fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Europo, kim jesteś i dokąd zmierzasz?

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Niepokojące jest, że niektórzy prominentni, chrześcijańscy politycy próbują traktować wiarę jako jeden z elementów prywatnego życia, bez odniesień do życia społecznego – pisze metropolita krakowski
Europo, kim jesteś i dokąd zmierzasz? To pytanie pojawia się coraz częściej. Oczywiście nie idzie o kryteria geograficzne, lecz o kondycję duchową i moralną naszego kontynentu. Chodzi o to, że bardzo lekko przechodzi się nad sprawami Bożymi do porządku dziennego i próbuje się kształtować rzeczywistość, w której żyjemy z całkowitym pominięciem Boga. Taki styl nieuchronnie prowadzi do przepaści, gdyż deprecjonując Boga, deprecjonuje się człowieka.
Dzisiaj – jak stwierdził Jan Paweł II na krakowskim Rynku w 1991 roku – traktuje się sprawy Boże za zasadniczo nieważne. Dla człowieka naszego wieku „program brzmi: „żyjmy tak, jak gdyby Bóg nie istniał”. Jeśli jednak Bóg nie istnieje, wszystko wolno – stwierdził już Dostojewski. Jesteśmy poza dobrem i złem – dopowiada Nietzsche”. Papież postawił jednak kluczowe pytanie, do czego prowadzi realizacja tego Nietzscheańskiego programu?
[srodtytul]Człowiek sponiewierany[/srodtytul]
My już wiemy, do czego prowadzi taki program. Otóż prowadzi on do całkowitego zlekceważenia człowieka, gdyż wszędzie tam, gdzie Bóg jest postawiony w nawiasie lub nawet poza nawiasem, człowiek zostaje pomniejszony i sponiewierany. Dochodzi do tego, że materia z zakładów pracy wychodzi uszlachetniona, a człowiek coraz bardziej upodlony.
Tym sposobem w miejsce fundamentu, jakim jest Dekalog, wchodzi do gry permisywizm i relatywizm moralny. Oznacza to, że poznanie obiektywnej prawdy staje się niemożliwe. Choć Europa znajduje się w epoce największego gospodarczego rozkwitu, to w pewnym sensie jest niewydolna moralnie i sparaliżowana duchowo. Niewydolność i paraliż mogą doprowadzić do zaniku własnej tożsamości.
Z zanikiem tożsamości i wewnętrznych sił wiąże się także powolny zanik etniczny. W tym kontekście Ojciec Święty Benedykt XVI zauważył, że Europie brakuje woli przyszłości. W Europie – jak podaje raport Niezależnego Instytutu Polityki Rodzinnej w Norwegii – co 27 sekund zabijane jest nienarodzone dziecko, co oznacza, że każdego dnia ginie 3200 dzieci.
W ten sposób – jak podkreśla papież – dzieci, które „są przyszłością, traktuje się jako zagrożenie dla teraźniejszości. Postrzega się je nie jako nadzieję, ale jako ograniczenie w teraźniejszości. Narzuca się tutaj porównanie z cesarstwem rzymskim w okresie schyłkowym: wciąż funkcjonowało ono jako wielkie podłoże historyczne, ale praktycznie żyło już dzięki tym, którzy mieli je zniszczyć, gdyż samo w sobie nie posiadało więcej energii życiowej”.
[srodtytul]Rozmijanie się Kościoła i społeczeństwa[/srodtytul]
W rzeczywistości polskiej Kościół – 20 lat po transformacji ustrojowej – z niepokojem śledzi pierwsze symptomy rozmijania się Kościoła i społeczeństwa w zakresie aplikacji zasad moralnych wypływających z nauczania Magisterium. W ostatnim czasie wspomniany rozdźwięk stał się nad wyraz widoczny w kwestii zapłodnienia in vitro. Coraz częściej obserwuje się odchodzenie od niedzielnych praktyk religijnych, a w efekcie od Boga.
Przejaw zeświecczenia widoczny jest także w życiu publicznym, gdzie niektórzy prominentni, chrześcijańscy politycy próbują traktować wiarę jako jeden z elementów prywatnego życia, bez żadnych odniesień do życia społecznego. Nade wszystko należy wspomnieć widoczny kryzys rodziny, objawiający się w emigracji za pieniądzem, co wiąże się z długimi rozłąkami, a w efekcie zdradami małżeńskimi i rozwodami. Rodzina powoli przestaje żyć Bogiem.
Dodatkowo należy podkreślić, że Kościół w Polsce przez 20 lat nie wypracował pełnej strategii medialnej. Przy frontalnym ataku różnych sił na Kościół katolicki trudno jest odpierać bardzo często niesprawiedliwe zarzuty.
[wyimek]Nie można pozwolić, aby naszą działalność zdegradowano – jak mówił kard. Ratzinger, a dziś Benedykt XVI – do użyteczności swoich dzieł społecznych. Chodzi o to, aby najpierw szukać Królestwa Bożego[/wyimek]
Zdając sobie sprawę z pojawiających się problemów, warto z nadzieją stawiać im czoła, gdyż nadzieja – jak czytamy w polskim poemacie Juliusza Słowackiego „Anhelli” – „przejdzie z was do przyszłych pokoleń, ale jeśli w was umrze, to przyszłe pokolenia będą z ludzi martwych”. Co uczynić, aby przyszłe pokolenia nie były z ludzi martwych?
Przede wszystkim należy – jak pisał Jan Paweł II w Liście „Jedność i współpraca” do Konferencji Episkopatów Europy z 1986 roku – skoordynować „swoje energie w planie wspólnego działania”. Papież miał na myśli skoordynowanie działań Kościołów partykularnych, gdyż chodzi o ponowne rzucenie ziarna chrześcijaństwa, aby wydało owoc na nowo. A w jaki sposób?
Otóż, aby ziarno chrześcijaństwa wydało piękne owoce, przepowiadający Ewangelię – duchowni i świeccy – muszą się charakteryzować w swojej działalności trzema elementami: jednością słowa i działania, gdyż tylko wtedy rodzi się zaufanie. Pięknie zwrócił na ten problem uwagę papież Paweł VI, mówiąc, że dzisiaj świat nie potrzebuje nauczycieli, ale świadków. Jeżeli jednak potrzebuje nauczycieli, to tylko wtedy, kiedy są świadkami. Być natomiast świadkiem, to kształtować swoje życie w blasku Ewangelii, aby świat w życiu codziennym mógł dostrzec jej piękno.
[srodtytul]Ewangelizacja bez kompleksów[/srodtytul]
Nie można pozwolić, aby naszą działalność zdegradowano – jak mówił kard. Ratzinger, a dziś Benedykt XVI – do pozycji jedynie środka umoralniania społeczeństwa czy usprawiedliwiania się „użytecznością swoich dzieł społecznych. Im bardziej Kościół uznaje za swój cel tylko to, co powinno być w nim „samorzutnym dodatkiem”, tym bardziej będzie ponosić klęskę również i w tym punkcie”. Chodzi o to, aby najpierw szukać „Królestwa Bożego, a wszystko inne będzie wam dodane” (Mt 6, 33).
Następnie działalność chrześcijan musi być uczciwa i kompetentna, aby chrześcijaństwo nie kojarzyło się z bylejakością, niewiedzą i intelektualnym zacofaniem. Głosić Ewangelię bez kompleksów można tylko wtedy, kiedy będziemy pewni swoich kompetencji. „Musimy nieustannie świadczyć życiem – jak podkreślał Jan Paweł II w orędziu na Światowy Dzień Misyjny z 2002 roku – o naszej przynależności do Chrystusa i Jego Ewangelii”, a świadczy się poprzez uczciwość i kompetencję.
W końcu zobowiązani jesteśmy do udzielania się na rzecz dobra społeczeństwa, aby ukazać, że dobro prywatne nie jest ważniejsze od dobra wspólnego. Oznacza to, że powodzenie misji ewangelizacji „nie rodzi się – jak słusznie zauważył Jan Paweł II – z taktyki czy wyrachowania…, lecz z autentycznego świadectwa zbawczej miłości Boga”.
Należy także zasygnalizować konieczność otwierania się na najnowsze media internetowe i cyfrowe. Chodzi o to, że siła mediów jest tak wielka, iż wpływają one „nie tylko na to, jak ludzie myślą, ale także o czym myślą” (Aetatis novae 4). Dlatego, idąc śladem Benedykta XVI, sprawę mediów należy traktować jako kwestię antropologiczną.
Pragnę jeszcze raz podkreślić, że kontemplacja Jezusa jest głównym warunkiem skutecznego głoszenia Ewangelii. W przeciwnym razie Kościół pozostanie jedynie dobrze zorganizowaną instytucją, niczym nieróżniącą się od innych przedsiębiorstw. Dlatego Bóg może powrócić między ludzi – co słusznie zauważył Ojciec Święty Benedykt XVI – tylko poprzez ludzi dotkniętych przez Boga.
[i]Autor jest kardynałem, doktorem teologii, arcybiskupem krakowskim. Był osobistym sekretarzem i przyjacielem Jana Pawła II[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA