fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Pancerny kaganek

EAST NEWS
Scena, w której rzymski żołdak pozbawia życia jednego z największych uczonych starożytnej Grecji, wygląda niemal na symbol historycznego przesilenia.
Jakby w osobie Archimedesa mądra i piękna cywilizacja Hellady została unicestwiona przez młode, barbarzyńskie siły z krwawym mieczem w ręku. Ale to tylko pozór, bo to, co helleńskie, ponosi jedynie klęskę polityczną – na innych polach odnosi stanowczy i trwały sukces. A ten triumf rozpoczyna się już w czasach Archimedesa.
Prawda, Rzymianie w tych właśnie czasach sieją straszliwe spustoszenie w świecie greckim, budząc w nim zgrozę okrucieństwem rzadko spotykanym u Hellenów, którym – skądinąd – przelew krwi nie był wcale obcy. Wilczyca znad Tybru, uwinąwszy się wreszcie z Hannibalem, z zadziwiającą sprawnością zagryzła hellenistyczne monarchie, które okazały się stworami o dość cienkiej skórze. Jednakże już wtedy drapieżny ten stwór nosił w sobie nieuleczalnego wirusa kultury greckiej. Daleko nie sięgając: wielki Scypion Afrykański, wzór rzymskiej cnoty i powagi, był kimś na kształt lidera „kulturowego stronnictwa” czy lobby promującego w Rzymie kulturę grecką. Naturalnie, nie podobało się to zakamieniałym „starorzymianom” z Katonem Starszym na czele, ale filohellenowie krok za krokiem brali górę. Już nie będę wspominał, że największy epos łaciński, Wergiliuszowa „Eneida”, jest tylko pięknym cieniem poematu Homera, że pierwszy poważny poeta rzymski, niejaki Liwiusz Andronikus, był Grekiem z Tarentu, a co najważniejsze – sam Rzym to właściwie grecka polis, tylko w powiększonej skali... Na koniec filogrecy wzięli górę do tego stopnia, że nadtybrzańska elita stała się w praktyce dwujęzyczna. A jeszcze później doszło do tego, że władca Rzymu porzucił tradycyjne tytuły łacińskie cezara czy augusta i przybrał prosty grecko-macedoński tytuł basileusa, czyli króla. Ale to już było za bizatyńskiego cesarza Herakliusza. Zapamiętajmy wszakże, że Bizancjum to też Rzym, ostatni odprysk wielkiej idei uniwersalistycznej.
Niektórzy współcześni uczeni twierdzą nawet, że kultura rzymska to tylko pewna zmodyfikowana forma kultury greckiej. To przesada, ale wyobrażam sobie imperium rzymskie jako gigantyczny transporter opancerzony rozwożący po świetnych drogach (rzeczywiście rzymskie osiągnięcie!) formy myśli greckiej. No pewnie, że potężny pancerz tego pojazdu skutecznie ją osłaniał przez siwe wieki, że Platon, Arystoteles, Fidiasz i Archimedes wciąż żyli pod mocarną protekcją legionowych mieczy. Ale też imperium rzymskie, aby utrwalić swą władzę nad mnogimi ludami, które wywłaszczało z suwerennego bytu, musiało im złożyć dobrą ofertę cywilizacyjną. A była to oferta greckiego dziedzictwa. I to ono – mówiąc nieśmiertelnym Archimedesem – dało imperium mocny punkt oparcia wszędzie tam, gdzie zarył się legionowy but.
Spod tego buta wykwitły na „barbarzyńskich” ziemiach, w Galii, w Afryce czy na Bałkanach, cudowne budowle – wszystkie w greckich porządkach. Prawdziwe lasy imperialnych kolumn i rzeźb, które szokują turystę w jakimś Leptis Magna czy w Palmyrze, są z pochodzenia całkowicie greckie. I to jest prawdziwy testament Archimedesa.
A motto będzie tu bardzo proste i nader optymistyczne. Siłą kultury, mocą ducha słabszy przemógł silniejszego. Gloria victis, chwała zwyciężonym!
Jarosław Krawczyk, redaktor naczelny „Mówią wieki”
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA