokój, to będzie on panował w całym regionie. Ale w Jerozolimie iskrzy od napięć.
W 1980 roku Izrael uznał ją za swoją stolicę. Tymczasem Palestyńczycy uważają wschodnią część Jerozolimy, zajętą przez wojska izraelskie w wyniku wojny sześciodniowej w 1967 roku, za przyszłą stolicę własnego niepodległego państwa.
Sytuację zaogniają dodatkowo radykalne rozwiązania prawne, które mają zabezpieczyć miasto przed atakami terrorystycznymi. Jeśli Palestyńczyk z izraelskim obywatelstwem, który żyje w Jerozolimie, poślubi kogoś spoza miasta, to musi zdobyć specjalne pozwolenie, by taka osoba mogła z nim zamieszkać w Jerozolimie. Jeżeli sam się przeprowadzi, straci to prawo. Urzędy potrafią przeciągać wydawanie decyzji latami. Natomiast małżonkowie są zmuszeni żyć osobno. Dojeżdżają do siebie na weekendy, by choć przez chwilę poczuć się jak rodzina.
Surowe prawo, które miało wzmacniać poczucie bezpieczeństwa, przynosi odwrotny skutek. O swój los niepokoją się nie tylko Arabowie z izraelskim obywatelstwem, ale także młodzi Żydzi, którzy nie mogąc znieść napiętej atmosfery w Jerozolimie, przeprowadzają się do innych miast.
O palestyńsko-izraelskich relacjach opowiada także Nathaniel Goldman Amirav w filmie „Palestyński niewolnik mojego ojca”.
Dziewiętnastoletni reżyser mieszka w Sztokholmie, ale urodził się w Jerozolimie. Właśnie przyjechał z kamerą do ojczyzny, by spędzić czas z ojcem Mosze Amiravem, politykiem i działaczem pokojowym, zwolennikiem pertraktacji i wypracowania porozumienia z Palestyną. Nathaniela nie interesuje jednak przeszłość rodzica, historyczne wykłady ani dyskusje o polityce. Skupia obiektyw na 25-letnim Palestyńczyku, którego ojciec zatrudnił do ogrodniczych i budowlanych prac w swojej posiadłości.
Morad mieszka w sąsiedniej miejscowości, tuż za granicą izraelsko-palestyńską, i podobnie jak Nathaniel ma marzenia, ambicje i plany na przyszłość. Jednak nie może ich zrealizować z powodu konfliktu obu nacji.
Z narażeniem życia, codziennie o świcie, nielegalnie przekracza granicę. Po tej stronie jest praca, pieniądze i lepszy świat.
– Patrzę na młodego chłopaka, który nie ma wyboru, choć powinien go mieć – mówi Mosze Amirav. Dał mu pracę, bo uważa, że Palestyńczyk potrzebuje jej bardziej niż Izraelczycy.
Morad nie pasuje do stereotypu Araba. Nie ma w nim złości ani nienawiści do Żydów. Chciałby w ich kraju legalnie pracować, może nawet przyjąć izraelskie obywatelstwo. Jest gotów zmienić wyznanie. Wszystko po to, by stać się wolnym człowiekiem. – W Palestynie zakazany jest seks, spotkania z dziewczyną. Wszystko jest zakazane. Tylko zabijanie jest ok – mówi rozgoryczony.
Mosze Amirav nie pomoże mu w wymarzonej przeprowadzce. Przepisy są rygorystyczne. W Izraelu pozwolenie na pracę mogą dostać tylko mężczyźni powyżej
35. roku życia, którzy mają rodziny. W ten sposób kraj broni się przed terrorystami.
[srodtytul]Polityka według Szarona[/srodtytul]
W filmach Alatara i Amirava pojawia się mur, zwany przez izraelskie władze płotem bezpieczeństwa. Ma powstrzymać terrorystów samobójców wdzierających się do Izraela z Zachodniego Brzegu Jordanu. Budowla jest symbolem dramatycznej sytuacji na Bliskim Wschodzie. Jej postawienie to z jednej strony wyraz desperacji Izraela, który broni się przed terrorystycznymi zamachami przez odseparowanie palestyńskich ziem. Z drugiej – mur niszczy życie zwykłym Palestyńczykom, przecinając ich wioski i gaje oliwne.
Jego budowę zaaprobował ostatecznie były premier Izraela Ariel Szaron (2001 – 2006). Warto prześledzić jego polityczną biografię w filmie „Szaron” Drora Moreha, by zobaczyć, jak próbował rozwiązać izraelsko-palestyński konflikt.
Uchodził za przeciwnika negocjacji z Palestyńczykami. Współorganizował osiedlanie się Żydów w Strefie Gazy. Jednak w 2005 roku udowodnił, że potrafi być politykiem realistycznie myślącym o relacjach Żydów z Palestyńczykami. Podjął wówczas decyzję o wysiedleniu żydowskich osadników ze Strefy Gazy. – Nie możemy wiecznie jej kontrolować – tłumaczył w orędziu do narodu. – Zamieszkuje ją ponad milion Palestyńczyków, a z każdym pokoleniem jest ich dwa razy więcej. Ból, który czuję, podejmując tę decyzję, jest tak samo silny jak moje przekonanie, że musi to zostać zrobione.
Jego decyzja wywołała sprzeciw Likudu, macierzystej partii Szarona. Jednak premier wygrał wewnątrzpartyjne referendum w sprawie poparcia dla wysiedlenia. A następnie zaskoczył wszystkich. Opuścił szeregi partii i założył własną o nazwie Kadima (Naprzód). Niestety, jego plany ułożenia stosunków Autonomii Palestyńskiej z Izraelem przerwała choroba. W 2006 roku po ciężkim wylewie krwi do mózgu zapadł w śpiączkę. Pozostaje w niej do dziś.
[srodtytul]Piętno góry Beaufort[/srodtytul]
W swoim dokumencie Dror Moreh pokazuje także, jaki wpływ na karierę Szarona miała izraelska interwencja w 1982 roku w Libanie. Jako minister obrony Szaron został wówczas oskarżony o brak reakcji wojsk izraelskich na masakrę uchodźców palestyńskich w obozach Sabra i Shatila, której dokonali libańscy falangiści. Musiał ustąpić ze stanowiska. Wrócił do polityki dopiero po 20 latach.
Wojna libańska powraca również we wspomnieniach Jakuba Gutermana, bohatera dokumentu „Czas przeszły niezapomniany” Hanny Kramarczuk i Joanny Gospodarczyk.
Guterman uważa interwencję izraelską za zbrodnię. – Mój starszy syn Raz służył w jednej z elitarnych jednostek komandosów – wspomina. – Zostali wysłani na górę Beaufort, gdzie znajduje się olbrzymia twierdza krzyżowców. Nikt jej nigdy nie zdobył.
Twierdzę zajęli Palestyńczycy, a oddziały izraelskie miały ich stamtąd usunąć. Komandosi wykonali zadanie, ale sześciu z nich poległo. Wśród zabitych był Raz Guterman. Ta chwila naznaczyła życie ojca.
– Dzielę je na dwa etapy: do śmierci Raza i później – przyznaje w filmie. – Wykonuję swoją pracę, staram się wspierać rodzinę, którą kocham i która mnie potrzebuje, ale życie jest już inne.
Należy teraz do Forum Amishpahot, która zrzesza palestyńskie i izraelskie rodziny ofiar wojny. Do organizacji należy 500 rodzin.
– Kilka razy w tygodniu odwiedzamy szkoły i rozmawiamy z uczniami: Żydami i Palestyńczykami – wyjaśnia Jakub Guterman.
– Mimo że okupacja ziem palestyńskich trwa ponad 40 lat i nic nie wskazuje, by w najbliższej przyszłości cokolwiek miało się zmienić, ani na chwilę nie przestaję być optymistą.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA