fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i opinie

Rewolucja XXI wieku

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Kilka godzin spędziłem czytając recenzje najpopularniejszej ekonomicznej książki roku.
Francuz Thomas Piketty napisał XXI wieczną wersję „Kapitału"  Marksa  („Kapitał w XXI wieku"), w której wzywa  do konfiskacyjnych podatków majątkowych, jako eleganckiej formy przeprowadzenia egalitaryzującej rewolucji.
Z recenzji zarówno entuzjastycznych (Krugman w New York Book  Review, Hutton w Guardianie, Rodrick w Project Syndicate) jak i krytycznych  (Cowen z George Mason University, Summers z Harvarda  i kilku innych, bardziej konserwatywnych autorów) wynika, że rzecz ma solidny podkład faktograficzny, ale i  błędy dotyczące na przykład kluczowej kwestii wysokości zwrotu z kapitału, który zdaniem autora jest systematycznie wyższy niż z pracy, więc stale  pogłębia nierówności majątkowe.
Ekonomiczno-polityczna  lewica wierzy niemal wszystkiemu,  co pisze Piketty, prawica szuka słabych punktów.  Natomiast prawie  wszyscy przyznają, że  proponowane rozwiązanie problemu nierówności  za pomocą globalnego progresywnego podatku od bogactwa netto  czy dochodzącego do 80 procent dochodowego, są tyleż radykalne, co mało realne.
Rzecz ma 700 stron ( po angielsku) więc polskie wydanie będzie miało z 850 i pewnie ukaże się za rok albo dwa, kiedy dyskusja na świecie wygaśnie.  Przeczytałem kilka wywiadów z Pikettym jako substytut książki.  W jednym o krytykach mówi, że chyba nie czytali „Kapitału w XXI wieku", w innym dwa razy powtarza, że nie dał odnośnika literaturowego do pracy Jamesa Galbraitha, więc pewnie dlatego ten  znany ekonomista  napisał  niespodziewanie krytyczną recenzję. Z wypowiedzi autora dowiadujemy się też, że choć najważniejszym celem podatku od bogactwa  jest niwelowanie nierówności, to byłby on też dla rządów wygodnym narzędziem dla spłaty długów publicznych, znacznie lepszym, bo bardziej selektywnym  niż inflacja i podatek inflacyjny. Więc może tylko o to chodzi?
W książce Piketty pisze m.in. : „Dystrybucja bogactwa jest zbyt poważną sprawą, by zostawiać ją historykom, ekonomistom, socjologom i filozofom".  Piketty zostawia ją politykom, państwu i podatkom, a nie wolnemu rynkowi.  No właśnie. Przeczytałem w tym tygodniu również  tekst znacznie krótszy, mianowicie Leszka Balcerowicza „Wolność ekonomiczna . Fundamentalnie ważna i najbardziej atakowana". Balcerowicz napisał go dla włoskiego Centro Einaudi. Na kilkunastu stronach odpowiada kto i dlaczego jest przeciw wolności ekonomicznej, dlaczego jest tak ważna dla rozwoju i jakie są dla niej zagrożenia. Nie będę streszczał, kto chce znajdzie i przeczyta. Dwie myśli wydały mi się ciekawe  - o deifikacji państwa i o nowych formach etatyzmu występujących w krajach konwencjonalnie nazywanych kapitalistycznymi pod czterema postaci interwencjonizmu: własności, regulacyjnego, państwa dobrobytu i makroekonomicznego.
Myślę, że i Polsce i światu wysokorozwiniętemu  przydałby się też ktoś, kto zamiast szarpać po kieszeniach, policzyłby koszty kapitalistycznego  etatyzmu -  ile straciliśmy przez wysokie podatki, oszalałe regulacje, rozbuchane i marnotrawne państwa. Byłaby to równie fascynująca książka.
Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA