fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Kwaśniewski: Na Ukrainie zawiódł nie polski wywiad

Aleksander Kwaśniewski
Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Jędrzej Bielecki
Putin chce doprowadzić Ukraińców do takiej desperacji, że przyjmą rosyjskie wsparcie i członkostwo w Unii Eurazjatyckiej z ulgą – przewiduje były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski w rozmowie z Jędrzejem Bieleckim.
"Rzeczpospolita": Jak daleko posunie się Władimir Putin?
Aleksander Kwaśniewski: Plan Putina jest jasny: włączyć całą Ukrainę do jego największego, życiowego projektu, który zapewni mu miejsce w historii: Unii Eurazjatyckiej. Cała reszta to tylko propaganda, aby uspokoić własną opinię publiczną i zdobyć przychylność przynajmniej części świata, co zresztą robi bardzo profesjonalnie i konsekwentnie.
Kreml szykuje się do bezpośredniej interwencji wojskowej?
Nie sadzę. To moim zdaniem ostatnia rzecz, której Putin chce. Wówczas wszystko stanie się bowiem jasne, kto jest agresorem, a kto ofiarą. Raczej będzie więc kontynuował „wojnę chaosu", dzięki której w perspektywie nawet nie długookresowej, ale średniookresowej może osiągnąć identyczny efekt. Chce doprowadzić Ukraińców do takiej desperacji, że przyjmą rosyjskie wsparcie i członkostwo w Unii Eurazjatyckiej z ulgą.
Jak może to osiągnąć?
Przed wyborami 25 maja to będą działania gwałtowne, tak, aby doprowadzić do chaosu przynajmniej w niektórych regionach kraju. Jeśli mimo to dojdzie do głosowania, Moskwa zapewne nie uzna wyników. Putin będzie grał na stałe załamanie sytuacji gospodarczej, wybuchy społeczne, a w końcu na dojście do władzy ludzi, którzy będą działać zgodnie ze strategią rosyjską. Ale ten plan nie musi się spełnić: wiele zależy od  Ukraińców, czy nowy prezydent będzie potrafił zjednoczyć polityków i ludzi, odbudować struktury państwa, które są dziś bardzo słabe. Moim zdaniem powinien zbudować jak najszerszą koalicję - od Batkiwszczyny do Partii Regionów, od ludzi ze Lwowa do tych z Doniecka.
Czy nie jest już za późno? Gdy armia nie chce walczyć, trudno to inaczej nazwać niż rozpadem państwa.
Z pewnością Rosja gra na rozpad państwa, ale samego rozpadu jeszcze nie ma. To raczej dezintegracja wojska, które od 23 lat było niedofinansowane i które - jak wszystkie struktury siłowe - przeżywa moment próby: musi określić, po której jest stronie.
„Wojną chaosu" Putin może opanować tylko wschodnią Ukrainę czy cały kraj?
Chodzi mu o cały kraj. Wracam z Kijowa: tam nastroje są mocno rewolucyjne, patriotyczne. Ale w ciągu paru miesięcy wszystko może się zmienić, jeśli gospodarka będzie pikować, hrywna słabnąć, inflacja przyspieszać. Ludzie mają ograniczoną cierpliwość. To jest dla ukraińskiego społeczeństwa czas wielkiej próby. Putin liczy, że ukraiński patriotyzm nie jest taki znowu silny. Mam nadzieję, że się przeliczy.
Narzucając rygorystyczny plan reform MFW de facto nie przysłuży się Putinowi?
Pytanie, co lepsze: przeprowadzić reformy za jednym zamachem, chirurgicznie, i mieć to za sobą czy wszystko odkładać i nie mieć żadnych efektów? Jaceniuk zdecydował się na działanie radykalne i myślę, że miał rację. Problem polega na tym, że tak trudne reformy powinien przeprowadzić człowiek mający jak najmocniejszy mandat demokratyczny. Stąd znaczenie wyborów 25 maja.
Dyplomatyczne rozwiązanie tego konfliktu jest jeszcze możliwe?
Nie oczekiwałbym po rokowaniach zbyt wiele. Rosja jest bardzo zdeterminowana, nie jest gotowa do kompromisu.
Może wyciąga wnioski z postawy Zachodu, który nie potrafi mocno zareagować na agresję Putina.
Jeśli okaże się, że rokowania rozpoczęte w Genewie zakończą się fiaskiem, a Rosja nie wykaże się choćby minimalną otwartością, to wtedy Zachód powinien uruchomić trzecią falę naprawdę dotkliwych sankcji ekonomicznych wobec Kremla. Niezwykle ważne jest także opracowanie wspólnej polityki energetycznej Unii tak, aby już teraz Putin musiał wkalkulować to w koszty swojej polityki na Ukrainie. Moskwa żyje bowiem w przekonaniu, że kraje zachodnie są słabe, a ich interesy tak zróżnicowane, że zawsze pozostaną uzależnione od dostaw rosyjskiego gazu.
Zainicjowany przez Polskę i Szwecję pięć lat temu program „Partnerstwa Wschodniego" kończy się dla Ukrainy podziałem kraju, a być może przejęciem pełnej kontroli przez Kreml. Czy to nie był błąd?
Partnerstwo to była odpowiedź na wyraźne oczekiwanie krajów tego regionu. Unia nie widziała w tym starcia z Moskwą o strefę wpływów. To Putin zmienił reguły gry, forsując ideę wielkiej Rosji.
Jako mediator Parlamentu Europejskiego odwiedził pan Ukrainę dziesiątki razy. Spodziewał się pan, że to wszystko tak się skończy?
Takiego finału nikt nie przewidywał, ja też nie. Przecież przez poprzednie trzy lata mieliśmy sytuację, która wydawała się czytelna: po rządach pomarańczowych, którzy chcieli integracji z Unią, przyszedł rząd Partii Regionów, który do samego końca potwierdzał ten kierunek. Jeszcze we wrześniu w parlamencie Wiktor Janukowycz zapewniał, że podpisanie układu stowarzyszeniowego to dla niego priorytet. A Putin powtarzał, że jeśli nie ma mowy o członkostwie Ukrainy w NATO, to integracja z Unią nie jest problemem.
A dlaczego polski wywiad tego nie przewidział?
Jeśli miałbym wskazać, kto w tym procesie zawiódł, kto nie wykorzystał wszystkich swoich możliwości, to są to rzeczywiście służby wywiadowcze, ale nie tylko polskie, także europejskie.
Nie mieliśmy nikogo w otoczeniu Janukowycza, nie mamy nikogo w otoczeniu Putina?
Pyta mnie pan o rzeczy, o których nie mam prawa wiedzieć. Ale z krytyką wywiadu się zgadzam. Zachód za bardzo uwierzył w pokojowe zapewnienia Putina, a nie docenił jego determinacji, choć nawet w przemówieniach na Kremlu mówił o budowaniu wielkiej Rosji. Tym bardziej trzeba dziś śledzić jego strategów, którzy wspominają o rosyjskim charakterze czterech regionów Kazachstanu, części Białorusi, czy mówią o Rosjanach mieszkających na Łotwie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA