Jest to jedyna znana kopalnia szmaragdów użytkowana przez cesarstwo rzymskie. Znajdowała się w Sikait na tzw. Pustyni Wschodniej, w wyschniętym korycie rzecznym. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą sprzed ok. 2000 lat. Pracami, nad którymi pieczę sprawuje misja Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej Uniwersytetu Warszawskiego, kieruje prof. Steven Sidebotham z amerykańskiego Uniwersytetu Delaware.

Osada rozciąga się wzdłuż linii studni, które funkcjonowały wzdłuż tzw. wadi, czyli wyschniętego koryta. Zachowały się tam pozostałości kamiennych domów mieszkalnych. Sama kopalnia składała się z setek bardzo wąskich poziomych szybów zagłębiających się w zbocze, podążających za geologiczną warstwą zawierającą szlachetne kamienie. Każdy szyb ma średnicę zaledwie ok. metra, a jego głębokość sięga kilkudziesięciu metrów. W szybie mógł pracować na leżąco tylko jeden człowiek.

Badacze zlokalizowali 12 kurhanów wznoszonych na planie koła, o średnicy 2 metrów. Ze względu na zniszczenia trudno już teraz ustalić pierwotną wysokość tych obiektów, dziś nie przekracza ona pół metra.

Niestety, obrabowano je już w zamierzchłej przeszłości, prawdopodobnie wiele razy. Rozkopując kurhany, rabusie wyrzucali na hałdy przepalone ludzkie kości i różne bezwartościowe dla nich dary grobowe, takie jak gliniane naczynia, szklane flakony na pachnidła, ozdoby z muszli.

Uwagę badaczy zwrócił fakt, że zmarłych palono wraz z szatami i ozdobami, żelaznymi agrafami i szpilami.

– W starożytnym Egipcie przykładano przecież szczególną wagę do zachowania ciała, mumifikowano je. Być może mamy tu do czynienia z pochówkami elitarnymi, w których grzebano osoby nadzorujące pracę w kopalni – wyjaśnia archeolog Piotr Osypiński uczestniczący w badaniach.