fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Wygrana wojna o życie

Fotorzepa, Rafał Guz Rafał Guz
Popieranie prawa do zabijania niepełnosprawnych może przyczynić się do klęski wyborczej. Aktywiści na rzecz życia są na tyle liczni i dobrze zorganizowani, że mogą w istotny sposób wpłynąć na kampanię wyborczą – pisze działacz ruchów pro-life
Ponad 400 tysięcy Polaków poparło projekt ustawy zakazującej aborcji eugenicznej, czyli zabijania chorych dzieci z powodu podejrzenia o chorobę lub wadę genetyczną. Dziś projekt będzie rozpatrywany przez Sejm. Przy okazji podobnego projektu obywatelskiego, który trafił do Sejmu w roku 2011, głównym argumentem przeciwników zmian ustawowych była obawa przed naruszeniem „kompromisu aborcyjnego” z roku 1993. Naruszenie owego kompromisu miało, ich zdaniem, doprowadzić w Polsce do „wojny aborcyjnej”. Należy się spodziewać, że argument ten zostanie powtórzony w obecnej debacie, warto więc przyjrzeć się jego zasadności.

Kompromisu nigdy nie było

W roku 1956 komuniści wprowadzili w PRL „aborcję na życzenie” na wzór prawa obowiązującego w Związku Sowieckim. Przeciw zabijaniu dzieci przed narodzeniem protestował wtedy Kościół katolicki. W proklamowanych kilka miesięcy później Ślubach Jasnogórskich znalazły się słowa: „Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym”.
Według badania CBOS z sierpnia 2013, 75 proc. Polaków potępia aborcję, a tylko 7 proc. skłonnych jest ją usprawiedliwić
W ciągu kolejnych lat naciski władz i działania propagandowe doprowadziły do tego, że w Polsce wykonywano już miliony aborcji. Społeczna reakcja w obronie nienarodzonych, początkowo niewielka, przybrała na sile w latach 80. Obrońcy życia byli prześladowani i na różne sposoby szykanowani przez władze.
Sytuacja zmieniła się po roku 1989, kiedy za mówienie prawdy o aborcji nie groziło już więzienie. Rozpoczęła się kampania w obronie dzieci poczętych. Mimo wściekłej kontrakcji postkomunistycznych mediów i „Gazety Wyborczej”, prolajferzy dotarli z informacjami do wielu Polaków. Większość społeczeństwa uświadomiła sobie, że aborcja nie jest usunięciem tkanki, ale pozbawieniem życia człowieka.
Projekt delegalizujący aborcję wywołał w Sejmie burzliwą debatę. Uchwalenie ustawy zakazującej aborcji, ale odstępującej od karalności w trzech przypadkach, nie było owocem „kompromisu” , ale wynikiem ostrej walki o głosy. Projekt całkowicie zakazujący aborcji nie uzyskał większości. Reakcją na uchwaloną ustawę ze strony środowisk aborcyjnych był postulat referendum aborcyjnego. Do referendum wprawdzie nie doszło, ale partie proaborcyjne zdobyły większość w wyborach 1993 roku. W 1994 roku Sejm, głosami posłów SLD, Unii Pracy i Unii Demokratycznej uchwalił ustawę przywracającą aborcję na życzenie. Zablokowało ją weto prezydenta Lecha Wałęsy.
W 1996 roku prezydentem jest już Aleksander Kwaśniewski, który ustawę podpisuje. Znajdująca się w niej czwarta przesłanka aborcyjna – „ze względu na trudną sytuację życiową kobiety” – zostaje uchylona przez Trybunał Konstytucyjny, choć istotne zmiany, które pogorszyły ustawę, pozostały. Medialne naciski na wprowadzenie aborcji na życzenie nie ustawały, ale rząd Leszka Millera nie próbował już po raz kolejny jej forsować, zapewne obawiając się przegranej przed Trybunałem Konstytucyjnym.
Widać więc wyraźnie, że aborcjoniści ani przez chwilę nie czuli się związani rzekomym kompromisem.

Prawo zmienia świadomość

Na początku lat 90. zwolennicy aborcji wieszczyli katastrofę, jaką miała przynieść delegalizacja przerywania ciąży. Kobiety miały masowo umierać w wyniku nielegalnych aborcji, a Polskę – spotkać cywilizacyjna zapaść. W społeczeństwie, w którym aborcja była legalna przez niemal 40 lat, takie tezy mogły znaleźć posłuch.
Okres obowiązywania ustawy ograniczającej przerywanie ciąży pokazał, że proroctwa te okazały się fałszywe – stan zdrowia Polek szybko się poprawiał, a w ciągu 20 lat miał miejsce tylko jeden przypadek śmierci kobiety w wyniku aborcji (w USA, gdzie aborcja jest legalna i powszechnie dostępna, notuje się kilkanaście zgonów kobiet w wyniku aborcji rocznie). Badania opinii publicznej pod koniec lat 90. i na początku nowego stulecia wskazywały na akceptację obowiązującego prawa. Wanda Nowicka i inni adwokaci biznesu aborcyjnego wyrażali ubolewanie, że obowiązujące prawo wpływa na negatywny stosunek Polaków do procederu. Wydaje się, że tym razem szefowa „Federy” miała rację. Ludzie skłonni są myśleć, że to, co jest legalne, musi być dobre. Ustawa komunistyczna przyczyniała się do demoralizacji narodu, a ustawa z 1993 roku, wskazując aborcję jako zło, przyczyniała się do przywrócenia zasad moralnych.
Napisałem wyżej, że faktycznego kompromisu w sprawach aborcji nie było, można jednak powiedzieć, że nastroje społeczne w latach 1995–2005 były „kompromisowe”.
Badania społeczne pokazują też istotną zmianę nastawienia opinii publicznej po roku 2005. Według CBOS w roku 2006 zwolennicy zakazu aborcji po raz pierwszy osiągnęli przewagę nad zwolennikami jej legalizacji. Co mogło spowodować tę zmianę?

Zabójstwo małego człowieka

W 2005 roku strona pro-life rozpoczęła nową kampanię społeczną polegającą na pokazywaniu w miejscach publicznych wielkoformatowych zdjęć z aborcji, zestawionych z innymi formami ludobójstwa. Wystawa „Wybierz Życie” wywołała mocną reakcję. Oglądając zdjęcia, ludzie nie byli skłonni myśleć, że aborcja to „mniejsze zło”, ponieważ widzieli, że to zabójstwo małego człowieka.
Oddziaływanie wystawy skłoniło dziennikarzy do zainteresowania się sprawą. Media „głównego nurtu” ostro zaatakowały kampanię. Publiczne pokazywanie zdjęć z aborcji nazywały skandalem (choć drastyczne wizerunki w innym kontekście nie wzbudzały sprzeciwu) i nawoływały do zakazu wystaw. W ślad za atakami medialnymi poszły ataki prawne. Dziennikarze „Gazety Wyborczej” i posłowie lewicy oskarżali organizatorów wystawy o „wywoływanie zgorszenia w miejscu publicznym” i szkody wyrządzone dzieciom. Poszkodowanych dzieci nie udało się oskarżycielom znaleźć, a sądy, w ośmiu procesach, uznały, że wystawy są legalne.
Atakom medialnym i prawnym towarzyszyły akty wandalizmu skierowane przeciw ekspozycji. Policja i prokuratura wykazały się całkowitą nieudolnością w ściganiu sprawców, nawet wtedy, gdy łatwo było ich wskazać. Ataki okazały się jednak korzystne dla sprawy, ponieważ budziły zainteresowanie i w ten sposób zwiększały liczbę ludzi, do których docierała prawda o aborcji.
W ślad za kampaniami społecznymi poszły akcje ustawodawcze. W roku 2006 został zgłoszony projekt zapisania w konstytucji gwarancji dla życia ludzkiego od chwili poczęcia. Projekt wprawdzie nie uzyskał wymaganej większości, ale przez kilka miesięcy wpływał na debatę publiczną. Jeszcze żywszą dyskusje wywołał w 2011 roku projekt Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej całkowicie zakazujący aborcji. Początkowo projekt uchodził za pozbawiony szans, ale kiedy jednak się okazało, że swoimi podpisami wsparło go 600 tysięcy osób, sytuacja się zmieniła. W pierwszym czytaniu projekt uzyskał 254 głosy poparcia, przeciw – 151. W drugim czytaniu, po wprowadzeniu dyscypliny partyjnej w PO, zobowiązującej posłów do głosowania przeciw ochronie życia od poczęcia, projekt został odrzucony stosunkiem głosów 191:186.
Przed podjęciem inicjatywy wiele osób wyrażało obawy przed kontrakcją lewicy. I rzeczywiście ona nastąpiła. Klub SLD zgłosił projekt znoszący ograniczenia w dokonywaniu aborcji. W głosowaniu w Sejmie projekt uzyskał 31 głosów poparcia. Przeciw było 369 posłów. Aborcjoniści spróbowali podjąć społeczną inicjatywę ustawodawczą. Zebrali 30 tysięcy podpisów, trzy razy mniej niż wymagane minimum, 20 razy mniej niż obrońcy życia.

Obalić haniebne prawo

Badania opinii potwierdzają przygniatającą przewagę obrońców życia. Według badania CBOS z sierpnia 2013, 75 proc. Polaków potępia aborcję, a tylko 7 proc. skłonnych jest ją usprawiedliwić.
Patrząc na te dane i wskaźniki aktywności publicznej, można powiedzieć, że wojna o życie na poziomie świadomości społecznej została wygrana. Została wygrana dlatego, że otwarta debata służy sprawie życia. Im więcej Polacy wiedzą o aborcji, tym bardziej są jej przeciwni.
Pozostaje jeszcze sprawa przełożenia stanu świadomości społecznej na system prawny. Dla każdego człowieka używającego sumienia wydaje się być oczywiste, że prawo dopuszczające zabijanie ludzi dlatego, że są niepełnosprawni, jest nieludzkie. Sejm ma okazję to haniebne prawo obalić.
Parlamentarzyści powinni stanowić prawo dobre i sprawiedliwe. W sprawie zakazu aborcji mają za sobą zdecydowane wsparcie opinii publicznej. Wojna aborcyjna nam nie grozi z tego prostego powodu, że zwolenników aborcji „na życzenie” w społeczeństwie polskim prawie nie ma. Teza o „wojnie aborcyjnej” może się sprawdzić tylko wtedy, gdy większość posłów, pod wpływem lobby aborcyjnego, będzie głosowała wbrew wyraźnej woli społeczeństwa.
Popieranie prawa do zabijania niepełnosprawnych może jednak przyczynić się do klęski wyborczej. Grupa aktywistów pro-life jest na tyle liczna i dobrze zorganizowana, że może w sposób istotny wpłynąć na kampanię wyborczą. Zarówno sumienie, jak i kalkulacja przemawiają za poparciem prawa do narodzin dla niepełnosprawnych dzieci. Jak zagłosują posłowie, dowiemy się wkrótce.

Autor jest przedsiębiorcą i działaczem społecznym. Założyciel „Fundacji Pro – prawo do życia”, współorganizator wystawy „Wybierz Życie”
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA