fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Ławnicy - niechciani społeczni sędziowie

Sędzia Marek Celej
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Czy ławnicy to tylko sądowy relikt, czy ważnainstytucja społeczeństwa obywatelskiego? Jaksprawić, by współpraca z nimi była dla sędziegowsparciem, a nie stratą czasu? – rozmawiamy o tymz sędzią Markiem Celejem, dyrektorem w BiurzeKrajowej Rady Sądownictwa.
Napisał pan niedawno, że polskie sądownictwo z ławnikami jest lepszym rozwiązaniem dla wymiaru sprawiedliwości niż anglosaska ława przysięgłych. To raczej nietypowy pogląd wśród sędziów?
Marek Celej: Może i nietypowy, ale podtrzymuję go. Przekonał mnie do niego amerykański sędzia, profesor prawa, który wizytował warszawski Sąd Okręgowy i obserwował proces karny z udziałem ławników. Ocenił, że wielką korzyścią dla sędziego i dla rozstrzyganej przez niego sprawy jest możliwość dyskutowania z ławnikami o winie i karze. Sędzia anglosaski może jedynie pouczać ławę o zebranych dowodach i nie ma żadnego wpływu na jej werdykt o winie oskarżonego. Ława z kolei nie ma nic do powiedzenia w sprawie wysokości kary. Profesor ostudził wtedy (a było to kilkanaście lat temu) naszą krytykę instytucji ławnika i stwierdził, że on takiej możliwości współpracy z ławnikami i uzyskania ich wsparcia może tylko pozazdrościć.
Czy sędziom takie wsparcie jest w ogóle potrzebne? Uważam, że tak. Tylko inaczej trzeba by je zorganizować. Przede wszystkim błędem było moim zdaniem wycofanie ławników z sądów rejonowych, bo to głównie tam potrzebne jest ich doświadczenie życiowe i wsparcie dla młodych sędziów. Do sądów rejonowych przychodzą młodzi ludzie – od 29. roku życia – i orzekają często w bardzo trudnych sprawach, czasem dotyczących realiów, które nie mogą być im znane. Jeśli w takich okolicznościach ma się obok siebie dwie poważne osoby, łatwiej podjąć trudne decyzje. To ładnie brzmi, ale rozmija się z rzeczywistością. Większość sędziów uważa, że instytucja ławnika jest fasadowa i w istocie zbędna. Nazywają ich paprotkami albo jeszcze gorzej. To prawda, większość sędziów nie chce ławników. I to jest praprzyczyna niekorzystnych sondaży i krytycznych opinii na ich temat. W ślad za tym idą zmiany przepisów ograniczające zakres działania ławników, zmniejszające ich diety (obecnie 53 zł za całodniowe posiedzenie), zwiększające wymagania i warunki stawiane kandydatom. Skąd ta sędziowska niechęć do ławników? Stąd, że ławnicy nie są profesjonalistami, a ich aktywność na rozprawach oznacza stratę czasu, którego i tak zawsze jest za mało. Bo bywają nieprzygotowani i wtrącają się w koncepcję rozprawy wypracowaną przez sędziego, bo ich pytania nie zawsze sformułowane są z sensem. Aby to wszystko zminimalizować, traktuje się ławników trochę jak zło konieczne i zniechęca do aktywności. Widzę jednak, że ta sytuacja się zmienia. Zmienia się w sądach myślenie na temat ławników. Prezesi i sędziowie zdali sobie sprawę, że w grupę społecznych sędziów trzeba zainwestować – szkolić ich w zakresie uprawnień i obowiązków na sali rozpraw, przygotowywania się do rozprawy itp. Pewien sąd zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego przepis o wyborze ławników przez rady gmin. Jego zdaniem prowadzi on do ingerencji władzy wykonawczej w sądowniczą i do decydowania przez samorząd terytorialny o obsadzie składów orzekających. To raczej cień ingerencji niż prawdziwa ingerencja. Ustawodawca to dopuszcza. Tu uznał, że najsłuszniejsze jest wybieranie społecznych sędziów przez rady gmin, ponieważ są to kolegialne organy stanowiące i kontrolne gminy. Można oczywiście dyskutować, czy np. nie byłoby bardziej celowe, aby rady gmin jedynie proponowały kandydatów, a wyboru dokonywały sądy. Wtedy nie byłoby problemu, że to nie sądy obsadzają składy orzekające z udziałem ławników. Skoro jednak wszyscy tylko udają, że ławnicy są potrzebni, może należałoby zlikwidować tę instytucję? Ławnicy mają umocowanie konstytucyjne. Konstytucję można zmienić. I wylać dziecko z kąpielą? Społeczny sędzia ma wielowiekowe tradycje. Już przed wiekami społeczeństwa doceniały trybunów ludowych i przedstawicieli miejscowej społeczności w sądach królewskich. Wtedy widziano potrzebę ich udziału w wymierzaniu sprawiedliwości, a nam to nie jest potrzebne? Bo co? Boimy się społecznej kontroli? Nie sztuka wyprowadzić ławników z wymiaru sprawiedliwości, sztuka jak najlepiej ich wykorzystać i wprowadzić prawidłowe relacje między nimi a sędziami zawodowymi. Powiem więcej: nie powinno się bardziej ograniczać i tak już okrojonych kompetencji ławniczych, bo przyniosłoby to szkodę sądownictwu. Zresztą można się zastanawiać, czy ograniczenia, które wprowadzono, nie naruszają konstytucji. Większość spraw karnych rozpatrują sądy rejonowe. Czy fakt, że dzieje się to bez udziału społecznych sędziów, na pewno nie narusza konstytucyjnych standardów? Ktoś w końcu może zadać to pytanie Trybunałowi Konstytucyjnemu. Ponad 20 lat sądzi pan razem z ławnikami. Wie pan, dlaczego te relacje nie mogą być prawidłowe? Mogą być prawidłowe. Ale znam sądowe realia i wiem, że najczęściej nie są. Jak powinna wyglądać rozprawa z udziałem ławników? Większość ławników nie chce zadawać pytań na rozprawach. Nie ma w tym nic złego. Ważne, by wykazali aktywność w toku końcowych narad sędziowskich. Na naradzie zaś zawodowy sędzia powinien im podać wszystkie fakty, omówić dowody, przedstawić swoją ocenę sprawy i przystąpić do głosowania nad winą i karą. Taka narada jest najlepszą okazją do wciągnięcia ławników w tok prawniczego myślenia. Sędzia nie może uciekać od dyskusji z nimi, bo sam dużo traci: rezygnuje z poznania odmiennego zdania, innego niż jego własny punkt widzenia, i świeżych argumentów. Jeśli ławnicy nie zgadzają się z oceną sędziego zawodowego, mają prawo złożyć votum separatum, a nawet przegłosować je. Moim zdaniem wystarczyłaby krótka odprawa przed rozprawą i po rozprawie, która zmusiłaby obie strony do aktywności i wzajemnego poznawania się. Taki tryb współpracy możliwy jest w sądzie karnym, gdzie we wszystkich rozprawach uczestniczy ten sam skład orzekający. W sądzie pracy czy rodzinnym ławnika powołuje się tylko na jedną rozprawę. Kiedy więc przychodzi mu podpisać wyrok, nie zna sprawy na tyle gruntownie, by dyskutować z sędzią o orzeczeniu. Wtedy faktycznie jest tylko dekoracją. I to jest kolejny problem. Przydatność tak usytuowanego ławnika jest dla wymiaru sprawiedliwości problematyczna. A przy okazji marnuje się społeczną energię i zaangażowanie. Ale jakie jest rozwiązanie? Można najwyżej zrezygnować z ławników w sądach pracy i pozostawić ich tylko w karnych. Czy nie byłaby to szkoda społeczna? Byłaby, bo ten „głos ludu” potrzebny jest szczególnie w sprawach społecznych – w sporach z pracodawcą, o zwolnienia z pracy, odszkodowania, rekompensaty. Nie wiem, jak należałoby rozwiązać ten dylemat. Nie mam na to recepty. Ale wiem, że rozwiązać go trzeba. Mówił mi niedawno sędzia z sądu rejonowego, że bardzo by mu się przydał w sprawie gospodarczej ławnik ekonomista czy księgowy. Ktoś, kto zna terminologię i tajniki takich spraw, wie czego i w jakich dokumentach szukać. Ja go rozumiem – żaden sędzia nie zna się na wszystkim. Im bardziej złożona sprawa, tym bardziej potrzebna pomoc fachowców spoza prawa. A myśmy ławników z sądów rejonowych wyprowadzili. Także tych, którzy tę wiedzę mieli. Pewien młody sędzia powiedział o ławnikach, że to taka pozostałość z lat 50., czyli z czasów komuny. Co pan na to? To nieporozumienie. Już po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. w sądownictwie II Rzeczypospolitej powstały zalążki ławy przysięgłych. Po wojnie zamieniono ławę przysięgłych na instytucję ławnika, która ma, jak już powiedzieliśmy, istotne zalety. Udział czynnika społecznego w wymiarze sprawiedliwości uznawany jest za standard w demokratycznym państwie. Z jednej strony sądy tolerują ławników, bo nie chcą, ale muszą (konstytucja!). Z drugiej – państwo dotrzymuje demokratycznych standardów i dopuszcza społeczeństwo obywatelskie do sprawowania wymiaru sprawiedliwości, ale równocześnie maksymalnie ławnika marginalizuje. Społeczeństwo obywatelskie to nie są puste słowa. Odkąd odzyskaliśmy wszystkie prawa, gwarancje, suwerenność, obywatel ma prawo uczestniczyć w sprawowaniu nie tylko władzy ustawodawczej przez swoich przedstawicieli w parlamencie, ale także sądowniczej. Emanacją społeczeństwa obywatelskiego w sprawowaniu trzeciej władzy są właśnie ławnicy. Uważam, że niektóre przepisy o ławnikach są złe i trzeba je poprawić, choćby tworząc regulacje dotyczące przygotowania do rozpraw i zasad współpracy z sędzią zawodowym. Może faktycznie w ograniczaniu roli ławnika poszliśmy za daleko. Doszło nawet do tego, że na zakończenie kadencji nie ma kto powiedzieć mu „dzięki za cztery lata niedocenianej społecznej pracy”. Upieram się jednak, że większość problemów, o których mówiliśmy, można rozwiązać w samych sądach. W ostatecznym rachunku decyduje bowiem kultura stosunków międzyludzkich. Ławnicy to jednak część wymiaru sprawiedliwości. Czy Krajowa Rada Sądownictwa czuje się za nich odpowiedzialna? Do tej pory KRS właściwie nie miała podstaw, aby poczuwać się do odpowiedzialności za tę grupę. Zmiana naszej ustawy daje pewne możliwości inicjowania działań wykraczających poza problematykę niezawisłości sędziowskiej. Wobec licznych wystąpień rad ławniczych z całego kraju, które krytycznie oceniają zmiany w przepisach ich dotyczących, jako szef Wydziału Prawnego Biura KRS zamierzam przygotować dokument, który umożliwi radzie zasygnalizowanie problemów ławniczych ministrowi sprawiedliwości.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA