fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Prof. Tomasz Grzegorz Grosse: Paryż sobie nie poradzi bez wsparcia

AFP
Francja weszła w pandemię jako kraj z północy Europy, a może z niej wyjść już jako kraj z południa kontynentu – mówi prof. Tomasz Grzegorz Grosse, europeista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Tylko 20 proc. Francuzów uważa, że UE stanęła na wysokości zadania w czasie pandemii. Skąd taka doza sceptycyzmu?

We Francji od dłuższego czasu pojawiają się sondaże, które wskazują na niski poziom poparcia oraz zaufania do Unii. Widać to w badaniu Pew Research Center, jak również tych realizowanych dla Komisji Europejskiej. Zaufanie do Unii Europejskiej w krajach Europy Południowej i Zachodniej w ogóle maleje. Jednocześnie te same sondaże pokazują bardzo duże zniechęcenie wobec funkcjonowania demokracji. Na tym tle większość krajów naszego regionu, w tym Polska, ma dużo bardziej optymistyczne podejście do integracji europejskiej. Ten trend pojawił się przed koronawirusem. Z sondaży włoskich i francuskich widać, że w czasie pandemii poziom zaufania do Unii osłabł jeszcze bardziej, zaś zaufanie do rządu i prezydenta, np. we Francji, jest wyższe niż było tuż przed pandemią. Jest to naturalne zjawisko, bo w sytuacji wyjątkowej, z jaką mamy do czynienia, społeczeństwa gromadzą się przy rządzie i oczekują od niego twardej, zdecydowanej postawy. Chcą czuć, że państwo się nimi zainteresuje.

Czy zniechęcenie do Unii wzrośnie jeszcze bardziej, gdy nadejdzie kryzys gospodarczy?

W pierwszej fazie pandemii ludzie mobilizują się przy swoim rządzie w odruchu samoobrony. W długim okresie może nastąpić odwrót od niego. Poparcie dla władz narodowych może więc słabnąć, ale dla Unii Europejskiej zapewne nie wzrośnie. Wiele zależy od sposobu reakcji Unii na kryzys, ale zakładam, że pogłębi się trend spadkowy zaufania do integracji. Przecież 70 proc. Włochów w niedawnym sondażu dla „Il Giornale” wskazywało, że nie ma zaufania do UE, tyle samo stwierdziło, że „Niemcy duszą Italię”. Na razie negatywne zdanie o solidarności europejskiej jeszcze nie przekłada się na chęć wyjścia ze strefy euro czy wspólnoty. W tych samych sondażach większość była temu przeciwna. Zobaczymy, co będzie w drugiej fazie kryzysu.

Czy negocjacje w sprawie wsparcia finansowego nie pogorszą nastrojów?

Francja, która domaga się wspólnego długu, jeszcze przed pandemią prowadziła politykę gruntownej reformy Unii Europejskiej. Na początku kryzysu postanowiła wykorzystać okazję do ich wprowadzenia w życie. Francuzi dążą do tego, by Unia nie była dla nich kosztem, ale żeby ich wzmacniała. Stąd m.in. starała się ograniczyć konkurencyjność państw Europy Środkowej na rynku wewnętrznym, a także dążyła do transferów w strefie euro. Bez przebudowy tej strefy Niemcy mogą być coraz bogatsze, a Francuzi będą ubożeć. Mówi się, że Francja weszła w kryzys koronawirusa, będąc w połowie drogi między bogatymi Niemcami a osłabionym południem Europy, a wyjdzie z niego jako członek południa. Mam tu na myśli wspólne z południem problemy strukturalne, w tym zadłużenie i słabą, niekonkurencyjną gospodarkę. Bez transferów finansowych strefa euro dla elit francuskich może nie mieć sensu ekonomicznego. W ich początkowych rachubach unia walutowa miała nie tylko wiązać geopolitycznie zjednoczone Niemcy z Europą, ale także umożliwić wykorzystanie bogactwa Niemiec przez słabsze państwa strefy euro. Tymczasem brak transferów w unii walutowej prowadzi do rosnącej asymetrii między Berlinem i Paryżem, co przekłada się na wpływy polityczne w UE. Fundusz odbudowy wydaje się być minimalnym progiem oczekiwań Paryża w zakresie transferów europejskich. Jest potrzebny po to, by słabsze kraje z południa UE wyszły z recesji szybciej i żeby ich gospodarka została doinwestowana, a tym samym poprawiła konkurencyjność.

Czy wsparcie w ramach takiego funduszu będzie kształtować zaufanie do UE?

Wszystko wskazuje na to, że w drugiej fazie kryzysu w wielu krajach wzrośnie bezrobocie, a to przełoży się na niezadowolenie z lokalnego rządu i z UE. Politycy mają nadzieję, że fundusze będą mogły ustabilizować społeczeństwo. Wyjście z recesji byłoby wówczas szybsze, a potencjalnie rosnące nierówności społeczne zostałyby zminimalizowane poprzez różnego rodzaju programy socjalne i redystrybucyjne. Bez hojnego wsparcia Francuzi, nie mówiąc już o Włochach, po prostu sobie nie poradzą.

Jakie stanowisko powinien zająć polski rząd w razie konfliktów wokół funduszu?

Fundusz odbudowy ma być przeznaczony dla wszystkich członków Unii Europejskiej, nie tylko dla strefy euro. Dla nas też jest to więc szansa. Polski rząd ma racjonalne podejście, nalegając, aby nowe fundusze nie dzieliły Europy i były dostępne dla wszystkich. Wykorzystuje ten kryzys, żeby wzrosła pula na politykę spójności, z której czerpiemy. Z tego co wiem, popiera też ideę funduszu odbudowy, raczej w formie grantów niż pożyczek. Staje więc po stronie krajów południowych, naszych sojuszników w sprawie hojnej polityki spójności, a nie po stronie Niemiec i Niderlandów. Pamiętajmy jednak, że nasz kraj jest w szczególnej sytuacji. Na tapecie jest kwestia praworządności, która na pewno będzie brana pod uwagę przy dystrybucji wsparcia. Jest to w moim przekonaniu kryterium wymierzone w Polskę i Węgry, mające wymusić zmianę w polityce wewnętrznej. Wiele osób w Polsce stawia pytanie, czy budżet UE powinien mieć funkcje dyscyplinujące w takich sprawach, czy nie narusza to lokalnej demokracji. Niewykluczone, że nasi sojusznicy z bloku Przyjaciół Spójności będą skłonni poświęcić nasz postulat dotyczący odrzucenia nowego typu warunkowości dla wsparcia unijnego. W tak trudnych negocjacjach nie oczekuję, aby ktokolwiek chciał umierać za Polskę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA