fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Pomoc dla turysty zależy od wykładni prawa

O tym, czy klienci biur podróży muszą się obawiać bankructw, o kłopotach marszałków województw i o tym, dlaczego ?tak pilnie trzeba zmienić przepisy, opowiada prof. Hanna Zawistowska ?z Katedry Turystyki SGH w rozmowie z Katarzyną Wójcik.
Rz: Czy turyści w nadchodzącym sezonie wakacyjnym muszą się obawiać bankructw biur podróży?
Prof. Hanna Zawistowska: Tak. Upadłości są normalnym zjawiskiem w gospodarce rynkowej. Bankructw nie da się uniknąć. To właśnie dla ochrony konsumentów przed  negatywnymi skutkami ekonomicznymi bankructw (m.in. niemożnością odzyskania  przedpłaty za imprezę, która się nie odbyła) nałożono na biura podróży obowiązek  posiadania zabezpieczenia.  Obowiązujący system nie gwarantuje jednak, że za każdym razem cel ten zostanie osiągnięty.
Po ostatnich wyrokach sądów, w których  odmówiono marszałkom województw prawa do refundacji wydatków na sprowadzenie do kraju klientów biur posiadających zbyt niskie zabezpieczenia finansowe, konsument może się obawiać, że w razie upadłości biura  zostanie pozostawiony sam sobie. Nie dość, że  będzie musiał zapłacić za swój powrót, to jeszcze uregulować rachunek w hotelu, chociaż kupując wycieczkę, zapłacił już za noclegi.
Co z wyroków sądów wynika dla konsumentów?
Te rozstrzygnięcia  zapewne będą brane pod uwagę przez marszałków w razie bankructw biur podróży, które mogą  się zdarzyć w tym sezonie.
Warto zwrócić uwagę na istotną różnicę ?w interpretacji przepisów dokonanej przez sądy. Według orzeczenia Sądu Apelacyjnego w Poznaniu marszałek nie powinien organizować powrotu turystów do kraju.  Skład orzekający zastosował wykładnię gramatyczną ustawy o usługach turystycznych. Rzeczywiście, z literalnego brzmienia przepisów nie wynika, że  jeśli zabraknie środków z zabezpieczenia na wypadek bankructwa wykupionego przez biuro, marszałek powinien skorzystać ?z innych źródeł, by ściągnąć turystów do kraju.  Zdaniem sądu jego rola sprowadza się do wystąpienia do ubezpieczyciela o wypłatę sumy gwarancyjnej.
Turysta w razie bankructwa biura może więc skorzystać jedynie ze wsparcia polskiej ambasady. Nikt jednak nie wynajmie samolotu, by sprowadzić wycieczkę do Polski.
Jest jakaś bardziej prokonsumencka wykładnia przepisów?
Wykładnia, którą zastosował Sąd Okręgowy w Warszawie, niewątpliwie taka właśnie jest. Stwierdził on, że wprawdzie ?z brzmienia przepisów nie wynika bezpośredni obowiązek organizowania przez marszałka  powrotu uczestników imprez bankrutującego biura, ale przy dokonywaniu ich wykładni trzeba wziąć pod uwagę cel, który za pomocą tych przepisów zamierzano osiągnąć. Stosując wykładnię celowościową, sąd doszedł do wniosku, że  marszałek województwa  ma obowiązek  sprowadzić ?do kraju klientów niewypłacalnych biur.
To, czy obawy klientów biur są uzasadnione, ostatecznie zależy więc od tego, jaką interpretację przepisów ustawy o usługach turystycznych przyjmie  marszałek województwa, w którym bankrutujące biuro zarejestrowało działalność.
Czy w tym sezonie może się zdarzyć, że sumy zabezpieczenia nie wystarczy nie tylko ?na zwrot wpłaconych przez turystów kwot, ?ale także na pokrycie kosztów sprowadzenia ich do kraju?
Moim zdaniem takie sytuacje będą rzadsze. W zeszłym roku Ministerstwo Sportu i Turystyki zmieniło rozporządzenie dotyczące sum gwarancyjnych. Podwyższyło ich kwoty, zwłaszcza dla nowych biur, a to one najczęściej ogłaszały upadłość.
Teraz przedsiębiorca, który zechce wejść na rynek turystyki i wysłać swoich klientów wyczarterowanym samolotem za granicę, musi  zagwarantować zabezpieczenie na poziomie 250 tys. euro.  Wcześniej było to ?67 tys. euro.
Marszałkowie będą także baczniej przyglądać się biurom.
Kadra w urzędach marszałkowskich może być jednak niewystarczająca, by w pełni skontrolować działalność biur.
Rzeczywiście, możliwości kontrolne urzędów marszałkowskich są ograniczone. Myślę jednak, że wszelkie niepokojące sygnały o biurach będą bardziej skłaniały do reakcji.
Czym ma się kierować konsument, wybierając biuro podróży?
Nie ma pewnej metody weryfikacji. Turysta powinien przede wszystkim zajrzeć do Centralnej Ewidencji Organizatorów Turystyki i Pośredników Turystycznych. Jest dostępna w internecie.
Tabele w ewidencji są jednak trudne do zrozumienia dla przeciętnego Kowalskiego. ?Nie wynika z nich na przykład  jasno, kiedy biuro może organizować wycieczki czarterem.
To prawda, ale  w dziale czwartym ewidencji są adnotacje, czy wszczęto wobec biura postępowania o wykreślenie  z rejestru lub czy nie jest  ono objęte zakazem prowadzenia działalności. Z takim organizatorem z pewnością nie należy podpisywać umowy.
Sam fakt, że organizator jest wpisany ?do ewidencji, a więc posiada gwarancję bankową lub ubezpieczeniową, nie świadczy też o tym, że jest on w dobrej kondycji finansowej. To także trzeba mieć na uwadze. Konsument zawsze będzie ponosił pewne ryzyko.
Inny sposób weryfikacji to sprawdzenie, czy organizator wycieczki ma certyfikat rzetelności Polskiej Izby Turystyki. Inna sprawa, że taki certyfikat także nie daje gwarancji, iż biuro posiada płynność finansową.
Wiarygodność biura podróży można także sprawdzić w rejestrach dłużników. Za taką weryfikację trzeba jednak zapłacić.
Ten sposób weryfikacji także nie daje konsumentom pewności. Żeby bowiem biuro znalazło się w Biurze Informacji Gospodarczej, wierzyciel musi je do niego zgłosić. Sam brak organizatora imprezy w tym rejestrze nie jest dowodem jego dobrej kondycji finansowej.
Najlepszym sposobem na sprawdzenie jakości świadczonych przez biuro podróży usług są opinie znajomych, którzy już z nich  korzystali.
Czy potrzebna jest zmiana prawa, by zapewnić bezpieczeństwo turystom?
Tak. Obecne prawo wciąż nie gwarantuje pełnego zwrotu wpłaconych przez turystów środków w razie upadłości biura.
Ostatnie wyroki sądów powinny zmobilizować ustawodawcę do szybkich zmian prawa i powołania wreszcie turystycznego funduszu gwarancyjnego. Opór biur podróży jest jednak dość duży. Działanie funduszu, przynajmniej na początku, podniosłoby trochę ceny wycieczek. Kiedy jednak fundusz uzbiera kwoty zabezpieczające ewentualne roszczenia konsumentów, ceny wrócą do poprzedniego poziomu.
O ile mogłaby wzrosnąć cena wycieczki?
To zależy od wielu  czynników, takich jak liczba i rodzaj biur, które miałyby obowiązek dokonywania wpłat na fundusz, kosztów związanych z jego obsługą czy wreszcie sposobu ustalania wysokości wpłaty.  Wyliczenia są różne. Pewnie konsument będzie musiał zapłacić za wycieczkę ok. ?1 proc. więcej.
Podobno na szczeblu unijnym są prowadzone prace nad nową dyrektywą?
To prawda. Być może polski ustawodawca czeka ze zmianami na tę dyrektywę, by nie mnożyć nowelizacji ustawy o usługach turystycznych.
Proponowane przez Unię Europejską zmiany mają rozszerzyć ochronę na jak największe grono konsumentów. Zostaną nią objęci m.in. wykupujący  tzw. pakiety dynamiczne, którzy na stronie internetowej rezerwują lot, a następnie są przekierowywani na stronę oferującą pobyt w hotelu lub wynajem samochodu.
Branża turystyczna krytykuje jednak pomysły zawarte w projektowanej dyrektywie. Zdaniem przedstawicieli polskich organizatorów turystyki wystarczy zarejestrować działalność poza granicami Unii, serwery umieścić ?w państwach trzecich, a swoje usługi przez internet będzie można kierować do obywateli Unii. W ten sposób da się ominąć dyrektywę.
Zawsze podziwiałam adresatów norm prawnych i ich umiejętność wynajdywania luk. Oczywiście, możliwość omijania prawa będzie istniała. Unia nie może określać obowiązków podmiotów mających siedzibę w państwach, które nie są jej członkami. Zjawisko przenoszenia siedziby przedsiębiorstwa na terytorium państwa, które stwarza mu korzystniejsze warunki funkcjonowania, np. opodatkowania dochodów, nie jest nowe. Raje podatkowe także zawsze będą istniały. Oczywiście, można zastrzec, że wszystkie usługi turystyczne świadczone w Unii Europejskiej podlegają dyrektywie. Obawiam się jednak, że będzie to zbyt daleko idące.
Skoro dyrektywę tak łatwo będzie można obejść, może po prostu należy z niej zrezygnować?
Rozważano taką możliwość. Jedną  z opcji, które konsultowano, było uchylenie dyrektywy 90/314  i przekazanie tej problematyki do „samoregulacji przez branżę turystyczną". To rynek powinien chronić interesy klientów. Firmy, zabiegając ?o konsumentów, muszą  zapewniać im coraz lepsze warunki. Jednakże obecnie rynek turystyczny nie jest rynkiem doskonałym, ?na którym konsument i przedsiębiorca mają taką samą pozycję.
Potrzebę regulacji rynku potwierdziły wyniki konsultacji dotyczących dyrektywy 90/314. Zdecydowana większość  respondentów,  w tym  przedsiębiorców, opowiedziała się za potrzebą wydania nowej dyrektywy o szerszym zakresie podmiotowym i przedmiotowym.
Czy ochrona nie jest czasami zbyt daleko idąca?
Uważam, że unijne prawo w jakiś sposób ubezwłasnowolnia konsumenta. Turysta powinien być przede wszystkim informowany i mieć wybór między usługami objętymi ochroną i takimi bez ochrony. Dlatego powinien mieć dostęp do pakietów dynamicznych z ochroną i bez.
Jeśli ktoś wykupuje wycieczkę w biurze podróży, chce się czuć bezpiecznie. Chce zostać dowieziony na urlop, za granicą mieć pomoc rezydenta, a w razie problemów finansowych biura – spokojnie wrócić ?do domu. Część  klientów jednak zdecydowałaby się na tańsze usługi bez ochrony. Nie należy im takiego prawa odmawiać.
Czy pani korzysta z biur  podróży?
Rzadko. Nie lubię tłoku. Korzystałam ?z oferty biur, by przyjrzeć się ich pracy. ?I stwierdzam, że branża coraz lepiej dba ?o klienta. Nie wprowadza w błąd co do usytuowania hotelu czy rodzaju wyżywienia, jak było przed laty. Biura zaznaczają też, że na wycieczkach wstęp do zwiedzanych obiektów jest dodatkowo płatny.
Klient nie jest już zaskakiwany, że na przykład do Francji jedzie autokarem bez noclegu, a zamiast w hotelu w centrum Paryża nocuje w podrzędnym motelu na obrzeżach miasta.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA