fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Szkoła marnotrawstwa

Fotorzepa/Kuba Kamiński
Samorządowcy chcą, by państwo przestało finansować sektor szkolnictwa dla dorosłych. Przekonują, że to pieniądze wyrzucone w błoto.

Zgodnie z ich wyliczeniami chodzi nawet o kwotę ok. 1,5 mld zł, która co roku w formie subwencji oświatowej trafia na utrzymanie tych placówek.

Sprawę poruszono w tym tygodniu na posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, na którym omawiano zmiany w systemie finansowania oświaty. Choć Ministerstwo Edukacji planuje obniżenie wydatków na szkoły dla dorosłych i zamierza dać samorządom dodatkowe narzędzia do ich kontrolowania, przedstawiciele miast i powiatów twierdzą, że zmiany powinny być głębsze.

Główny argument dotyczy niskiej efektywności kształcenia w tych placówkach. Samorządowcy wskazują, że nawet połowa osób nie kończy nauki w szkołach dla dorosłych, a tylko garstce udaje się zdać maturę.

W tym roku zdało ją jedynie 14 proc. uczniów uzupełniających liceów ogólnokształcących, którzy podeszli do tego egzaminu. W przypadku techników uzupełniających odsetek był jeszcze niższy i sięgał 11 proc. Zdaniem przedstawicieli organizacji samorządowych oznacza to, że zaledwie ułamek kwoty, jaką państwo łoży na ten sektor edukacji, jest wykorzystany efektywnie.

11 proc. słuchaczy techników uzupełniających, którzy w tym roku podeszli do matury, zdało ten egzamin

Zdaniem Grzegorza Kubalskiego, eksperta Związku Powiatów Polskich, świadczy to, że system szkół dla dorosłych, stworzony kilkadziesiąt lat temu, w obecnych czasach już się nie sprawdza. W jego ocenie nie ma też przeszkód prawnych, by państwo przestało go finansować, nawet w sytuacji, w której konstytucja gwarantuje wszystkim równy i bezpłatny dostęp do nauki.

– Jeżeli ktoś uczęszcza do szkoły dla dorosłych, to oznacza, że nie skorzystał z szansy edukacyjnej, która już raz została mu dana. Nie rozumiem, dlaczego w takiej sytuacji podatnicy mają finansować jego kształcenie. Zwracam uwagę, że konstytucja nakłada obowiązek nauki do 18. roku życia – mówi „Rzeczpospolitej" Kubalski.

Na to wszystko nakłada się jeszcze problem wyłudzania subwencji oświatowej przez niektóre szkoły dla dorosłych. Problem tzw. martwych dusz był wielokrotnie opisywany. Polega na tym, że placówka otrzymuje pieniądze na słuchacza, ten zaś legitymację szkolną, która uprawnia go do korzystania z ulg komunikacyjnych, przedłuża możliwość korzystania z zasiłku rodzinnego czy daje szansę podjęcia pracy na umowę-zlecenie bez konieczności opłacania składek do ZUS.

Problem polega na tym, że słuchacz nie uczęszcza na zajęcia, a nawet gdy po pewnym czasie zostanie wyrzucony ze szkoły, może natychmiast zapisać się do następnej.

Wiceprezydent Gdyni Ewa Łowkiel swego czasu przeprowadziła kontrolę w szkołach dla dorosłych i okazało się, że frekwencja w niektórych z nich wynosiła 15 proc.

Bywa też, że placówki przekazują sobie dane słuchaczy po to, by zwiększyć liczbę rzekomych uczniów, na których edukowanie pobierają subwencję.  We Wrocławiu okazało się, że ta sama osoba była zapisana do 20 różnych szkół.

Wiceminister edukacji Przemysław Krzyżanowski w rozmowie z „Rzeczpospolitą" deklaruje, że MEN nie zamierza poprzestać na obniżeniu finansowania tego typu szkół i zwiększeniu uprawnień kontrolnych dla samorządów.

– Pracujemy nad kolejnymi zmianami w systemie finansowania tych placówek, tak aby uzależnić go od jakości oferty dydaktycznej – mówi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA