fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Urzędnicy boją się prywatyzacji

Aleksander Grad, minister skarbu
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Paweł Jabłoński
Po przyjściu do ministerstwa zderzyłem się z brakiem jakiejkolwiek zdolności podejmowania decyzji prywatyzacyjnych - mówi w rozmowie z "Rz" Aleksander Grad, minister skarbu
Rz: Zapowiadał pan przyspieszenie prywatyzacji. Po kwietniu zrealizowano tylko niecałe 10 proc. planu. Taki efekt pana satysfakcjonuje?
Aleksander Grad: Po przyjściu do ministerstwa zderzyłem się z brakiem jakiejkolwiek zdolności podejmowania decyzji prywatyzacyjnych. To problem nie tylko ludzi, ale procedur i atmosfery. Jeśli w ciągu sześciu miesięcy udało się nam przygotować program prywatyzacji, rozpocząć procesy prywatyzacyjne w 180 spółkach, zawrzeć 40 umów na sprzedaż resztówek, przyjąć nowe rozwiązania prawne i ustawowe, odbudować, przynajmniej częściowo, kadrę zajmującą się prywatyzacją – jestem zadowolony.
W KNF są już trzy prospekty państwowych firm, w tym roku trafią kolejne. Zgodnie z umową do grudnia ma go złożyć LOT, w lipcu Enea, w kolejce są Giełda Papierów Wartościowych, Bogdanka, Zakłady Azotowe w Kędzierzynie. Trwają wyceny, pracują doradcy. Przygotowaliśmy zmiany ustaw i rozporządzeń, które pozwolą jawnie, taniej i szybciej prywatyzować. Nie ścigamy się, chcemy, żeby projekty były dobrze przygotowane.
Jak to jest, że aparat, który miał służyć prywatyzacji, hamuje ją?
Najważniejszy powód: wiele osób niesłusznie było publicznie oskarżanych o złe, nieuczciwe prowadzenie prywatyzacji. To byli często ludzie, którzy nie podejmowali osobiście decyzji, tylko uczestniczyli w zespołach odpowiadających za sprzedaż firm, a dziś muszą składać zeznania w prokuraturach. To oddziałuje na innych, którzy wolą, żeby ich podpisy nie figurowały na jakichkolwiek dokumentach.
Drugi powód jest znacznie bardziej prozaiczny: pracownikom ze względów finansowych bardziej opłacały się inne zajęcia. Dlatego zapowiedzieliśmy, że pracownicy tych departamentów nadzoru, w których nie będą szły procesy prywatyzacyjne, nie mogą liczyć na zasiadanie w radach nadzorczych państwowych firm.
Trzecim źródłem oporu są same spółki, lub raczej ich zarządy, które nie były zainteresowane procesami prywatyzacyjnymi. Dlatego dziś przy wyborze zarządów i rad nadzorczych ci kandydaci, którzy deklarują, że nie będą wspierali procesów prywatyzacyjnych, nie mają szans na wejście do zarządów czy rad nadzorczych.
Ministerstwo Skarbu zaprezentowało niedawno wyliczenia, z których wynika, że opłaca się sprzedawać resztówki. Wydawałoby się, że do tego wszyscy od dawna są przekonani. Po co więc produkować takie analizy?
Jako właściciel przy sprzedaży resztówek muszę mieć pełne przekonanie o opłacalności dla Skarbu Państwa takich działań. To, że przez 18 lat prywatyzowano w taki sposób, by zostawiać gigantyczne ilości resztówek, było świadomym lub nieświadomym działaniem na szkodę skarbu. Jednak czasem ci, którzy takie decyzje podejmowali, dziś publicznie próbują ich bronić, mówiąc, że warto mieć resztówkę, bo przynosi dywidendę. Dlatego chcieliśmy znaleźć odpowiedź na podstawowe pytanie: czy bardziej się opłaca utrzymywać resztówkę i pobierać dywidendę czy też od razu ją sprzedać. Odpowiedź potwierdza wcześniejsze domniemania, że utrzymywanie nawet takich resztówek, dzięki którym mamy dywidendy, jest nieopłacalne.
Skoro niedokończenie prywatyzacji w takich przypadkach ocenia pan negatywnie, czemu w takim razie sami nie zdecydowaliście się na odważniejsze decyzje, jeśli chodzi o większe spółki? Nie będzie dalszej prywatyzacji KGHM ani Orlenu, a większość zaplanowanych debiutów giełdowych to podniesienia kapitału zostawiające w rękach państwa znaczne pakiety.
Polecam szczegółową lekturę czteroletniego programu prywatyzacji.
Znamy ten program. Jaka jest jednak gwarancja jego całkowitej realizacji?Doświadczenie z przeszłości pokazuje, że jeśli nie podejmie się odważnych decyzji prywatyzacyjnych w ciągu dwóch pierwszych lat rządów, z reguły potem nie ma ich wcale.
Możemy mieć poślizgi czasowe, ale nie będziemy wracać do politycznych debat nad poszczególnymi spółkami. Takiego planu prywatyzacji nie było od 1989 roku
Jeśli pani mnie namawia, żeby sprzedać sektor energetyczny bez procedur, których wymaga dzisiaj giełda, to ja takich decyzji nie podejmę. Przede wszystkim są to nie tak dawno skonsolidowane grupy, więc wymagają jeszcze restrukturyzacji i wielu wewnętrznych zmian. Dziś wycenić tego typu podmioty najlepiej można tylko przez ich upublicznienie. To jest w interesie Skarbu Państwa.
Jeśli jednak doprowadzenie planu do końca w zakładanym terminie się nie powiedzie, kilku dużym firmom grozi wariant Ruchu, czyli przewlekająca się sprzedaż.
Dlatego zdecydowałem się przygotować program długoterminowy, na cztery lata, oraz uzyskać dla niego akceptację koalicjanta i rządu – co też trwało. Ale w ten sposób dziś mamy uzgodniony dokument przyjęty uchwałą Rady Ministrów, który precyzyjnie określa, co, jak i kiedy prywatyzujemy. Możemy mieć poślizgi czasowe: miesiąc, dwa, nawet pół roku, ale wiemy, że ten program realizujemy i nie będziemy wracać do politycznych debat nad poszczególnymi spółkami. Takiego planu na cztery lata nie było od 1989 roku. W dokumentach pod nazwą „kierunki prywatyzacji” zajmowano się najczęściej dużymi firmami, a cała masa mniejszych zostawała państwowa. Cały wysiłek ministerstwa angażowano do kilku dużych projektów rocznie, które pozwalały osiągnąć przychody z prywatyzacji. Dlatego teraz zostaliśmy z tak ogromną ilością projektów do zrealizowania. Najtrudniejszych. A mimo to słyszę z różnych stron, choćby od prof. Balcerowicza: dlaczego nie sprywatyzujecie KGHM? Sprzedać dziś 20 proc. KGHM to proste, ale proszę spróbować sprywatyzować 20 małych państwowych spółek.
Skoro sprzedaż KGHM byłaby taka prosta, po co państwo chce utrzymywać w nim udziały?
KGHM to już dziś spółka publiczna, sprywatyzowana. Mamy w niej 40 proc. akcji. Nie podjęliśmy decyzji, że go nie sprzedajemy w ogóle, ale że nie sprzedajemy w ciągu najbliższych czterech lat.
Uda się zrealizować tegoroczny plan prywatyzacji?
Realizacja tych dochodów miała wynikać głównie ze sprzedaży wartościowych resztówek, jak Pekao SA czy TP SA. Mamy nadzieję, że warunki giełdowe na to pozwolą. W zasięgu ręki są też przychody z prywatyzacji GPW, BGŻ i Ruchu.
Mówimy o 2,3 mld zapisanych w budżecie czy zapowiadanych przez pana 5 – 6 mld zł?
Nie zmieniałem zapisów w budżecie dotyczących przychodów z prywatyzacji, bo spodziewałem się, że na skutek sytuacji, jaką zastaliśmy w ministerstwie, ilość przygotowanych przez naszych poprzedników projektów prywatyzacyjnych będzie znikoma. Niestety, nie pomyliłem się. Dlatego koncentrujemy się na tym, co zapisano w budżecie. Jeśli uda się więcej, będę zadowolony.
Dziś Sejmowa Komisja Skarbu zajmie się nowym projektem ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji. Na ile proponowane w nim zmiany mogą usprawnić i przyspieszyć prywatyzację?
Ustawa pozwoli nam przede wszystkim odstępować w wielu przypadkach od analiz przedprywatyzacyjnych. Zostanie tylko analiza prawna i wycena. Nie będzie trzeba wykonywać tych wszystkich dodatkowych, pogłębionych obowiązkowych analiz, które poza tym, że dużo kosztowały, nie wnosiły nic nowego. Nie będzie już wymagana zgoda Rady Ministrów na sprzedaż mniejszościowych pakietów w firmach, w których udział Skarbu Państwa nie przekracza 25 proc., był wybrany inwestor strategiczny, a warunki zbycia akcji określono w umowie prywatyzacyjnej. Oznacza to szybsze dokończenie prywatyzacji. Kolejny zapis, który ją przyspieszy, to zniesienie ograniczenia w zbyciu akcji do 10 proc. w trybie aukcyjnym. Przygotowaliśmy właśnie wykaz spółek, które się do tego nadają
Ile jest w nim firm?
Kilkadziesiąt. Ustawa pozwoli też nam uruchomić przekazywanie spółek samorządom. Doprecyzowujemy również kwestię, która wielokrotnie blokowała prywatyzację: komu i w jakim przypadku należą się akcje pracownicze.
Do tej pory przebieg prywatyzacji często był opóźniany przez wybór doradców. Po ich ogłoszeniu zaczynały się odwołania, protesty.
To też zmieniamy. Już ogłosiliśmy pierwsze przetargi na tak zwane umowy ramowe doradztwa przedprywatyzacyjnego. Tworzymy wykaz firm, spośród których w uproszczonym trybie, w przetargu, będziemy wybierać doradców dla grup spółek z poszczególnych sektorów. Przygotowujemy umowę i zasady współpracy z Agencją Rozwoju Przemysłu, która będzie mogła służyć nam jako wsparcie przy projektach prywatyzacyjnych: przygotowując prywatyzację dla niektórych branż czy sprzedając resztówki należące do Skarbu Państwa.
Kiedy ustawa może wejść w życie?
Chcę, żeby cały proces legislacyjny w Sejmie i Senacie zakończył się jeszcze przed wakacjami.
Ministerstwo Skarbu chce, żeby 40 proc. przychodów z prywatyzacji trafiało na Fundusz Rezerwy Demograficznej, który miałby być „stabilizatorem polskiego systemu emerytalnego“. Fundusz ma gromadzić środki jako zabezpieczenie wypłaty przyszłych emerytur. Gdyby udało się zrealizować w ciągu najbliższych czterech lat przychody z prywatyzacji w kwocie 30 mld zł, to po czterech latach na fundusz trafiłoby ok. 12 mld zł. Resort skarbu przygotowuje projekt ustawy, która będzie szczegółowo regulować zasady funkcjonowania funduszu. Byłby on zarządzany przez ministrów finansów oraz pracy i polityki społecznej i uruchamiany wtedy, gdyby brakowało środków w systemie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA