fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zadania

Gospodarka komunalna: rząd chce zezwolić gminom na dopłacanie do opłat za śmieci

Fotorzepa, Robert Gardziński
Za wywóz i składowanie odpadów płacimy coraz więcej. Bo rosną koszty, ale też zmienia się prawo.

Opłaty za śmieci szybują w górę. Więcej za wywóz odpadów płacą już mieszkańcy Radzymina, Ząbek, Łodzi czy Koszalina. Rząd chce ratować sytuację i zezwolić na dopłacanie gminom do opłat za śmieci.

Czytaj także: Drakońska podwyżka opłat za niesegregowane śmieci - projekt ustawy o odpadach

Drożej i drożej

Od 1 stycznia 2019 r. dwa razy więcej za wywóz śmieci płacą w Łodzi. Teraz za wywóz odpadów segregowanych łodzianin zapłaci 13 zł, a jeżeli śmieci nie segreguje – 22 zł od osoby. Wcześniej za odbiór segregowanych odpadów płacił 7 zł miesięcznie od osoby, a za śmieci niesegregowane 12 zł.

Podwyżki dostali też mieszkańcy podwarszawskiego Radzymina. Teraz płacą za śmieci segregowane 14 zł i za niesegregowane 28 zł. Wcześniej 10 i 14 zł. To nie koniec podwyżek w tym mieście. Będą kolejne.

– Wkrótce rozstrzygniemy przetarg na odbiór śmieci od 1 kwietnia. W innych gminach stawki wzrosły średnio o 35 proc. Sądzę, że tak pewnie będzie i u nas – mówi Krzysztof Chaciński, burmistrz Radzymina. A to niejedyny problem, z którym musi się zmierzyć.

– Firma, która miała odbierać śmieci do kwietnia, wypowiedziała umowę od 1 lutego. Tłumaczy, że kontrakt stał się dla niej nierentowny. Udało się dojść z nią do porozumienia dzięki temu, że podnieśliśmy jej kontrakt o 35 proc. – mówi burmistrz Chaciński.

Od 1 marca opłaty wzrosną też w podwarszawskich Ząbkach. Miesięczna stawka za selektywną zbiórkę wyniesie 68 zł (dzisiejsza to 26 zł) od jednego gospodarstwa domowego, a za odpady niesegregowane 136 zł (wcześniej 52 zł).

– To dużo. Nie rozumiem, co się stało, że aż tak trzeba było wywindować stawki – mówi nam oburzony Michał B., mieszkaniec Ząbek.

Dlaczego zatem opłaty za śmieci tak rosną?

Dyktat firm i zmiany przepisów

– Powodów jest wiele – ocenia prawnik Maciej Kiełbus, wspólnik w Kancelarii Prawnej Dr Krystian Ziemski & Partners w Poznaniu.

– Wiele gmin ma zawarte wieloletnie kontrakty. Nikt nie był w stanie przewidzieć przed trzema, czterema laty, że zmieni się sytuacja na rynku. Tymczasem tak się stało, koszty drastycznie wzrosły. Firmom nie opłacają się już wieloletnie kontrakty. Wolą je wypowiadać albo renegocjować, żądając więcej pieniędzy za swoje usługi – tłumaczy.

Nie wszyscy tak uważają.

– To prawda, koszty wzrosły, ale nie do tego stopnia, by teraz firmy odbierające odpady tak windowały stawki. Postępują tak, bo zmonopolizowały rynek, w efekcie dyktują ceny gminom – uważa Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.

W kraju brakuje również instalacji do przetwarzania surowców. Pod wpływem Ministerstwa Środowiska zarządy województw, a później sejmiki, przyjęły niekorzystne plany, które powodują, że w praktyce nie ma jak prawidłowo zagospodarować odpadów.

Okazuje się, że dużym problemem jest również brak stabilności prawa.

– Ciągle jest zmieniane. Nie wiadomo, jakie przepisy będą obowiązywać za kilka lat. Przedsiębiorcy zabezpieczają się przed ryzykiem i żądają wyższych stawek. Gminy ratują się i ogłaszają przetargi na coraz krótsze okresy. Dzięki temu stawki są nieco niższe, bo łatwiej przewidzieć, co się wydarzy w ciągu roku aniżeli przez dwa–trzy lata. Gminy nie mają jednak żadnej gwarancji, co będzie za rok, kiedy będą musiały ogłosić kolejny przetarg – twierdzi mec. Kiełbus.

Miasta nam dopłacą

Obecnie Ministerstwo Środowiska pracuje nad nowelą ustawy o porządku i czystości w gminach. W ostatniej jej wersji proponuje, by gminy mogły dopłacać mieszkańcom do opłat za śmieci.

Dziś system gospodarki odpadami komunalnymi sam się bilansuje. Nie może być więc deficytowy ani generować dodatkowych dochodów przeznaczanych na cele niezwiązane z gospodarką odpadami komunalnymi.

Pomysł dopłat jest mocno krytykowany.

– To zła propozycja. Ministerstwo chce usankcjonować dzisiejszą nielegalną praktykę. Zdarza się, że radni pod naciskiem mieszkańców i z pobudek czysto politycznych podejmują uchwałę z zaniżonymi stawkami. A potem wójt, burmistrz czy prezydent miasta musi się martwić, gdzie znaleźć pieniądze. Regionalne izby obrachunkowe przymykają na to oko, choć jest to naruszenie prawa – dodaje mec. Kiełbus.

Podobnego zdania jest Marek Wójcik.

– Dopłacanie do stawek oznacza, że pochwalamy poczynania firm, które dziś monopolizują rynek. Poza tym budżet gminy nie jest z gumy. Jeżeli dołoży się do śmieci, to kosztem innych zadań, na nie już nie starczy środków – tłumaczy.

Według Wójcika drożyźnie można zapobiec m.in. poprzez reaktywację komunalnych przedsiębiorstw odbierających śmieci.

– Wówczas skończy się sztuczne windowanie cen i mieszkańcy zapłacą mniej – uważa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA