fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Frasyniuk znowu coś wyniósł

Kolejne z Praw Ziemkiewicza, które w dużym trudzie formułuję od wielu lat powiada: nikt nie jest tak żałosny, żeby za jakiś czas nie pojawił się ktoś, przy kim ten pierwszy wyda nam się jeszcze całkiem do przyjęcia.
Po Frytce przychodzi Doda, po Dodzie Jola Rutowicz, a i Jolę Rutowicz zastąpi za czas jakiś ktoś, przy kim ? skóra cierpnie na samą myśl, ale rzecz jest pewna ? wyda nam się ona całkiem dobrze wychowaną młodą damą o zupełnie niezłym guście.
Na mocy tego prawa Janusz Palikot zaczął w ostatnich dniach sprawiać wrażenie człowieka dość jeszcze rozsądnego i ważącego słowa. Nie dlatego oczywiście, żeby Palikot zmądrzał, tylko dlatego, że do głosu dorwał się Władysław Frasyniuk. Dzięki widowiskowemu atakowi na chłopstwo jako takie teraz on ma w mediach swoje pięć minut. Chłop, ogłosił światu Frasyniuk, ciemny jest i pazerny, zawsze myśli tylko o sobie, kiedyś dobijał powstańców i obdzierał ich z butów, a teraz doi budżet państwa, nie płaci ZUS-u i zatrudnia na państwowych posadach matki i kochanki (choć to ostatnie akurat ? akceptację dla „konkubenctwa” ? powinien był przywódca Demokratów.pl uznać za przejaw obyczajowej modernizacji polskiej wsi). Jest w tym mniej więcej tyle samo prawdy, co w stwierdzeniu, że kierowcy ciężarówek to prymitywy ochlane piwskiem, których szczyt aspiracji kulturalnych stanowi przesylabizowanie pornosa i szybki numerek z tirówką na poboczu. Albo w powszechnym w narodzie przekonaniu, że politycy to jeden w drugiego złodzieje. Albo w tezie, że robotnicy są głupi i leniwi, i muszą pracować łopatą, bo zabrakło im rozumu i aspiracji życiowych. Czy też w przywoływanym z kolei przez oburzonych na Frasyniuka działaczy PSL stereotypie chłopów, co to „mają coś z Piasta” oraz „żywią i bronią”.
Dyskusja na takim poziomie ogólności w ogóle nie ma sensu i nie byłoby warto się do sprawy zniżać, gdyby nie jedno. Otóż Władysław Frasyniuk od zawsze był wśród polityków związanych z udeckim salonem moim ulubieńcem, bo ma jedną wspaniałą cechę: mówi otwartym tekstem to, co jego sprytniejsi koledzy zachowują wyłącznie do konwersacji we własnym gronie. Po prostu wynosi na zewnątrz to, co się w „salonie” naprawdę myśli, tak jak czasem dziecko wyniesie cioci, co rodzice o niej mówią, kiedy nie słyszy. Być może to żadne odkrycie, że głównym, czy bodaj nawet jedynym spoiwem środowiska, do którego Frasyniuk aspirował i które go przyjęło, na statusie, by tak rzec, inteligenta honoris causa, jest poczucie bezbrzeżnej wyższości nad prostym polactwem, utożsamianym z endeckim ciemnogrodem i zacofaniem. Pisałem o tym wielokrotnie ? obecny salon to taka zdegenerowana, odwrócona żeromszczyzna. Prawdziwy inteligent, o szlacheckich korzeniach, miał wobec ludu kompleks ? on dostał od losu szansę, a prości ludzie nie, i w związku z tym czuł się zobowiązany misją niesienia w lud oświaty i pomocy. Współczesny inteligent z awansu (a trudno u nas o takiego, co by słomy w butach nie nosił) tymże samym ludem gardzi, bo on się z wiochy wyrwał, został miastowym, uważa się za coś o klasę lepszego – a oni też mogli, widocznie są leniwi i głupi; w związku z tym przyznaje sobie prawo do osądzania i pouczania. Ciekawe zjawisko, warunkujące sposób myślenia naszych pokatyńskich, czy też lepiej może powiedzieć, zastępczych elit. [ramka][link=http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2009/03/21/frasyniuk-znowu-cos-wyniosl/]Skomentuj[/link][/ramka]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA