fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

PO musi wziąć się do roboty - apel Andrzeja Malinowskiego

Andrzej Malinowski
materiały prasowe
Nie jest moją rolą ratować tę czy inną partię polityczną. Ale nie jest mi też obojętne, kto zasiada w parlamencie i co ma zamiar robić w przyszłości.

Żyjemy w rzeczywistości, w której jeden niemądry przepis może uprzykrzyć życie milionom. Dlatego też z uwagą obserwuję kolejne odcinki serialu „ratujmy Platformę".

Stare porzekadło mówi „mądry Polak po szkodzie". W tym przypadku wygląda na to, że niestety mądrość nie przychodzi wcale, a Platforma kontynuuje swój samobójczy marsz. Jeśli ktoś się spodziewał refleksji po ostatnim spotkaniu PO w Jachrance, niestety grubo się zawiódł. Najbardziej znanym efektem owego „ratunkowego" spotkania są dywagacje na temat tego, czy zatrudnić 50 internetowych hejterów, czy będzie ich jednak 100, czy też każdy z tysięcy członków PO ma stać się takim hejterem.

Wciąż wierzę, że duża część członków PO postanowiła zająć się polityką, bo chciała zmieniać rzeczywistość w duchu wolności gospodarczej oraz wspierać aktywność społeczną. A dziś proponuje się im siedzenie przed komputerami i wymianę bluzgów z równie zaangażowanym koleżeństwem z prawicy. Tylko czy na tym ma polegać polityka?

Posłowie PO z lubością rozprawiają o in vitro, związkach partnerskich i innych sprawach, niewątpliwie ważnych, ale jednak dla małych grup elektoratu. Jednocześnie odwracają się plecami do swojej naturalnej bazy wyborczej. Czy w tej sytuacji może dziwić fakt, że partia, która na starcie swych rządów cieszyła się poparciem ponad 86 proc. przedsiębiorców, roztrwoniła to poparcie i teraz może liczyć na sympatię zaledwie kilkunastu procent z nich? Niestety, niektórzy politycy do dziś nie do końca rozumieją, co się stało, że ich partia tak szybko straciła popularność. A odpowiedź jest bardzo prosta.

Platforma była (i chyba jest nadal) partią rodzącej się wciąż polskiej klasy średniej. Ludzi z aspiracjami, ludzi myślących. I co najważniejsze – aktywnych. Obywatele ci liczyli, że Polska rządzona przez PO będzie inna od wcześniej znanych. Mniej urzędów i absurdalnych przepisów, państwo pomagające, a nie zastawiające pułapki na swych obywateli. Sądy, w których rozstrzyga się sprawiedliwie spory w perspektywie czasowej mierzonej miarą zwykłego człowieka, a nie wygodą państwa. Politycy skupieni na ważnych sprawach, a nie jałowych ideologicznych sporach, lub skoncentrowani na degustowaniu ośmiorniczek na służbowych spotkaniach.

Co z tego wyszło? Polska PO to dziś wyższe podatki i zwiększone koszty prowadzenia działalności gospodarczej. To politycy mówiący, że „interpretowanie niejasności na korzyść jednego podatnika odbywać się będzie kosztem pozostałych podatników" (to wypowiedź jednej z pań wiceminister finansów). Niczym prokurator Wyszyński, którego zdaniem lepiej było skazać dziesięciu niewinnych, niżby jeden winny miał uniknąć karzącego ramienia władzy radzieckiej.

Dzisiejsza Polska to kraj, w którym zdarzenia sprzed ponad czterech lat są oceniane inaczej, bo inny pan wiceminister finansów zmienia interpretację przepisów i wpędza firmy i całe branże w kłopoty. To absurdalne dyskusje o tym, jakim VAT powinna być obłożona szafa wnękowa. Żeby było łatwiej – mowa o szafach zamontowanych cztery lata 11 miesięcy i 20 dni temu. Bo polski fiskus a la PO to hodowca podatkowych odsetek, a nie partner podatnika.

Dla tych nielicznych, którzy próbują się jeszcze zorientować w legislacyjnej biegunce fundowanej nam przez parlament, pozwalam sobie przywołać raport Grant Thornton. Wynika z niego, że osoba, która chciałaby na bieżąco zapoznawać się z nowo tworzonym prawem, musiałaby na to poświęcać 3,5 godziny każdego dnia!

W polityce, podobnie jak w biznesie, najlepszym lekarstwem jest konkurencja wymuszająca myślenie i szybkie działanie. Kto tego nie rozumie, ginie. Wygląda na to, że najbliższe miesiące będą testem na sprawność partii rządzącej Polską od 2007 roku. Ciepła woda już nie wystarczy. Trzeba ruszyć dupy i zabrać się do roboty. Inaczej politolodzy będą mieli ciekawe zajęcie, przeprowadzając za jakiś czas sekcję zwłok tej formacji.

Andrzej Malinowski prezydent Pracodawców RP

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA