fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Chróścik: Strzeżmy się aplikacyjnych podstawówek

Rzeczpospolita

W ubiegłym tygodniu byliśmy świadkami niecodziennego wydarzenia w warszawskiej Izbie Radców Prawnych. Otóż ślubowanie złożył radca prawny z numerem jedenaście tysięcy. Jeszcze nie tak dawno nie praktykowało w Polsce tylu radców prawnych i adwokatów razem wziętych. Jedenaście tysięcy profesjonalnych prawników tylko na terenie jednej izby radcowskiej skupiającej aglomerację warszawską i kilka miast wokół stolicy – to robi wrażenie.

Musi robić również na tych, którzy do tej pory uważali lub uważają, że dostęp do profesjonalnego prawnika w naszym kraju jest w dalszym ciągu utrudniony. Teraz można postawić przewrotną tezę, że dostęp profesjonalnego prawnika do klientów jest zdecydowanie bardziej skomplikowany niż klientów do niego...

Pamiętam jeszcze populistyczne dyskusje, w których wskazywano, że czas skończyć z elitarnością prawniczych zawodów. Nazywano nas wówczas klubem „kolegów". Chyba armią, a nie klubem. Musielibyśmy się bowiem regularnie spotykać na Stadionie Narodowym. To chyba jedyne miejsce, które zdołałoby nas pomieścić.

Problem jednak nie w tym, ilu nas jest – to wynik politycznych rozwiązań przyjętych lata temu. Nikt racjonalnie myślący nie wyjdzie dziś z postulatem, aby znów administracyjnie regulować dostęp do zawodów prawniczych. Dla zgłaszającego byłby to koniec publicznej kariery.

Problem tkwi w czym innym. Obawiamy się, by ktoś nie wpadł na pomysł zrobienia z aplikacji prawniczych szkół podstawowych. I nie porównuję tu oczywiście poziomu kształcenia, ale fakt, że ten rodzaj szkoły musi w Polsce (przynajmniej oficjalnie) ukończyć każdy obywatel. Podobnie już bywało w samorządach zawodów prawniczych – gdy niemal każdy, kto zdawał egzamin wstępny na aplikację, zakończył go z wynikiem pozytywnym. Stopień trudności odpowiadał zatem politycznej wizji, a nie zdrowemu rozsądkowi wskazującemu, że nie każdy absolwent prawa nadaje się na aplikację. Tego się właśnie obawiamy.

Zupełnie oczywiste jest przy tym, że nie można blokować kariery młodym prawnikom. Większość naszego samorządu tworzą osoby, które nie przekroczyły czterdziestego roku życia. Chcemy mieć jednak pewność, że nikt w przyszłości, wykorzystując rozbudzone aspiracje absolwentów prawa, nie wpadnie na pomysł, aby w sztuczny sposób otwierać aplikacje dla wszystkich chętnych – bez względu na konsekwencje takiego działania.

Nie oczekujemy zwiększenia barier dostępu na aplikację. Tak samo jak nie oczekujemy zupełnego ich znoszenia na mocy decyzji politycznej. Tylko mądre, przemyślane i pozbawione emocji działania gwarantują utrzymanie standardów i jakości kształcenia adeptów profesjonalnej sztuki prawniczej. W tym przypadku polityka musi ustąpić miejsca zdrowemu rozsądkowi. To bowiem jest najlepszy gwarant bezpieczeństwa prawnego obywateli naszego kraju.

Autor jest dziekanem Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA