fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Czy należy kastrować pedofilów

Rzeczpospolita, Paweł Gałka
W atmosferze wołania o pilną przymusową kastrację i w nastroju podniecenia, jaki udzielił się w związku z tym postulatorom szybkich zmian prawnych, rysuje się ryzyko wykastrowania przy okazji pechowców – przestrzega Dariusz Wysocki, sędzia Sądu Okręgowego w Płocku
W dyskusji, jaka od pewnego czasu toczy się na ten temat, warto ustalić, jakie zachowania o konotacji seksualnej zaliczać do kategorii pedofilii, by wyważyć znaczenie różnicy między nimi.
[srodtytul]Granica 15 lat[/srodtytul]
W ujęciu kodeksu karnego charakter pedofilny mają zachowania o nastawieniu seksualnym bezpośrednim („obcowanie płciowe”, „inna czynność seksualna”), pośrednim („prezentowanie wykonania czynności seksualnej” „prezentowanie treści pornograficznych” „udostępnianie przedmiotów mających taki charakter”, „sprowadzanie, przechowywanie, posiadanie treści pornograficznych z udziałem małoletniego”) i mieszanym („utrwalanie treści pornograficznych z udziałem małoletniego”) skierowane na osobę poniżej 15 lat.
Z punktu widzenia biologicznego, medycznego, a przeważnie też psychologicznego zachowania takie nie mają charakteru pedofilnego, jeżeli dotyczą małoletniego poniżej 15 lat, który osiągnął dojrzałość w sferze seksualnej. Podobnie prezentują się związane z wczesną inicjacją zachowania seksualne między osobami małoletnimi, z których jedna, a bywa, że obie (pedofilia wzajemna?) nie ukończyły 15 lat. Jeszcze nieco inaczej wyglądają na tym tle związki intymne osób wywodzących się z innego kręgu kulturowego, którego porządek prawny lub (jak wśród obywateli narodowości romskiej) obyczaj dopuszczają zawarcie małżeństwa z osobą poniżej 15 lat.
W dwóch pierwszych z podanych tu przykładów zachowania w sferze seksualnej wobec osoby, która nie ukończyła 15 lat, nie wynikają z zaburzeń popędu seksualnego o kierunku pedofilnym, ani z preferencji seksualnej ukierunkowanej pedofilnie. Powoduje je naturalny pociąg płciowy do osoby, której wykształcone, a bywa, że eksponowane cechy płciowe wskazują na osiągniętą dojrzałość rozrodczą. Społeczną szkodliwość tego typu zachowań kształtuje jednak uznany czynnik obyczajowy, a mówiąc ściśle utrwalony kulturowo, motywowany wiedzą społeczną i psychologiczną prawny brak zgody na inicjację seksualną. Istotną jego częścią składową jest sprzeciw wobec rozrodczości młodzieży poniżej przyjętej granicy wieku. W przypadku trzecim czynnik subkulturowy, czy obyczajowy określonej grupy społecznej – formalnie niezgodny ze standardami ogólnie przyjętymi – stanowi z kolei przyzwolenie dla zachowań seksualnych, ponieważ wiąże się z osiąganą na ogół wcześniej w danej populacji czy grupie etnicznej gotowością rozrodczą.
Zachowanie związane z wcześniejszą inicjacją seksualną osoby będącej ich obiektem, która nie ukończyła 15 lat, ma wyczerpujące znamiona czynów karalnych przewidzianych w ustawie, można w związku z tym traktować jako jedynie w pewnym sensie pedofilne (sui generis). Natomiast zachowania o charakterze seksualnym odnoszące się do osoby poniżej 15 lat, która osiągnęła dojrzałość fizyczną, ale jest niedojrzała emocjonalnie, można, przyjmując proponowaną tu klasyfikację, traktować za pedofilię I stopnia.
[srodtytul]Zróżnicowane postacie zachowań[/srodtytul]
Pedofilną sensu stricto postać mają zachowania o charakterze seksualnym powodowane ukierunkowaniem popędu seksualnego nie na stanowiące emanację rozrodczości cechy seksualności, ale właśnie na ich brak. Pociąg i pobudzenie seksualne pedofila wywołuje dziecięcość, a nie rozkwitła wcześnie płciowość. Tej postaci zaburzeniom popędu seksualnego towarzyszy więc przy tym często brak wyodrębnionej orientacji seksualnej. Ponieważ nie płciowość stanowi czynnik pobudzający libido, a dziecięcość, stąd niezaznaczona orientacja heteroseksualna i zachowania pedofilów ukierunkowane są zarówno na chłopców, jak i na dziewczynki.
Jest to najbardziej szkodliwa społecznie i niebezpieczna postać pedofilii, którą według zaproponowanej klasyfikacji zaliczałbym do pedofilii III stopnia. Odpowiadałaby ona postaci pedofilii, która jest nazywana efobofilią. Ostrze szkodliwości i poziom niebezpieczeństwa takich zachowań jest jeszcze większy, gdy czyny skierowane zostają na bardzo małe dzieci (zainteresowanie seksualne dziećmi w wieku przedszkolnym nazywa się nepiofilią). To uzasadnia przydzielenie im wśród zachowań pedofilnych najwyższego stopnia – IV.
Praktyka seksuologiczno-sądowa daje jednak podstawy do wyodrębnienia także zachowań motywowanych podwójnie (o konotacji mieszanej), w których czynnikiem pobudzającym libido są rozwinięte wcześnie cechy płciowe u dziewcząt (lub ich sygnalizacja w postaci wczesnej menstruacji) i u chłopców. Zachowania seksualne o takiej preferencji zaliczyłbym do pedofilii II stopnia.
Nieuwzględnienie w rozważaniach nad skutecznością przeciwdziałania pedofilii przedstawionych tu różnic rodzi obawę przyjęcia nie w pełni miarodajnych rozwiązań prawnych. Istnieje niebezpieczeństwo oparcia regulacji na niepełnych, niereprezentatywnych, nawet pochopnie przyjętych podstawach. A jeżeli prawo karne może się przyczynić do eliminowania najbardziej szkodliwych społecznie zjawisk, to jego skuteczność zależy od racjonalizacji rozwiązań przyjętych w prawie materialnym oraz od efektywności i trafności ich stosowania w praktyce.
[srodtytul]Nie ma jednej recepty[/srodtytul]
Obecnie kodeks karny przewiduje rozwiązania, które pozwalają na wybór adekwatnej reakcji prawnej w wypadku czynów zaliczonych wyżej do pedofilnych w pewnym sensie i do pedofilii I stopnia. Do refleksji skłania natomiast brak wyciągnięcia przed nawias czynów o charakterze pedofilnym najbardziej niebezpiecznych, zaliczonych według proponowanej skali do pedofilii III i IV stopnia.
Niewłaściwym posunięciem byłoby jednak wprowadzenie rozwiązań prawnych o charakterze jednostronnym, czyli nieuwzględniających potrzeby wyjścia naprzeciw osobie dotkniętej problemem, jakim jest zaburzenie preferencji seksualnych o charakterze istotnym. Wprowadzenie restrykcyjnych unormowań, obejmujących przymusową farmakologiczną kastrację traktowanych przedmiotowo pedofilów, nie odpowiadałoby przyjętej aksjologii, poziomowi cywilizacji i kultury europejskiej. Byłby to jednak poza wszystkim krok nieroztropny, ograniczający możliwości osiągnięcia celu w inny sposób.
Myślę, że warto by rozważyć wprowadzenie rozwiązań o charakterze abolicyjno-probacyjnym umożliwiających umorzenie postępowania z zastrzeżoną ewentualnością wznowienia go wobec sprawców czynów karalnych o charakterze sensu stricto pedofilnym, którzy dobrowolnie się ujawnią, zanim nastąpi wykrycie przestępstwa i wyrażą zgodę na odpowiednie leczenie, które będą kontynuować pod kontrolą tak długo, jak okaże się to potrzebne.
Uzasadnione pozostawałoby jednak podwyższenie zarówno dolnego, jak i górnego progu ustawowego zagrożenia karą za czyn odpowiadający pedofilii II stopnia, a zwłaszcza za przestępstwo pedofilii III i IV stopnia. Musiałoby się to wiązać z wyodrębnieniem i dodaniem typów kwalifikowanych do kryminalizowanych obecnie zachowań o charakterze pedofilnym, w których znamieniem kwalifikującym byłaby niedojrzałość dziecka lub jego bardzo młody wiek, na przykład poniżej 13 lat (granica wieku, z którą małoletni osiąga ograniczoną zdolność do czynności prawnych). Projektowana zmiana treści art. 197 § 3 [link=http://aktyprawne.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=74999]k.k.[/link] polegająca na zaliczeniu do zbrodni zgwałcenia małoletniego poniżej 15 lat również wydaje się niewystarczająca. Warto by się pokusić o wprowadzenie jeszcze jednego stopnia kwalifikowanego typu zgwałcenia zagrożonego karą nie niższą niż osiem lat pozbawienia wolności (odpowiadającą najniższemu zagrożeniu za zabójstwo typu podstawowego) obejmującego zgwałcenie dziecka poniżej 13 lat.
[srodtytul]Kara i terapia[/srodtytul]
Racjonalnym rozwiązaniem w odniesieniu do wykrytych przestępstw o charakterze pedofilnym byłoby powiązanie znacznie surowszej represji karnej za tego typu czyny z możliwością jej ograniczenia w wypadku wyrażenia przez skazanego woli odpowiedniego leczenia (terapii). Łączenie znacznie wyższego wymiaru kary za najbardziej szkodliwe społecznie przestępstwa o charakterze sensu stricto pedofilnym, powodowane zaburzeniami w sferze seksualnej, z unormowaniami pozwalającymi jednocześnie łagodzić ostrze kary, w wypadku wyrażenia przez skazanego zgody na leczenie zaburzeń i wyhamowywanie nieopanowanego popędu seksualnego środkami farmakologicznymi lub (i) z zastosowaniem psychoterapii, miałoby znacznie większy sens od przymusu leczenia.
Przymusowe leczenie, zawoalowane w treści art. 117 [link=http://aktyprawne.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=75003]kodeksu karnego wykonawczego[/link] [“Skazanego (...) obejmuje się, za jego zgodą, odpowiednim leczeniem i rehabilitacją; w razie jej braku – o stosowaniu leczenia lub rehabilitacji orzeka sąd penitencjarny”], z dodaną – co przewiduje projekt – przymusową terapią farmakologiczną i psychoterapią, nie jest rozwiązaniem na miarę czasu, a co równie istotne – potrzeby. Idea skuteczności przymusowego leczenia uzależnień czy przymusowej resocjalizacji została podważona w podstawach naukowych. Wiadomo, że bez niezbędnego zaangażowania czynnika woli osoby dotkniętej problemem nie osiągnie się efektów. Z kolei bierność, oznaczająca oczekiwanie na dobrą wolę pedofila, byłaby naiwnością. Warto więc wyjść naprzeciw owej woli, nie ograniczając się do straszenia pedofilów i perswazji, ale pozostawiając im wybór między zgodą na odpowiednie leczenie a przymusem odbycia kary.
Regulacje prawne skłaniające skazanego do przejawienia zainteresowania leczeniem i do wywołania chęci leczenia alternatywą łagodzenia kary są w stanie przynieść dużo lepszy efekt niż, choćby najbardziej radykalne, unormowania o jednostronnym charakterze. Dlatego warto pomyśleć nad odwróceniem logiki rozwiązania przyjętego obecnie w art. 95a kodeksu karnego. Pozwala ono skierować sprawcę po odbyciu kary na leczenie ambulatoryjne, a nawet umieścić go w zakładzie zamkniętym (projekt nowelizacji postuluje także poddanie przymusowej terapii farmakologicznej i psychoterapii). Dlaczego nie kierować pedofila na takie leczenie przed odbyciem kary lub po odbyciu pewnej jej części, jeżeli sam o to by wystąpił.
Wystarczy przewidzieć w ustawie możliwość moderowania wymierzonej kary stosownie do rezultatów leczenia: warunkowego obniżenia jej o połowę, wcześniejszego warunkowego przedterminowego zwolnienia, a gdy chodzi o pozbawienie wolności nieprzekraczające dwóch lat, także warunkowego zawieszenia jej wykonania pod rygorem kontynuowania przez skazanego dalszego leczenia (terapii). Warunkowe obniżenie wymiaru, wcześniejsze przedterminowe zwolnienie, zawieszenie wykonania kary podlegałoby odwołaniu, jeżeli skazany w okresie próby, który powinien być dwu-, trzykrotnie dłuższy niż wymiar kary, przerwałby leczenie (terapię) lub popełnił ponownie przestępstwo o charakterze pedofilnym.
Takie ujęcie pozwoliłoby uniknąć wątpliwości, czy dopuszczalne jest przymusowe leczenie farmakologiczne, które nie służy dobru leczonej osoby, i czy prowadzenie przymusowej terapii farmakologicznej oraz psychoterapii osób o zaburzonych preferencjach seksualnych jest w istocie środkiem koniecznym w rozumieniu art. 31 ust. 3 [link=http://aktyprawne.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=77990]konstytucji[/link], jeżeli jest możliwe leczenie drogą skłonienia do zgody na nie osoby, której dotyczy.
Ponieważ skuteczność regulacji przyjmowanych w prawie karnym materialnym zależy ostatecznie od efektywności postępowania mającego na celu ustalenie podstaw i warunków stosowania reakcji karnej oraz od trafności samej reakcji, to potrzebna jest też odpowiednia korekta rozwiązań procesowych.
Dokonywanie miarodajnych ustaleń w sprawach dotyczących przestępstw o charakterze seksualnym wymaga większego otwarcia na odpowiednią diagnostykę i opiniowanie. Standard praktyczny zasięgania w tego typu sprawach opinii psychiatrycznych to przeżytek. Obligatoryjne powinno być tu korzystanie przede wszystkim z opinii biegłego seksuologa i psychologa, a tylko w razie wyraźnej potrzeby biegłych psychiatrów.Przy okazji należałoby zmienić niedostosowane do potrzeb rozwiązanie przyjęte w art. 202 § 2 kodeksu postępowania karnego. Pozwala ono sądowi rozszerzyć płaszczyznę ustaleń dotyczących czynności psychicznych sprawcy o opinię psychologa i biegłych innych specjalności tylko na wniosek biegłych psychiatrów. W praktyce psychiatrzy niezwykle rzadko występują z takim wnioskiem, co stanowi niesłuszne ograniczenie kompetencji sądu. W rezultacie nie dochodzi do pełnego opiniowania poziomu inteligencji, a także bardziej precyzyjnego diagnozowania charakteru często stwierdzanych zmian organicznych w obrębie ośrodkowego układu nerwowego i ich wpływu na procesy myślowe, motywacyjne i na zachowanie sprawcy. Psychiatra nie dysponuje przecież będącym narzędziem psychologii testowym instrumentarium badawczym pozwalającym określić poziom intelektu według stosowanej skali, a także postać i charakter organicznych zmian w obrębie ośrodkowego układu nerwowego.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA