fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media i internet

Przepisy chronią, tylko trzeba je znać

Fotorzepa, Danuta Matloch Danuta Matloch
Michał Błeszyński, radca prawny specjalizujący się w prawie autorskim
[b]Rz: Czy problem praw autorskich w Internecie zaczyna się trochę cywilizować?[/b]
[b]Michał Błeszyński:[/b] Raczej z roku na rok narasta. Niestety, świadomość tego, w jaki sposób można legalnie korzystać z materiałów zamieszczonych w Internecie, jest bardzo nikła. Pomijając tych, którzy z premedytacją łamią prawo, często dochodzi do naruszeń ze zwykłej niewiedzy, chociażby na temat tego, czym jest cytat, czym różni się od streszczenia lub omówienia treści cudzego utworu. Podam przykład. W jednej z prowadzonych przeze mnie spraw doszło nie tylko do skopiowania na stronę internetową całego artykułu bez podania źródła, ale kopiujący sam się pod przeklejonym tekstem podpisał. Często pojawiają się opracowania stanowiące kompilację utworów innych autorów, przytoczenia fragmentów cudzych tekstów bez podania źródła.
[b]Kiedy w takim razie możemy mówić o cytacie?[/b]
Wtedy, gdy przytoczony zostaje krótki fragment lub drobny utwór wcześniej rozpowszechnionego tekstu wyłącznie w celu odniesienia się do jego treści, np. w postaci wyjaśnień, analizy krytycznej lub nauczania. Nie można mówić o cytacie, gdy po prostu przeklejamy fragment cudzego tekstu bez wskazania pochodzenia i nie dodając nic od siebie. Możliwości, jakie stwarza technika cyfrowa, są tu źródłem pokusy.
[b]Jednak przepisy pozwalają na pewne wykorzystanie materiałów prasowych.[/b]
Tak, ale jest to wyraźnie i szczegółowo uregulowane. Dopuszczalne są np. krótkie streszczenia, sprawozdania o aktualnych wydarzeniach, przeglądy publikacji. Dodatkowo, gdy wydawca nie zastrzegł, że dalsze rozpowszechnianie jest zabronione, możliwe są też przedruki artykułów, ale tylko na tematy politycznie, gospodarcze i społeczne. W każdym wypadku należy wyraźnie wskazać źródło, a więc np. tytuł dziennika oraz imię i nazwisko autora. Przy wspomnianych przedrukach należy ponadto wypłacić wynagrodzenie autorowi tekstu.
[b]Tymczasem teksty publikowane chociażby w „Rz” są powielane w całości na setkach stron internetowych. To chyba nie jest już dozwolone? [/b]
Nie, z wyjątkiem wspomnianych wyżej przypadków dozwolonego użytku. W pozostałym zakresie niezbędne jest nie tylko wypłacenie wynagrodzenia, ale uzyskanie zgody na określone rozpowszechnianie utworu.
[b]Coraz bardziej narasta spór między wydawcami prasy a popularnymi wyszukiwarkami, które indeksują teksty. Wielu wydawców nie życzy sobie, aby katalogować wszystkie artykuły.[/b]
Warto się zastanowić, czy taka praktyka nie narusza normalnego korzystania z utworu oraz czy nie godzi w słuszne interesy twórcy. Zgodnie z art. 35 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych dozwolony użytek nie może naruszać tych reguł.
[b]Czy polskie przepisy o prawach autorskich nadążają za Internetem?[/b]
Postęp techniczny następuje tak szybko, że żadne przepisy nie są w stanie dotrzymać mu kroku. Nie oznacza to jednak, że są złe. Jestem przeciwnikiem tego, żeby w ustawie regulować dozwolony użytek w sposób kazuistyczny, odwołujący się do bardzo wąsko ujętych sposobów korzystania z utworów. Naraża to prawo na szybką dezaktualizację. Przepisy powinny być na tyle ogólne, by obejmowały także to, co powstanie za rok czy nawet za dziesięć lat, przy jasnym określeniu kryteriów wyznaczających granice dozwolonego korzystania.
Zasadniczo polskie przepisy nie stanowią bariery w skutecznej ochronie praw autorskich. Problem polega raczej na ich nieznajomości i błędnej interpretacji, a przede wszystkim lekceważeniu obowiązujących regulacji. Drastycznie pogarsza się też jakość kolejnych nowelizacji prawa autorskiego. Stwarza ona poważne zagrożenie osłabienia ochrony autorskiej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA