fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauka

Wielorybom w morzach za głośno

Humbaki są jednym z gatunków waleni pod pełną ochroną. Wydają niskie, intensywne dźwięki słyszalne na przestrzeni tysięcy kilometrów. Słyną też z gwałtownych wyskoków ponad wodę
Corbis
Poważne zagrożenie dla wielorybów, delfinów i innych morskich ssaków stanowi... hałas wywoływany przez ludzi. Organizacje ekologiczne postulują ochronę prawną i stworzenie na niektórych obszarach stref ciszy
Międzynarodowy Fundusz na Rzecz Zwierząt (International Found of Animal Welfare – IFAW) ostrzega, że hałas zakłóca nie tylko orientację i porozumiewanie się zwierząt, ale także wpływa na odżywianie się morskich ssaków. W raporcie „Chrońmy walenie przed szkodliwym hałasem oceanu” wskazuje na niebezpieczeństwo, jakie niesie rozwój cywilizacji.
W niektórych rejonach świata poziom hałasu w oceanach podwaja się wraz z każdą dekadą.
– Ludzkość dosłownie topi ssaki morskie – powiedział sieci BBC Robbie Marsland, dyrektor brytyjskiego oddziału funduszu IFAW.
– Mimo że nauka nie zna dokładnych konsekwencji dla określonych gatunków zwierząt, jeśli społeczność międzynarodowa nie podejmie kroków zapobiegawczych, możemy zbyt późno odkryć spustoszenie, jakie uczyniliśmy.W generalnej ocenie warunków życia waleni, opublikowanej w ubiegłym miesiącu przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody i Jej Zasobów (IUCN), hałas wymieniany jest jako jedno z głównych zagrożeń dla tych zwierząt. Dla przetrwania wielorybów i delfinów cisza jest warunkiem niezbędnym.
Zagrożone są fiszbinowce (jeden z dwóch podrzędów waleni, charakteryzujący się obecnością fiszbinów – rogowych płytek w szczękach służących do odfiltrowywania planktonu). Do fiszbinowców należą tak znane gatunki jak płetwal błękitny czy humbak. Te ostatnie słyną z „pieśni”, niskich dźwięków o wielkiej mocy rozchodzących się na przestrzeni tysięcy kilometrów. Natomiast walenie z podrzędu zębowców, np. delfiny morskie czy kaszaloty, posługują się dźwiękami o wysokiej częstotliwości do lokalizowania zdobyczy: ławic ryb czy głowonogów.
Hałas emitowany przez silniki okrętowe i śruby oraz urządzenia wykorzystujące sprężone powietrze do poszukiwania i eksploatacji podmorskich złóż ropy naftowej i gazu są źródłem dźwięków o częstotliwościach, które nakładają się na dźwięki używane przez walenie.
W niektórych rejonach świata poziom hałasu w oceanach podwaja się z każdą dekadą
Autorzy raportu cytują naukowców, którzy twierdzą, że „rozmowy” płetwali błękitnych (wydają one dźwięki o natężeniu do 190 decybeli słyszalne w odległości do 800 km) stanowią zaledwie jedną dziesiątą tego, co te ssaki „mówiły” przed pojawieniem się żeglugi z napędem mechanicznym. Niebezpieczne są też systemy wojskowych sonarów wysokiej energii, które najbardziej zagrażają walom dziobogłowym.
Sonary są w stanie zdezorientować zwierzęta podczas nurkowania (a wale dziobogłowe są w stanie nurkować na głębokość do 1000 metrów i przebywać pod wodą do 80 minut). Wskutek dezorientacji zwierzęta cierpią z powodu choroby dekompresyjnej, podobnej do tej, jaka dotyka nurków, którzy zbyt szybko wynurzą się na powierzchnię.
Co prawda, nacisk grup ochrony zwierząt w USA doprowadził już do ograniczenia użycia sonarów przez okręty US Navy, a przedsiębiorstwa wydobywcze ograniczyły użycie hałaśliwych urządzeń wykorzystujących sprężone powietrze przy wydobywaniu z dna morskiego gazu i ropy naftowej. Raport fundacji stwierdza jednak, że ograniczenie użycia zagrażającym waleniom urządzeń jest krokiem w dobrym kierunku, ale niewystarczającym. Raport sugeruje, aby w regionach szczególnie wrażliwych całkowicie zakazać użycia sonarów i urządzeń ze sprężonym powietrzem w pracach wydobywczych. Autorzy raportu postulują, aby prawodawstwo krajów morskich, takie jak np. brytyjski „Marine Bill”, wzięło pod ochronę walenie.
Raport nie jest pierwszym dokumentem postulującym ochronę waleni poprzez ograniczenie hałasu. Zapewne też nie będzie ostatnim.
Dzwonek ostrzegawczy nacisnął brytyjski oddział Stowarzyszenia na Rzecz Ochrony Waleni i Delfinów (Whale and Dolphin Conservation Society, WDCS), kiedy firmy wydobywcze rozpoczęły prace na szeroką skalę w okolicy Moray Firth, gdzie występuje niewielka populacja delfinów butlonosych.
Problem jest poważny, rozwój transportu morskiego i poszukiwania surowców mineralnych, bez których trudno sobie wyobrazić rozwój gospodarczy, powodują nieustanny konflikt z przyrodą. Mimo trudnej sytuacji system legislacyjny pozwalający pogodzić rozwój gospodarczy z ochroną głębi oceanów przed hałasem powinien powstać jak najszybciej – postulują autorzy raportu.
—na podst. bbc
Cały raport dostępny jest na stronie IFAW www.ifaw.org
Wyobraźmy sobie, że dwoje ludzi z zawiązanymi oczyma wchodzi do sali, gdzie odbywa się koncert rockowy, i z odległości kilkunastu metrów próbuje się porozumieć. Podobne problemy mają walenie – wieloryby, delfiny i morświny, gdy pod wodą panuje zbyt duży hałas – często niesłyszalny dla ludzkiego ucha. Zarówno w komunikacji między osobnikami, jak i w namierzaniu przeszkód czy pokarmu te morskie ssaki posługują się systemem echolokacji. Polega on na wytwarzaniu dźwięków, a następnie odbieraniu fal odbitych od przedmiotów lub zwierząt. Gdy w wodach jest zbyt dużo obcych dźwięków, system zawodzi. Oznacza to dla waleni problemy z bezpiecznym poruszaniem się i porozumiewaniem. Skoro samica nie rozpozna sygnałów od samca, jak może dojść do godów? Jeśli matka nie usłyszy dziecka, nie ma mowy o opiece, karmieniu, ostrzeganiu – małe gubi się i ginie. Problem zakłóceń akustycznych w wodach narasta. Dlatego projekty inwestycji na morzu powinny być oceniane także pod kątem emisji dźwięku. Na morzach i oceanach będą, podobnie jak na lądzie, wyznaczane strefy ciszy. Gdy wiele z gatunków waleni jest bliskich wyginięcia, a do takich należą nasze bałtyckie morświny, zakłócenia akustyczne będą brane coraz częściej pod uwagę przy wykonywaniu ocen oddziaływania morskich inwestycji na środowisko.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA