fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Angela Merkel, kanclerz postdemokracji

Krzysztof Rak
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Polityka to sztuka dostrzeżenia i wykorzystywania okoliczności. Angela Merkel czyni to w mistrzowski sposób – pisze publicysta
Po trzecim z kolei zwycięstwie wyborczym Angela Merkel z pewnością przejdzie do historii. Zasłuży sobie na miano jednego z najskuteczniejszych polityków powojennych Niemiec i Europy. Obok Konrada Adenauera i Helmuta Kohla. Jakim cudem ta pozbawiona charyzmy, enerdowska szara myszka stała się najpotężniejszym politykiem Europy?

Płaszcz Pana Boga

W Polsce wielki rozgłos zdobyło wyjaśnienie wskazujące na jej rzekome związki z enerdowską policją polityczną. Działaniem omnipotentnych służb specjalnych można tłumaczyć wszystko. Ale nie ten przypadek. Po pierwsze, nie ma na to dowodów, czyli „papierów”. A po drugie, gdyby one były, to kariera Merkel zakończyłaby się, zanim by się zaczęła. W ostatnim rządzie enerdowskim, stworzonym przez opozycję, roiło się od agentów.
Zaraz po zjednoczeniu cały enerdowski aparat władzy został dogłębnie zlustrowany, a współpracownicy Stasi skończyli polityczne i administracyjne kariery. Merkel właśnie ją zaczynała. Objęła teki ministerialne w kolejnych rządach Kohla. I wreszcie moment kluczowy – polityczne ojcobójstwo. Merkel była tym politykiem CDU, który miał odwagę odsunąć od władzy Helmuta Kohla. Gdyby były jakiekolwiek dowody na jej agenturalną działalność, to Kohl posiadałby je i nie zawahał się wykorzystać do obrony lub zemsty.
Jak zatem tłumaczyć niewiarygodną karierę Merkel? Normalnie, umiejętnością dostosowania się do politycznej rzeczywistości, mistrzowskim wykorzystaniem nadarzających się okoliczności. Mylą się bowiem ci, którzy wierzą w inżynierię społeczną; w to, że wybitna jednostka lub np. omnipotentne służby są w stanie kształtować społeczeństwa niczym plastelinę. Polityka to sztuka dostrzeżenia i wykorzystywania okoliczności.
Demokracja przywódcza przekształca partię polityczną w wodzowską. Stąd tylko krok do sięgnięcia po rządzenie poza prawem
Geniusz nowożytnej polityki Otto von Bismarck twierdził, że mąż stanu to ktoś taki, kto słyszy kroki Boga idącego przez Historię i chwyta się jego płaszcza, gdy ten przechodzi obok. Skutecznym politykiem jest więc ten, kto rzeczywistość rozumie i potrafić działać zgodnie z jej prawami, a nie ten, kto chce ją na siłę zmieniać.
Merkel, podobnie zresztą jak Kohl, kieruje się tą zasadą i stąd jej sukcesy. Jest jednym z tych czynnych polityków europejskich, którzy najlepiej rozumieją mechanizmy działania postdemokratycznego państwa.

Rywalizacja na miny

Koncepcję postdemokracji najwnikliwiej opisał brytyjski socjolog i politolog Colin Crouch („Post-democracy” 2004). Przedstawił on krytyczną diagnozę stanu zachodnioeuropejskich instytucji ustrojowych. Zwrócił uwagę na fakt, że tracą one legitymizację społeczną, albowiem działają coraz bardziej w interesie prywatnych i partykularnych grup interesu, a nie w interesie dobra wspólnego. Większość obywateli ma coraz mniejszy wpływ na decyzje władzy. Dlatego też obserwujemy zniechęcenie społeczeństwa polityką objawiające się niską frekwencją wyborczą, brakiem zainteresowania partiami politycznymi i udziałem w organizacjach pozarządowych.
Teoretycy postdemokracji, najczęściej zorientowani lewicowo, przyczyn kryzysu doszukują się w ideologii „trzeciej drogi”. Jej twórcą był brytyjski socjolog Anthony Giddens. Pod jej sztandarami laburzyści z Tonym Blairem na czele powrócili do władzy w 1997 roku. Nawiązali do niej potem również socjaldemokraci niemieccy, a po wygranych wyborach ich przywódca kanclerz Gerhard Schröder razem z Blairem opublikował manifest socjalliberalizmu pt. „Trzecia droga”.
Ideologia „trzeciej drogi” wychodziła z podobnych założeń co Francis Fukuyama, który w 1989 roku ogłosił koniec historii w wyniku dziejowego tryumfu demoliberalizmu. Socjaldemokraci europejscy doszli do przekonania, że dla gospodarki neoliberalnej nie ma żadnej alternatywy. To ona w praktyce udowodniła swoją wyższość nad gospodarką sterowaną przez państwo. A skoro tak, to podział na tradycyjną lewicę i prawicę traci sens.
Socjaldemokracja, jeśli chce rządzić, musi zrobić zdecydowany krok w kierunku politycznego centrum, przyjąć najważniejsze dogmaty neoliberalizmu. Blair, a potem Schröder jako socjaliberałowie najpierw odnieśli spektakularne sukcesy, ale pogrążyli swoje partie w kryzysie trwającym po dzień dzisiejszy.
Rzekomo bezalternatywny neoliberalizm szybko ujawnił symptomy kryzysu demokracji. Jeśli, jak chciał Giddens, polityka jest „poza lewicą i prawicą”, nawiązując w ten sposób do Nietzscheańskiej rewolucji w moralności – „poza dobrem i złem”, to różnice pomiędzy partiami politycznymi przestają mieć znaczenie. W efekcie obywatele nie mogą wybierać pomiędzy alternatywnymi wizjami dobra wspólnego.
Pozostaje sama demokratyczna forma, ale już nie treść. Rzeczywiste decyzje podejmowane są poza istniejącymi instytucjami i procedurami. Innymi słowy, decyzje wyborców nie mają realnego wpływu na decyzje podejmowane przez postdemokratycznych polityków. Wyborcy bowiem nie wybierają pomiędzy różnymi programami, ale pomiędzy różnymi osobami. W ten sposób postdemokracja staje się demokracją przywódczą (leader democracy).
Węgierski politolog András Körösényi uważa, że „o polityce nie decydują polityczne preferencje elektoratu czy też interesy grup społecznych, ale aspiracje i ambicje polityków. Celem zaś polityków jest osiągnięcie i utrzymanie politycznego wsparcia, a nie doprowadzenie do konsensusu lub kompromisu”. Dla mechanizmu postdemokratycznego ważniejsi stają się zatem przywódcy, a nie potrzeby obywateli.
Personalizacja polityki sprowadza kampanię wyborczą do wojen wizerunkowych. Polityka redukuje się do Gombrowiczowskiej rywalizacji gąb na miny. Zwycięża ten, kto wykreował atrakcyjniejszy wizerunek. Atrakcyjność zaś zależy w pierwszej kolejności od pieniędzy zainwestowanych w reklamę. Efekt jest taki, że wygrywa ten, kto dysponuje większą kasą.
Obama został prezydentem nie dlatego, że wyróżniał się jakimiś szczególnymi kwalifikacjami politycznymi, ale dlatego że dysponował największymi funduszami. To prowadzi do wytworzenia szczególnej symbiozy pomiędzy klasą polityczna a światem biznesu. Polityką rządzą nie interesy poszczególnych grup społecznych, ale partykularnych lobby gospodarczych.

System M

Angela Merkel, utrzymując się u władzy osiem lat, udowodniła, że rozumie reguły postdemokracji. Interesującą analizę jej rządów przeprowadziła profesor Gertrud Höhler w książce „Matka chrzestna” („Die Patin”). Niemiecka kanclerz jest w niej oskarżana o zniszczenie systemu politycznego RFN.
To teza niesprawiedliwa. Höhler myli bowiem przyczyny ze skutkami. Albowiem to nie Merkel jest sprawcą całego zła, lecz rzeczywistość polityczna, w której przyszło jej działać. System M, czyli system Merkel, jest wytworem postdemokracji. Merkel należy się raczej miano chrześnicy aniżeli matki chrzestnej niemieckiej polityki.
Jednak poza tym diagnoza Höhler jest zgodna z najważniejszymi tezami socjologii postdemokracji, a być może nawet je wzbogaca.
System M charakteryzuje brak poważniejszych różnic pomiędzy partiami. Merkel, jak zauważa Höhler, podkradła istotne elementy programowe opozycji, SPD – płacę minimalną i politykę prorodzinną, a Zielonym – rezygnację z energetyki jądrowej. Dla przeciętnego wyborcy różnice są więc prawie niewidoczne. Trudno je było dostrzec, obserwując jedyną przedwyborczą debatę Merkel z jej najważniejszym konkurentem Peerem Steinbrückiem.
Charakterystycznemu dla postdemokracji zglajchszaltowaniu sceny politycznej sprzyjała osobowość Merkel. Höhler uważa, że kanclerz pozbawiona jest jakichkolwiek zasad (Bindunglosigkeit). Merkel jako polityka nie wiążą moralność, etyka, aksjologia, lojalność, hierarchia, prawo czy zwyczaj. Wychowała się i dojrzała w totalitarnej NRD, gdzie nihilizm był zasadą polityki.
Höhler oskarża niemiecką kanclerz o autokratyzm w rządzeniu. Przekonuje, że „polityka Merkel to nie polityka merytoryczna (Sachpolitik), ale polityka, której jedynym celem jest władza (Machtpolitik)”. Opisuje, jak krok po kroku niszczy ona swoich konkurentów w CDU. Eliminuje silnych i wywyższa słabych. Dlatego dziś otoczona jest miernotami. Swoją władzę rozciąga poza CDU, ponieważ rządzi ponadpartyjnie. Sprzyja jej kryzys. Najważniejsze decyzje przedstawia jako bezalternatywne i żąda poparcia dla nich od innych partii i z reguły je otrzymuje. W ten sposób panuje nad niemieckim systemem partyjnym.
Kolejnym etapem na jej drodze jest Europa. Na poziomie europejskim brak zasad okazuje się niezwykle przydatny. Europejski Mechanizm Stabilizacyjny (EMS) i pakt fiskalny, które pozwolą Niemcom kontrolować politykę budżetową innych państw członkowskich, są przecież sprzeczne z traktatami europejskimi. W ten sposób, łamiąc prawo, Merkel staje się niekwestionowaną „królową Europy”.
Prawdziwą pasją Merkel jest, według Höhler, władza. Władza nieograniczona we własnej partii, w Niemczech, a wreszcie w Europie.

Zagrożenie autokracją

Nietrudno zauważyć, że brak zasad i pęd do władzy są cechami wymaganymi od skutecznego polityka postdemokratycznego. Brak zasad pozwala na elastyczną komunikację z wyborcą. Można mu wszystko obiecać i potem z wszystkiego się wycofać. Gdy zanikają programy i nie liczy się dobro wspólne, to tym, co pozostaje, jest władza. Jest ona jedynym przedmiotem rywalizacji politycznej, w której zwycięża ten, kogo nic nie wiąże i nie ogranicza. Prymitywny makiawelizm daje niezwykłą skuteczność postdemokratycznemu politykowi.
Casus Angeli Merkel ujawnia jedno z podstawowych zagrożeń postdemokracji. Nadmierną personalizację władzy; to, że jej rzeczywistym nośnikiem przestaje być instytucja prawna, a osoba przywódcy. Demokracja przywódcza przekształca partię polityczną w partię wodzowską. Partie nie reprezentują bowiem alternatywnych programów, ale osoby wodzów.
Stąd tylko krok do sięgnięcia po stan wyjątkowy, czyli rządzenie poza prawem. Władza odebrana większości skupiona zostaje w rękach nielicznych, których kontrola przez obywateli jest w gruncie rzeczy iluzoryczna. Postdemokracja niesie zatem zagrożenie autokracją. To najważniejsza lekcja systemu M.
Autor jest historykiem filozofii. Jako ekspert w dziedzinie stosunków międzynarodowych pracował w Kancelarii Prezydenta, Ministerstwie Spraw Zagranicznych oraz Kancelarii Prezesa Rady Ministrów
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA