Świat

Bez kary za negowanie Zagłady?

W Niemczech mnożą się głosy, aby znieść nie tylko zakaz publikacji „Mein Kampf”, ale i kary za negowanie Holokaustu
Gdybym był ustawodawcą, negowanie Holokaustu nie byłoby karalne – twierdzi Wolfgang Hoffmann-Riem, były sędzia niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego. Udowadnia, że utrzymywanie zakazu jest nie do pogodzenia z wolnością słowa i sprzyja tworzeniu mitów wokół osób, które kwestionują fakty historyczne. Podobnie jest z zakazem publikacji „Mein Kampf” Adolfa Hitlera.
– Nie jestem zwolennikiem tego rodzaju argumentów. Zniesienie zakazów dałoby dodatkowe instrumenty ugrupowaniom neofaszystowskim – uważa jednak prof. Wolfgang Wippermann, historyk Wolnego Uniwersytetu w Berlinie.Taką opinię prezentuje także niemiecki rząd. To jego inicjatywa doprowadziła w ubiegłym roku do decyzji UE wprowadzającej kary za negowanie zbrodni ludobójstwa. Nie weszła ona jeszcze w życie z powodu braku szczegółowych ustaleń. Ale zdecydowana większość niemieckich polityków i naukowców nie ma wątpliwości, że zakaz negowania Holokaustu nie narusza zagwarantowanej w konstytucji wolności słowa, co zresztą potwierdził w swym orzeczeniu Trybunał Konstytucyjny. Udowadniają przy tym, że zakaz odegrał pozytywną rolę i zapobiegł rozprzestrzenianiu fałszywych twierdzeń, jakoby Adolf Hitler nie miał zamiaru unicestwiać Żydów, a Auschwitz nie był obozem zagłady, lecz „zwykłym” obozem koncentracyjnym. Takie opinie głosi w Niemczech m.in. Horst Mahler, legendarny przywódca neonazistów, który został niedawno skazany na dziesięć miesięcy więzienia.
Rok wcześniej najwyższą przewidzianą w kodeksie karę pięciu lat pozbawienia wolności otrzymał Ernst Zündel. W środowiskach neonazistów obaj są traktowani jak męczennicy. – Każde ograniczenie wolności słowa osłabia naszą demokrację – tłumaczy „Rz” Klaus Beier, rzecznik NPD, legalnie działającej w Niemczech partii neonazistowskiej. Udowadnia przy tym, że zarówno Adolf Hitler, jak i jego dzieło „Mein Kampf” są częścią niemieckiej historii, „tak samo jak NRD i Erich Honecker”. Rzecz w tym, że niemieckie sądy nie skazują tzw. kłamców oświęcimskich za samo negowanie Holokaustu, ale za nawoływanie do nienawiści rasowej. – Tak powinno być nadal. Rozwiązanie to się sprawdziło i spełnia doskonale funkcję odstraszającą – twierdzi profesor Wippermann. Media przypominają, że negowanie i tuszowanie Holokaustu rozpoczęto już w propagandzie nazistowskiej. – Nigdy nie będziemy mówić o tym publicznie – nawoływał w 1943 roku Heinrich Himmler, tłumacząc członkom SS politykę III Rzeszy wobec Żydów. Piotr Jendroszczyk z Berlina
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL