fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Jak zarządzać wydatkami

Nie trzeba być szczególnie bogatym, by mieć złotą kartę

Flickr
Złote karty kredytowe zapewniają przywileje, choćby wysokie limity zadłużenia, ale są też droższe niż zwykłe plastiki. Aktywni klienci mogą na szczęście uniknąć opłat za wydanie albo je znacznie ograniczyć
Złota karta kredytowa już od kilku lat jest dostępna nie tylko dla osób zarabiających kilkakrotność średniej krajowej. W Eurobanku wystarczy mieć dochody w wysokości 1 tys. zł miesięcznie, w Getin Banku 1,5 tys. zł, a w Alior Banku 500 zł. Zarobki na poziomie 3 tys. zł netto pozwolą na uzyskanie karty w większości pozostałych instytucji. Najwyższe wymagania (dochody minimum 5 tys. zł) mają BZ WBK, ING, Nordea, Toyota Bank.
Kartę w złotym kolorze dostać jest coraz łatwiej, w zasadzie nie zapewnia więc prestiżu, zwłaszcza że coraz mniej różni się od standardowej. Dodawane do niej usługi nie robią już takiego wrażenia jak kiedyś, ale możemy liczyć np. na nieco bogatszy pakiet ubezpieczeń. Trzeba jednak uważać na koszty, bo złote karty są droższe od typowych.
[srodtytul]Jak jest aktualna cena złota[/srodtytul]
Opłaty za wydanie złotej karty kredytowej bywają dość wysokie. W Citibanku zapłacimy 290 zł, w mBanku 275 zł, w Fortis Banku 250 zł, a w wielu innych instytucjach ponad 100 zł rocznie.
Stawki te nie powinny jednak zrażać. Po pierwsze banki często organizują promocje, które umożliwiają uzyskanie takiej karty nawet za darmo.
Po drugie zazwyczaj wystarczy spełnić określone warunki, by uzyskać plastik, jeśli nie bezpłatnie, to dużo taniej.
I tak w Citibanku stawka wyjściowa to 290 zł, ale jeśli wykonamy dowolną transakcję w ciągu dwóch miesięcy od wydania karty, to zapłacimy 120 zł, a gdy złożymy wniosek o kartę przez Internet, dostaniemy ją za darmo. W mBanku 275 zł to opłata za kartę o najniższym oprocentowaniu. Jeśli wybierzemy wyższe odsetki, za kartę zapłacimy 125 lub 200 zł. Ponadto opłata jest zwracana, jeśli klient w ciągu trzech miesięcy przeprowadzi transakcje o wartości co najmniej 300 zł.
Podobnie jest w innych bankach. Aby skorzystać ze zwolnienia z opłaty, czasami wystarczy odpowiednia liczba transakcji, czasami trzeba być stałym klientem banku (np. w BPH). Wielkość transakcji uprawniających do zwolnienia jest jednak wyższa niż przy zwykłych kartach. Na złotą kartę warto się więc decydować wtedy, gdy wiemy, że będziemy z niej aktywnie korzystać. Na przykład w BPH należy w ciągu roku wykonać operacje na kwotę 36 tys. zł (średnio aż 3 tys. zł miesięcznie), w BOŚ, BZ WBK, Deutsche Banku czy Pekao – 24 tys. zł rocznie. Łatwiej będzie w ING, gdzie wystarczy 1 tys. zł miesięcznie. A Getin Bank wymaga zaledwie 100 zł miesięcznie.
Występując o złotą kartę, trzeba się też liczyć z innymi kosztami, np. z opłatą za ubezpieczenie. W Dominet Banku za ubezpieczenie od utraty karty zapłacimy 2,5 zł miesięcznie, dodatkowo za ubezpieczenie na życie – 0,376 proc. salda zadłużenia. 9,9 zł miesięcznie trzeba wydać na ubezpieczenie w Getin Banku, w Nordei – 0,65 proc. salda, a w PKO BP – 0,06 proc. stanu zadłużenia. Stawki podawane w procentach są szczególnie niebezpieczne, bo opłaty za ubezpieczenie są tym wyższe, im więcej wydajemy za pomocą karty.
[srodtytul]Odsetki trochę mniejsze niż na zwykłych kartach[/srodtytul]
Oprocentowanie złotych kart kredytowych jest z reguły nieco niższe, o 1 – 2 pkt proc., niż zwykłych kredytówek. Najniższe promocyjne stawki nie przekraczają 10 proc. Tak jest np. w Dominet Banku, gdzie promocyjne oprocentowanie przez pierwsze pół roku wynosi tylko 6 proc. W Kredyt Banku osoby, które przeniosą kartę z innego banku, przez pół roku mają zagwarantowane 9,99 proc.
Jeśli chodzi o regularną ofertę, to najmniej – 12,5 proc. w skali roku – zapłacimy w Nordea Banku i Banku Ochrony Środowiska. W tym pierwszym trzeba jednak pamiętać o wspomnianym już drogim ubezpieczeniu, a w drugim odsetki w wysokości 12,5 proc. płacą ci, którzy wybrali kartę z wyższą opłatą za wydanie. Najwyższe oprocentowanie sięga 21 proc. (zgodnie z przepisami ustawy antylichwiarskiej).
Istnieją różnice między oprocentowaniem transakcji bezgotówkowych (np. płatności w sklepach) i gotówkowych (np. podjęcie pieniędzy z bankomatu). Część banków umożliwia dodatkowo robienie przelewów z karty. Operacje te są traktowane różnie; w niektórych instytucjach transakcja taka jest uważana za gotówkową, w innych za bezgotówkową.
Te pierwsze nie dość, że bywają wyżej oprocentowane, to jeszcze zapłacimy prowizję za wybranie pieniędzy z bankomatu, nawet jeśli jest to maszyna należąca do naszego banku. A co najważniejsze, transakcje gotówkowe nie są objęte okresem bezodsetkowym. Jeśli zapłacimy kartą w sklepie i w następnym miesiącu uregulujemy całość zadłużenia, bank nie naliczy żadnych odsetek. Ten przywilej nie dotyczy jednak pobrania pieniędzy z bankomatu czy innych transakcji gotówkowych.
Czas od początku okresu rozliczeniowego do spłaty zadłużenia nazywany jest okresem bezodsetkowym (po angielsku grace period). Wynosi on średnio pięćdziesiąt kilka dni. Wyjątkiem jest Dominet Bank oferujący 61-dniowy grace period, w Deutsche Banku istnieje możliwość wydłużenia go do 87 dni.
Każdy bank żąda, by klient spłacił w miesiącu minimalną kwotę. Najczęściej jest to 5 proc. zadłużenia, w Polbanku i Alior Banku 3 proc., w Pekao aż 10 proc. Czasami istnieje możliwość zamiany zadłużenia na tańszy kredyt ratalny. Oferują to m.in.: BPH, BZ WBK, Citibank, Deutsche Bank, Getin Bank, Lukas Bank, Millennium, MultiBank, Polbank.
[srodtytul]Bez zaświadczenia, ale z niższym limitem[/srodtytul]
Mimo kryzysu nadal wiele banków bez problemów przyznaje karty kredytowe. Wciąż można je uzyskać w ramach uproszczonej procedury, czyli bez zaświadczenia o zarobkach. W ten sposób dostaniemy jednak niższy limit.
Alior Bank na podstawie oświadczenia klienta pożyczy na karcie najwyżej 10 tys. zł, a maksymalny limit kredytowy jest tam osiem razy większy. O kartę z limitem do 10 tys. zł bez zaświadczenia można się też starać w BZ WBK czy w Citibanku. Ostrożniejszy jest Eurobank, gdzie w ramach uproszczonej procedury można dostać do 4 tys. zł. W PKO BP, MultiBanku i Raiffeisenie można liczyć na 5 tys. zł.
W lepszej sytuacji są klienci, których bank już zna, bo np. prowadzi ich ROR. Takim osobom złote karty na oświadczenie daje np. BPH, BOŚ, ING, Pekao. Może być im przyznany nawet maksymalny możliwy limit.
Złote karty umożliwiają zaciągnięcie większego kredytu niż standardowe. Maksymalne limity sięgają nawet 100 tys. zł (Polbank) czy 80 tys. zł (Toyota Bank, Alior Bank), a najczęściej jest to 50 – 60 tys. zł. Najmniej można się spodziewać w Eurobanku (góra 30 tys. zł), ale ta karta nie jest typową złotą. Opłata za jej wydanie jest niska, a wymagane przez bank dochody to raptem 1 tys. zł.
[srodtytul]Dodatkowe atrakcje dla klientów[/srodtytul]
Złotym kartom towarzyszą ubezpieczenia, zniżki przy zakupach, pomoc w organizacji różnych spraw.
[wyimek]12,5proc. to obecnie najniższe standardowe oprocentowanie złotej karty kredytowej; w promocjach banki oferują poniżej 10 proc.[/wyimek]
Najczęściej dodawane jest ubezpieczenie od nieuprawnionych transakcji. Zgodnie z ustawą bank odpowiada za skutki operacji przeprowadzonych skradzioną bądź zgubioną kartą, z tym że jeśli do nadużycia dojdzie przed jej zastrzeżeniem, klient z własnej kieszeni pokrywa straty do 150 euro. Ubezpieczenie chroni przed tym ewentualnym kosztem. W przypadku kart złotych często jest ono bezpłatne (np. w Alior Banku, BPH, BOŚ, BZ WBK, Citibanku, Eurobanku, Fortis Banku, Getin Banku, ING, Kredyt Banku, mBanku, MultiBanku, Polbanku, Toyota Banku).
Inne polisy to np. ubezpieczenie kosztów leczenia, które może się przydać podczas zagranicznych podróży. Aby je dostać, na ogół trzeba zapłacić kartą za bilet lotniczy, paliwo czy hotel za granicą.
Oprócz tego oferowane jest ubezpieczenie mienia kupionego za pomocą karty, ubezpieczenie bagażu (chyba najmniej potrzebne) i ubezpieczenie następstw nieszczęśliwych wypadków. Czasami pojawia się też assistance medyczny, informacyjny czy pomoc techniczna w domu. Podobną usługą jest serwis concierge; konsultanci w razie potrzeby pomogą znaleźć ślusarza lub hydraulika, zarezerwować stolik w restauracji, zdobyć bilety na koncert.
Oczywiście za wszystkie te rzeczy trzeba samemu zapłacić.
Dość powszechnym dodatkiem są systemy rabatowe, np. 10 proc. zniżki w salonie kosmetycznym, 20 proc. upustu na markową odzież. Ale podobne programy działają też przy zwykłych kartach. Nie jest to więc szczególna atrakcja, choć czasami wybór punktów handlowych czy usługowych dających zniżki „złotym” klientom jest bogatszy.
[ramka][link=http://www.rp.pl/temat/7.html][b]Więcej na rp.pl/pieniądze[/b][/link][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA