fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

PiS nie jest prawicą, to partia prywatna

Artur Zawisza
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Doceniam dobrą wolę Jarosława Gowina z PO, który przygotowuje ustawę bioetyczną. Niestety błądzi on co do fundamentów – mówi były poseł PiS, dziś doradca Prawicy RP, Artur Zawisza. Jego zdaniem katolik powinien zaproponować prawo zakazujące in vitro w ogóle
[b]Jedną z osób kierujących Polskim Radiem po zawieszeniu Czabańskiego jest Bogusław Kiernicki, kojarzony z Prawicą Rzeczypospolitej. Na szefa Programu Drugiego PR ma zostać powołany redaktor naczelny Christianitas Paweł Milcarek. Wygląda na to, że państwa środowisko zyskało olbrzymi wpływ na radio. [/b]
[b]Artur Zawisza: [/b]– Żaden z obu wymienionych nie jest działaczem partyjnym i nie ma takiego temperamentu. Obaj za to są świetnie rozpoznawalni w świecie kultury chrześcijańskiej: pierwszy jako doborowy wydawca (ostatnio wydający wykwintną albumową wersję rozważań kardynała Ratzingera o liturgii), zaś drugi jako ceniony intelektualista i pełnokrwisty publicysta. Nominacja redaktora naczelnego szanowanego periodyku na dyrektora najbardziej intelektualnej anteny radia to znak zmian na lepsze w mediach publicznych.
[b]Jakie jest życie po PiS-ie, w opozycji pozaparlamentarnej?[/b]
Nie definiuję dziś swego życia politycznie, dlatego trudno mi siebie zaliczyć do opozycji. Jestem tyleż życzliwy, co sceptyczny zarówno wobec głównej partii rządzącej, jak i głównej opozycyjnej. Jednak na szczęście nie muszę na co dzień dawać temu wyrazu.
[b]Do TVN24 jest pan zapraszany jako reprezentant prawicowej opozycji, a właściwie jako PiS, bo partia ta bojkotuje stację[/b].
Mógłbym z melancholią powiedzieć, że pełnię tam rolę „etykiety zastępczej pod nieobecność parlamentarzystów PiS. Oczywiście chętnie się wypowiadam, bo warto dzielić się opiniami odległymi od dwóch slangów partyjnych. Natomiast staram się każdemu przyznawać tyle racji, na ile zasługuje, a jednocześnie wykazywać elementarną lojalność wobec dawnych kolegów z PiS. Myślę, że zapraszający mnie i kolegów mogą oczekiwać ode nas jeszcze większego krytycyzmu wobec partii Jarosława Kaczyńskiego, lecz nasz krytycyzm jest realny, ale też stonowany. Co do PO – przyznaję im rację w całym szeregu reformatorskich i zdroworozsądkowych kwestii, od emerytur pomostowych po odrolnienie gruntów w miastach. Ale w wielu sprawach istotnych, od bioetyki po profil polityki historycznej – nie.
[b] Czyli pana zdaniem prezydent źle zrobił wetując te dwie ustawy – o „pomostowkach” i odrolnieniu? [/b]
Oczywiście. Inna rzecz, że wet prezydenta było dwanaście, a to były jedyne dwie ustawy, które można zaliczyć do planu „cudu gospodarczego”, jaki obiecywał Donald Tusk. Pozostałe dziesięć – niezależnie od ich wagi – nie mogą dawać PO argumentu, że zbawiłaby Polskę, ale prezydent jej nie daje. Dopiero gdyby miał okazję zawetować nie dwie, lecz siedem czy dziesięć takich ustaw można by powiedzieć, że jest zawalidrogą. Kłopot jest gdzie indziej – w niskiej jakościowo i ilościowo aktywności rządu.
[b]PO usiłuje zwalić winę na prezydenta za to, iż nie reformuje kraju? [/b]
Robi to i w tym będzie upatrywać sukcesu politycznego. Wygląda na to, że z niezłym skutkiem.
[b] Przecież zawetowana została jedna z kluczowych reform – zdrowotna.[/b]
W tej sprawie żadna ze stron nie ma racji. Projekty minister zdrowia Ewy Kopacz od początku skażone były tą wadą, że nie akceptował ich rząd. Zgłoszone zostały jako projekty poselskie i ewoluowały w sposób bardzo meandryczny, związany głównie z tokiem negocjacji politycznych, a nie dyskusji merytorycznej. Miały więc wiele słabych stron. Zaś kłopot z prezydentem jest taki, że nawet gdyby były po stokroć lepiej opracowane, to też zostałyby zawetowane z powodu generalnego przekonania prezydenta, że czynnik publiczny musi dominować w życiu gospodarczym w ogólności i w ochronie zdrowia w szczególności.
[b]Nie zgadza się pan z oceną PO, że Lech Kaczyński jest prezydentem PiS-u? [/b]
To jest zarzut najprostszy z możliwych, ale nie dotykający istoty rzeczy. Lech Kaczyński jest prezydentem swojej wizji Polski solidarnej. Kłopot jest nie w tym, że w porozumieniu z bratem utrudnia życie rządowi. Kłopot w tym, że jego wizja jest w znaczącej mierze anachroniczna. Na tym gruncie można polemizować z prezydentem, a nie w formie miałkiego zarzutu, że współdziała on z jedną partią. A gdy Donald Tusk zostanie prezydentem, to będzie za honor poczytywał sobie codzienne odcinanie się od poczynań Platformy Obywatelskiej i wetowanie jej ustaw? Nie ma co brnąć w absurdy.
[b]A kto ma rację w sporze prezydenta i premiera, głównie o to, czy głowa państwa jedzie na szczyt UE? [/b]
Nie ma powodu przypisywać się do któregoś z obozów wojennych toczących spektakularne bitwy. Ja się cieszę, gdy prezydent i premier występują na szczytach razem, jak na tym w sprawie pakietu klimatycznego. Zresztą premier, grożąc UE użyciem weta oraz montując środkowoeuropejską koalicję krajów zainteresowanych podobnym rozwiązaniem, co Polska, szedł linią utartą przez rządy PiS. To była podobna konstrukcja polityczna. Minister spraw zagranicznych zapowiada kontynuację tej linii i za to mu chwała.
[b]Nie żałuje pan po czasie tamtej decyzji o wyjściu z PiS? Może była błędna, skoro wypadliście z gry i nie możecie realizować swych przekonań? [/b]
Patronami polityków katolickich są kanclerz Tomasz Morus i biskup Jan Fisher, którzy zostali skazani na śmierć z powodu odmowy akceptacji działań moralnie wadliwych. Im więcej czasu mija, tym jestem bardziej zadowolony z wyjścia z PiS. Odchodziłem z lekkim sercem, bo PiS przestał pełnić dwojaką rolę, którą chciałoby mu się przypisywać. W sensie ideowym przestał pełnić rolę prawicy, a więc partii konserwatywno — wolnościowej. Nie realizuje żadnego z tych dwóch członów klasycznej definicji prawicowości, bo zamiast przywiązania do pryncypiów jest radykalizm, a zamiast opcji wolnościowej mamy etatyzm. Co więcej – w sensie politycznym przestał pełnić rolę zjednoczenia polskiej prawicy wedle modelu „wielkiego namiotu”, jak Republikanie w USA. Wiem, co panie mają na myśli, że nie jestem dziś posłem i tak dalej. To fakt, ale nie muszę nim być, a oddziaływać można z zewnątrz także poprzez aktywność społeczną.
[b]I ma pan wrażenie, że ktoś w parlamencie pana poglądy reprezentuje? [/b]
Nie. Jest grupa posłów – najczęściej w PiS – do których mam szczególnie duży szacunek, ale takiej zorganizowanej grupy nie ma. Na szczęście istnieje Prawica Rzeczypospolitej, choć poza parlamentem. Nie uczestniczę bieżąco w jej działaniach nie pełnię funkcji, natomiast doradzam marszałkowi Markowi Jurkowi. Występując w mediach staram lubię być przedstawiany jako „były poseł PiS”, a jeżeli chodzi o teraźniejszość – „doradca Prawicy”.
[b]Ale teraz w parlamencie będą się decydowały istotne dla pana światopoglądu kwestie – ustawa bioetyczna i dofinansowanie zapłodnienia in vitro. Nie jest panu z tego powodu żal, że nie macie reprezentacji w Sejmie? Że nie będziecie uczestniczyć w dyskusji ani wpłynąć na te przepisy?[/b]
Każdy długofalowy projekt polityczny musi dojrzewać w czasie. Partie obecnie reprezentowane w parlamencie nie są w nim od zawsze i nie sposób zakładać, że będą do końca świata. Że za 20 lat staruteńki Jarosław Kaczyński ze starym Donaldem Tuskiem będą rozgrywać swe pojedynki. Wierzę w ludzką wolność jako siłę sprawczą historii. Kibicuję projektowi związanemu z Markiem Jurkiem i jestem w stanie sobie wyobrazić, że w momencie przegrupowania na scenie politycznej padnie pytanie: gdzie są ludzie o klarownych, prawicowych przekonaniach, którzy nie uczestniczyli w ostatnich porażkach prawicy i powinni być reaktywowani?
[b]Wybory uzupełniające na Podkarpaciu pokazały, że nie padnie – Marek Jurek nie został senatorem. [/b]
Trzynaście procent głosów zdobytych w pojedynkę, przeciwko kandydatowi popieranemu przez 200 posłów, prezydenta i Radio Maryja to zachęcający wynik. Najbliższe są wybory do Parlamentu Europejskiego, w których aż prosi się o siłę mającą stanowisko odmienne od PO i PiS co do zasady zgadzających się w dwóch kluczowych kwestiach: Traktatu Lizbońskiego i wspólnej waluty.
[b]Co jednak z pomysłem posła PO Jarosława Gowina, by w ustawie bioetycznej pozwolić na ograniczoną formę in vitro?[/b]
Doceniam autentycznie dobrą wolę posła Gowina i zespołu z nim pracującego. Zgadzam się z tym, że na tle praw stanowionych w krajach europejskich to byłoby jedno z lepszych rozwiązań ustawowych, a stan „bezustawowy” jest rozwiązaniem najgorszym. Niestety poseł Gowin błądzi co do fundamentów. On i jego obrońcy powołują się na zalecenie moralne z encykliki „Evangelium vitae”. Mówią one, że polityk katolicki może poprzeć niedoskonale rozwiązanie, jeśli jego poglądy są znane, a sam uczynił wszystko, aby rozwiązanie optymalne było zrealizowane. Otóż poseł Gowin tego zalecenia nie realizuje. Dlatego, że nie przedstawił projektu ustawy w pełni respektującego godność człowieka. Nie przegrał całego szeregu głosowań w tej sprawie, żeby dopiero na końcu poprzeć rozwiązanie względnie akceptowalne. Poseł Gowin już w punkcie wyjścia zaproponował kompromis, który skończy się rozwiązaniem jeszcze mniej doskonałym od tego, które proponował w punkcie wyjścia. Gdy tak małoduszni byli posłowie prawicy na początku lat 90tych, nie byłoby obecnej ustawy względnie mocno chroniącej życie dzieci nienarodzonych.
[b]W świetle ostatniego watykańskiego dokumentu „Dignitas personae” jest możliwe przyjęcie jakiejkolwiek ustawy w sprawie sztucznego zapłodnienia? Jest jakiś punkt wyjścia? [/b]
Ten dokument powtarza normę moralną, że człowiek ma prawo do naturalnego poczęcia w akcie małżeńskim, a zatem, że sztuczne tworzenie człowieka jest sprzeczne z jego godnością. Jest więc możliwa ustawa w pełni respektująca godność osoby ludzkiej. Czyli taka, która nie dopuści do technologicznego konstruowania człowieka.
[b]Czyli ustawa w pełni zakazująca in vitro. Gdyby był pan w parlamencie, to by pan złożył taki projekt? [/b]
Prędzej czy później ktoś musiałby go złożyć.
[b]Nie bałby się pan? Taka ustawa byłaby szalenie niepopularna społecznie, większość osób, w tym katolików, akceptuje tę metodę w leczeniu bezpłodności par. [/b]
Jeżeli Stolica Apostolska nie waha się wydawać takich dokumentów, to także w sobie należałoby znaleźć odwagę dla takich projektów. Aczkolwiek obecnie w całej dyskusji jest mnóstwo niekonsekwencji. PO reformuje system emerytalny i chce jednocześnie refundować procedury in vitro, czyli uprawiać rozdawnictwo pieniędzy budżetowych. Zupełnie nie w swoim stylu i wbrew racjonalności budżetowej. Dziwny jest spór, czy in vitro ma być przeznaczone wyłącznie dla małżeństw. To fikcyjny problem. Jeżeli ktoś uważa tę procedurę za niewłaściwą, to nie powinien się godzić na nią wyłącznie dla małżeństw. To tak, jakby powiedzieć, że w zasadzie mężczyzna nie powinien bić kobiety, no chyba że w małżeństwie, bo to w imię wartości prorodzinnych.
[b]No to jeszcze raz: czy zatem z powodów taktycznych, by uczestniczyć w tej dyskusji w Sejmie, nie doradziłby pan teraz Markowi Jurkowi sprzymierzenie się z PiS? [/b]
Taki eksperyment już miał miejsce. Próba współkonstruowania PiS jako szerokiego zjednoczenia prawicy w latach 2001-2006 się nie powiodła, czego przykładem nie jest tylko przypadek Marka Jurka lecz szeregu innych, znanych osób. Została partia o charakterze prywatnym – nie jest dobrowolną korporacją społeczną tylko krypto-spółką prawa handlowego, której założyciele mają większościowe udziały i w momentach krytycznych nimi dysponują. Z kolei w sensie ideowym PiS nawiązuje do nurtu próbującego od dwustu lat imitować klasyczną prawicę: bonapartystowsko-bismarckowsko-neosanacyjnego. Czyli takiego, który stawia porządek państwowy na pierwszym miejscu. To sprzeczne z przesłaniem katolickim, prawnonaturalnym, narodowym i wolnościowym. Owszem, porządek państwowy jest rzeczą ważną, ale ważniejszy jest ład narodowy zakorzeniony moralnie, obyczajowo, kulturowo i społecznie.
[b]Czy PiS idzie drogą samozagłady?[/b]
Jeśli chce zdobyć większość głosów wyborców, to Jarosław Kaczyński nie jest na dobrej drodze. Nawet mając tak „mozaikowe” poglądy jak on, można je bardziej perswazyjnie pokazać opinii publicznej. Tylko, że Kaczyński nie chce. Nie do końca wiadomo, czy z powodów czysto charakterologicznych, że się zaciął i tkwi w uporze, czy też uważa, że trzeba zacisnąć zęby i poczekać na upadek Platformy, a wtedy wziąć wszystko.
[b]Co znaczy, że Kaczyński ma „mozaikowe” poglądy? [/b]
Nie jest przedstawicielem klasycznej prawicy. Zastosował trik w dialogu z opinią publiczną: przedstawił radykalizm jako prawicowość. Przez to zebrał szerokie segmenty elektoratu, od ideowców po tych, którzy bazują na emocjach. Wiele grup go poparło z zupełnie różnych przesłanek. To podobna sytuacja jak z Lechem Wałęsą w roku 1990. Bo Kaczyński jest jak Wałęsa: uprawia magię społeczną i wielu słyszy co chce. Znakiem rozpoznawczym pozostał radykalizm, który dla 20 proc. obywateli nadal jest czymś atrakcyjnym. Ale dla większości przestał być. Wyborcy wolą żyć w spokoju, mieć miękko, łagodnie i sympatycznie, a nie lotta continua — nieustającą walkę.
[b]Czyli już nigdy PiS nie zjednoczy prawicy? [/b]
Trudno by mu było. W roku 2001 często padało kuluarowe pytanie: czy Kaczyńscy się zmienili? Były nieśmiałe, ale pełne nadziei opinie, że charakterologicznie tak. Że z „rozbójników” z lat 90. stali się dojrzałymi patronami całego obozu prawicowego w XXI wieku. A później się okazało, że zmiana była pozorna.
[b]Tak trudno byłoby znów im uwierzyć? [/b]
Trudno, nawet gdyby Jarosław Kaczyński otwarcie przyznał, że jego droga zacieśniania PiS była błędna.
[b]A chce pan wrócić do Sejmu? [/b]
Skupiam się na wielopłaszczyznowej działalności biznesowej. Zdarza się, że ojczyzna woła, ale musiałaby bardzo głośno krzyczeć.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA