fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Problemem nie jest wirus, lecz nieprzewidywalność przepisów

Fotorzepa, Robert Gardziński
Dużym ciosem dla branży było wprowadzenie ograniczenia dla Hiszpanii. Teraz lecimy na jałowych obrotach silnika – mówi Grzegorz Polaniecki, dyrektor generalny Enter Air, polskiego przewoźnika czarterowego.

Czy w związku z przesunięciem i zarazem zwiększeniem zamówienia z czterech na sześć Boeingów 737 MAX flota Enter Air przez kolejne 2,5 roku nie ulegnie zmianie?

Trudno powiedzieć. Najważniejsze w sprawie zamówienia na nowe samoloty było dla nas to, aby dokonać przesunięcia dostawy, ponieważ obecnie nie ma potrzeby zwiększania floty samolotów o nowe samoloty ze względu na niepewność na rynku. Brak zmian w kontrakcie sprawiłby, że musielibyśmy dokonać już teraz przedpłat, a także musielibyśmy znaleźć pieniądze na wkład własny oraz znaleźć inwestora, który sfinansowałby zakup tych samolotów. W tej chwili warunki, jakie panują na rynku, są całkowicie nieopłacalne.

Łatwo było dojść do porozumienia z Boeingiem, również w kwestii odszkodowania?

Było dosyć prosto, współpracujemy z Boeingiem od około 30 lat i jesteśmy dla siebie partnerami, mamy wspólne interesy. Negocjacje trwały dość długo, bo około dwóch miesięcy, ale tylko dlatego, że trzeba było zastosować odpowiednie procedury. Ogółem jednak sposób, w jaki podeszliśmy do negocjacji, był dobrze przyjęty przez Boeinga. Nie chcieliśmy iść drogą sądową i wymuszać w ten sposób zwrotu utraconych korzyści czy strat moralnych, tylko podeszliśmy do sprawy bardzo praktycznie i przedstawiliśmy wiarygodne dowody na to, jakie straty ponieśliśmy. Boeing zaproponował nam formę akceptowalną również dla nich, by wynagrodzić nasze straty. Obie strony tego biznesu są dziś w kryzysie, więc warunki musiały być dla obu stron łatwe do zaakceptowania.

Czy informacje o tych warunkach pojawią się w raportach finansowych?

Mamy ścisłą klauzulę poufności i poza dotychczas przekazanymi informacjami nie możemy nic więcej powiedzieć o szczegółach porozumienia.

Jak wyglądają ostatnie tygodnie pod względem realizacji połączeń?

Nasz model biznesowy został zaprojektowany tak, abyśmy byli zdolni dopasowywać się do sezonowości, zmienności rynku. Gdy rozpoczynaliśmy działalność tylko na rynku polskim, latem wykonywaliśmy około 80 proc. lotów, a zimą pozostałe 20 proc. i do takich standardów dopasowywaliśmy nasz biznes. Teraz wygląda to po prostu tak, jakbyśmy mieli przedłużony sezon zimowy, czyli wolumeny są takie jak zazwyczaj w tym dość mizernym okresie. Jesteśmy w stanie się do tego dopasować, choć oczywiście co lato wierzymy, że będzie to dla nas okres żniw. Teraz lecimy na jałowych obrotach silnika.

Touroperatorzy sygnalizowali niedawno, że bardzo udana w branży turystycznej może być jesień. Czy to się sprawdza?

Mówiąc szczerze, dużym ciosem dla branży było wprowadzenie ograniczenia dla Hiszpani. To nie tyle zaburzyło nam pracę, lecz pokazało klientom, że nadal jest absolutna nieprzewidywalność. Klienci w tej chwili kupują wakacje na kilka dni przed wylotem, nie robią dalekich planów i siłą rzeczy boją się nieprzewidywalności, wybuchu paniki, zamknięcia granic i trudności z powrotem z wakacji. Rozmawialiśmy już z przedstawicielami rządu i mamy nadzieję, że to zostanie ustabilizowane. Chodzi tylko o to, by nie tworzyć cały czas atmosfery paniki, żeby rząd pokazał, że po sześciu miesiącach panuje nad sytuacją. Po pół roku wszyscy powinni już mieć odpowiednie procedury, a kraj być przygotowany do tego, co się może stać i ewentualnej drugiej fali zachorowań. Liczym y, że w przyszłości tak będzie.

Czy zarząd rozważa emisję akcji bądź obligacji, aby pozyskać kapitał np. na przejęcia?

W tej chwili nie potrzebujemy kapitału. Jeśli pojawiłyby się jakieś ciekawe pomysły na akwizycje, to raczej szukalibyśmy finansowania dłużnego niż od inwestorów. Pozyskiwanie pieniędzy od inwestorów na akwizycje w naszym biznesie się nie sprawdza, bo bardzo liczy się dyskrecja przy takich transakcjach.

Czy macie coś na oku?

Cały czas mamy oczy i uszy otwarte. Po upadku Thomasa Cooka było kilka ciekawych możliwości, ale w tej chwili trudno jest ocenić sytuację firm z branży. Dla części ciosem było bankructwo Thomasa Cooka upadku spółki, a dla wszystkich sytuacja związana z pandemią. Nie chcemy się pakować w kłopoty po przejęciu, ale cały czas monitorujemy rynek. Teraz jednak ryzyko dla tego typu posunięć mocno wzrosło.

Jak sobie radzi przejęta przez Enter Air w ubiegłym roku szwajcarska spółka Chair Airlines?

Również wykonuje loty, ale w związku z ograniczeniami ze względu na koronawirusa także działa na pół gwizdka, na około 30 proc. możliwości. Sytuacja tam jest o tyle prostsza, że rząd szwajcarski nie wykonuje panicznych ruchów, więc rynek jest bardziej ustabilizowany. Nie było jednak i tam prawdziwych wakacji w tym roku.

Zazwyczaj jesienią Enter Air aktualizował umowy z touroperatorami. Teraz będzie podobnie?

Rzeczywiście, zwykle takie komunikaty pojawiały się w IV kwartale, ale w tej chwili nie spodziewamy się, że będziemy szybko zawierać nowe kontrakty. Podobnie jak turyści chcemy mieć pewność, że w przyszłości nie będzie już takiego ryzyka związanego z wyjazdami. I nie chodzi wcale o ryzyko związane z samym wirusem, bo ludzie jeżdżą do krajów, gdzie zachorowań jest kilkadziesiąt razy mniej niż w Polsce, lecz o nieprzewidywalność przepisów i działań rządu.

CV

Grzegorz Polaniecki od powstania Enter Air jest członkiem zarządu i dyrektorem generalnym przewoźnika. Wcześniej był m.in. członkiem zarządu Centralwings, doradcą zarządu PLL LOT czy doradcą z zakresu lotnictwa w brytyjskim Gryphon Investment Bank. Enter Air w 2015 r. zadebiutowało na GPW. W lutym tego roku akcje ustanowiły rekord wyceny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA