fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Lektury szkolne

Irena Lasota
Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Pisałam niedawno na tych łamach o Januszu Szpotańskim, nazywając go „jednym z najwybitniejszych polskich socjologów i politologów lat 60. i późniejszych".
Pisałam to całkiem serio, ale zorientowałam się, że trzydziestolatki, a nawet czterdziestolatki, jeśli coś nawet o nim słyszeli, to często nie znają jego kilku tylko – ale jakże istotnych w życiu PRL – utworów.
W tym samym mniej więcej czasie przechodziła przez Polskę fala oburzenia, że na próbnej maturze publikowanej w „Gazecie Wyborczej" zamieszczono tekst Zygmunta Baumana, „światowej sławy socjologa".
W pojedynku Szpotańskiego z Baumanem o palmę lepszego socjologa wygrywa przez nokaut Szpotański. W Polsce, poza tym, że w młodości był czekistą i zrobił potem zawrotną karierę akademicką, Bauman niczym pozytywnym się nie wyróżniał. Pracę habilitacyjną pisał o „ruchu robotniczym w Anglii" i w żadnym wypadku nie można go, jak to robi Wikipedia, nazwać „prekursorem polskiej socjologii". Jest to obraza Stanisława Ossowskiego, Stefana Nowaka i wielu innych prawdziwych socjologów i czas już, by występujący masowo w telewizjach i wypowiadający się na wszelkie tematy socjologowie zajęli się rolą Baumana w socjologii, skoro o KBW już wiemy. W najbliższym numerze „Arkanów" jest wywiad z profesor Anną Pawełczyńską, znaną i zawsze niezależną uczoną w dziedzinie socjologii (boję się zdewaluowanego zwrotu „wybitną"), gdzie mówi ona: „trzeba pamiętać, że dorobek ówczesnej socjologii symbolizowanej przez nazwisko prof. Ossowskiego Bauman zastąpił marksistowsko-leninowskim bełkotem, zmienianym zależnie od aktualnej linii Moskwy".
O niezwykłym talencie Janusza Szpotańskiego, człowieka renesansu, którego żywot w PRL przypominał film science fiction, gdzie rycerz średniowieczny zostaje nagle przerzucony w dzień dzisiejszy, napisali kiedyś bardzo piękne i głębokie teksty Antoni Libera i Piotr Wierzbicki. Utwory Szpotańskiego były wpierw znane wąskiemu, choć wybitnemu, kręgowi jego przyjaciół i znajomych, ale cała Polska dowiedziała się o nim w marcu 1968 roku z przemówienia pierwszego sekretarza PZPR Władysława Gomułki: „(Szpotański) został skazany na 3 lata więzienia za reakcyjny paszkwil, ziejący sadystycznym jadem nienawiści do naszej partii i do organów władzy państwowej. Utwór ten zawiera jednocześnie pornograficzne obrzydliwości, na jakie może się zdobyć tylko człowiek tkwiący w zgniliźnie rynsztoka, człowiek o moralności alfonsa".
Za samo „zianie sadystycznym jadem nienawiści" do PZPR-u należy się Szpotańskiemu miejsce w panteonie narodowym, a co najmniej ulica jego imienia.
Gomułka wygłaszał te słowa z prawdziwą pasją, może dlatego, że sam był bohaterem, pod pseudonimem Gnom, utworu Szpotańskiego „Cisi i gęgacze". Ale sam Szpotański był tak świetnym naśladowcą Gomułki, że najlepiej posłuchać tych słów w jego wykonaniu. Jest to niezwykły, nigdy pewnie dotąd niespotykany, trójkąt literacki. Bohater utworu literackiego, Gomułka, wypowiada się publicznie o autorze, który z kolei parodiuje to przemówienie.
W Internecie można bez trudu znaleźć starannie opracowane przez Antoniego Liberę i Zygmunta Saloniego dzieła zebrane Szpotańskiego, można znaleźć film Roberta Kaczmarka „Jednostka Szpot" z 1995 roku, a nawet – co właśnie odkryłam – mój z nim wywiad przeprowadzony w Paryżu w 1988 roku dla Radia Wolna Europa.
Szpotański dlatego był z innej, nie PRL-owskiej planety, gdyż w czasach, gdy nieśmiała popaździernikowa opozycja literatów czy intelektualistów raczkowała, czy jak mówił Szpotański, „padała na cierpień otomanę", on odrzucał to wszystko: cały ten komunizm, cały ten PRL, całe to flirtowanie z reżymem. Był jednocześnie Arystofanesem i Maksem Weberem. Mówił i pisał wprost tak, jak niektórzy bali się nawet pomyśleć. Komunizm i PRL śmieszyły go do tego stopnia, że będąc jeszcze w więzieniu, pisał i przesyłał za pośrednictwem swojego adwokata nowe teksty poświęcone, bez żadnych aluzji, Gomułce. Jego adwokatem i przyjacielem był późniejszy premier Jan Olszewski.
W 1977 roku Szpotański napisał krótką historyczno-socjologiczną analizę PRL: „Towarzysza Szmaciaka", tekstu, który był szlagierem zwłaszcza w okresie jawnej „Solidarności".
W grudniu 1981 Szpotański zastał aresztowany („internowanie" było zabiegiem lingwistycznym, który się powszechnie przyjął i niestety funkcjonuje do dziś), zmarł w 2001 roku i pięć lat później został pośmiertnie odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim.
Mam sen (czy marzenie), że kiedyś w Polsce maturzyści dostaną zadanie, by zanalizować fragment „Towarzysza Szmaciaka" zaczynający się od słów:
Tak się historii koło kręci,
że najpierw są inteligenci,
co mają szczytne ideały
i przeobrazić świat chcą cały.
Miłością płonąc do abstraktów,
najbardziej nienawidzą faktów,
fakty teoriom bowiem przeczą,
a to jest karygodną rzeczą...
który kończy się frazą:
Szmaciak chce władzy nie dla śmichu,
lecz dla bogactwa, dla przepychu,
chce mieć tytuły, forsę, włości
i w nosie przyszłość ma ludzkości!
Więc czeka na stosowny moment,
by stuknąć mędrca w główkę łomem
i miast utopii bezklasowej
zbudować feudalizm nowy.
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA