fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Coraz więcej fałszywych informacji o cholesterolu

Adobe Stock
Doniesienia, że wysoki cholesterol nie jest przyczyną miażdżycy oraz że łykając suplementy diety, można bezkarnie zajadać się boczkiem są nieprawdziwe, a ich rozpowszechnianie jest niebezpieczne dla zdrowia – alarmują kardiolodzy.

W mediach elektronicznych i tradycyjnych, w filmach paradokumentalnych, w reklamach pojawia się coraz więcej błędnych informacji dotyczących zapobiegania chorobom sercowo-naczyniowym i ich leczenia. Zdaniem ekspertów zagrażają one zdrowiu milionów polskich pacjentów już zmagających się z chorobami powodowanymi przez miażdżycę lub zagrożonych ich rozwojem.

– Ten trend narasta i będzie miał coraz dotkliwsze konsekwencje zdrowotne dla nas wszystkich. Może przekonać część pacjentów do przerwania lub niepodejmowania leczenia. Skutkiem takiej decyzji może być przedwczesny zawał serca lub udar mózgu – ostrzega prof. Piotr Jankowski, sekretarz Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Przykładem mogą być publikacje, które podważają rolę cholesterolu w rozwoju miażdżycy. Ich autorzy lansują tezę, że jedzenie posiłków z dużą ilością cholesterolu i tłuszczów zwierzęcych, np. boczku, nie ma wpływu na jego większy poziom we krwi. Ich zdaniem dzieje się tak, bo to wątroba produkuje cholesterol i dostosowuje jego ilość do potrzeb organizmu.

– To manipulacja. Cholesterol ma dwa źródła: jednym jest pożywienie, drugim – rzeczywiście wątroba, która produkuje cholesterol (w nieczęstych, genetycznie uwarunkowanych chorobach w bardzo dużej ilości). Ale nie jest prawdą, że spożycie tłuszczów zwierzęcych nie przekłada się na stężenie cholesterolu we krwi i ryzyko występowania chorób układu krążenia – wyjaśnia prof. Jankowski.

– Kilka dni temu w czasie kongresu Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego ogłoszono wyniki badania, które wskazują, że wzrost spożycia cholesterolu o 300 mg na dobę wiąże się ze zwiększeniem ryzyka występowania zawału serca i udaru mózgu o 17 proc., a zgonu o 18 proc. – dodaje.

Czytaj też: 5 rad, jak obniżyć ryzyko udaru nawet o 50 procent.

Drugim źródłem szkodliwych informacji są według ekspertów reklamy suplementów diety, które sugerują, że ich stosowanie zwalnia z przestrzegania zasad zdrowego odżywiania, regularnej aktywności fizycznej czy wykonywania badań profilaktycznych.

W ostatnich dniach spot reklamowy, w którym sugeruje się, że wystarczy łyknąć tabletkę na wątrobę, by spokojnie posilać się boczkiem, uznany został przez Radę Etyki Mediów za nieetyczny i wprowadzający w błąd. – W wielu krajach, np. w Stanach Zjednoczonych, takie reklamy są nie do pomyślenia. Jeśli wskazuje się w nich korzyści zdrowotne suplementu, które nie są udowodnione w badaniach naukowych, to producent narażony jest na pozwy zbiorowe, przegraną w sądzie i olbrzymie kary – podkreśla sekretarz PTK.

Dlaczego błędne informacje o cholesterolu są tak chętnie podchwytywane?

 – Stoją za tym podobne mechanizmy psychologiczne jak te, które stanowią o popularności ruchów antyszczepionkowych. Podobne są też argumenty, np. spisek firm farmaceutycznych – zauważa prof. Jankowski. Ekspert podkreśla, że najwyższy czas, by przykładać większą wagę do edukacji społeczeństwa, zadbać o zmianę przekazu, jaki dociera do opinii publicznej, eliminować reklamy, które wprowadzają w błąd. Dalsza mała aktywność w tym zakresie grozi epidemią zawałów serca, niewydolności serca i udarów mózgu.

Czytaj też: Przeciwnicy statyn jak antyszczepionkowcy?

Polskie Towarzystwo Kardiologiczne jeszcze w lutym zwróciło się do instytucji publicznych działających na rzecz ochrony zdrowia z apelem

o podjęcie działań przeciwko rozpowszechnianiu błędnych informacji dotyczących zdrowia i leczenia chorób sercowo-naczyniowych. W ubiegłym tygodniu przewodniczący zespołów parlamentarnych zajmujących się zdrowiem podpisali deklarację poparcia dla inicjatywy PTK.

– Cieszymy się, że parlamentarzyści z różnych ugrupowań zgadzają się z naszymi postulatami. To daje nadzieję, że problemy ochrony zdrowia mogą być wyjęte z bieżącego sporu politycznego. Są więc szanse na zbudowanie strategii rozwiązywania problemów zdrowotnych społeczeństwaw perspektywie 10 czy nawet 20 lat – podsumowuje prof. Jankowski.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA