fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Irakli Kobakhidze: Unia Europejska wciąż jest marzeniem Gruzji

Fotolia.com
Odzyskanie Abchazji i Osetii Południowej nie zależy od nas – przyznaje przewodniczący parlamentu Gruzji Irakli Kobakhidze.

Rzeczpospolita: Od 28 marca obywatele Gruzji mogą podróżować do krajów Unii Europejskiej bez wizy. Jakie to ma znaczenie dla przeciętnego Gruzina?

Irakli Kobakhidze: Z punktu widzenie praktycznego jest to dla nas bardzo ważne. Odczuwa to każdy obywatel Gruzji. Przez jakiś czas nasza integracja z Europą nie przynosiła konkretnych wyników. W pewnym momencie pojawiło się nawet rozczarowanie. Ale gdy podpisaliśmy umowę stowarzyszeniową z UE i wprowadzony został ruch bezwizowy, każdemu europejska integracja przyniosła już praktyczne korzyści. Dzisiaj proces zbliżenia z Europą popiera większość naszego społeczeństwa. W ostatnich wyborach parlamentarnych ok. 85 proc. głosowało na proeuropejskie partie.

Umowa stowarzyszeniowa pomiędzy Gruzją a UE została podpisana jesienią 2013 roku. Co to dało Gruzji, którą od Unii dzieli aż 2 tys. kilometrów?

To przełożyło się na nasze relacje gospodarcze z Europą. Obroty towarowe Gruzji znacząco wzrosły, a Unia stała się jednym z naszych głównych partnerów.

Czy Gruzja wciąż marzy o członkostwie w Unii? Myśli pan, że jest to możliwe, biorąc pod uwagę kryzys polityczny i gospodarczy Europy?

To jest gruzińskie marzenie. To prawda, że Europa ma problemy. Jesteśmy jednak optymistami co do jedności Unii. Wiemy, że nie osiągniemy naszego celu w ciągu jednego lub dwóch lat. Musimy intensywnie rozwijać nasze relacje i zbliżać się z Europą, a po jakimś czasie będziemy rozmawiali o członkostwie.

W 2008 roku na szczycie NATO w Bukareszcie obiecano Gruzji członkostwo w sojuszu. Gruzini wierzą jeszcze w tę obietnicę?

Bardzo mocno współpracujemy z NATO i to w różnych dziedzinach. Współpraca ta jest jednym z priorytetów naszej zagranicznej polityki. Chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo nie tylko Gruzji, ale i całego regionu. Podobnie jak z UE, nasze członkostwo w NATO zależy od relacji politycznych z wieloma krajami. Na razie pracujemy nad tym.

Ale Rosja ma inną wizję bezpieczeństwa w regionie i członkostwo Gruzji w NATO w tę wizję się nie wpisuje.

Nasze relacje z "wielkim sąsiadem" są skomplikowane. Abchazja i Południowa Osetia wciąż znajdują się pod okupacją. Prowadzimy pragmatyczną politykę i liczymy na wsparcie naszych zachodnich partnerów. Rozmawiamy z rosyjskim rządem i celem tych rozmów jest przede wszystkim to, by zapewnić Gruzji bezpieczeństwo.

Po wojnie w 2008 roku Gruzja zerwała z Rosją stosunki dyplomatyczne. Pańskie ugrupowanie Gruzińskie Marzenie wznowiło rozmowy z Rosją w 2012 roku. Były prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili wielokrotnie oskarżał waszą partię o prorosyjskość.

W relacjach z Rosją przede wszystkim posunęliśmy się do przodu, jeżeli chodzi o współpracę humanitarną i współpracę handlową. Co do relacji politycznych, to postępu nie mamy. Rosja kontynuuje politykę aneksji naszych regionów, przeprowadza tam swoje plebiscyty. Bez zakończenia okupacji Abchazji i Osetii Południowej wznowienie stosunków dyplomatycznych z Rosją nie jest możliwe. To bezdyskusyjne. Do Saakaszwilego mamy własny stosunek. Negatywnie oceniamy to, co działo się w Gruzji za jego rządów z punktu widzenia praw człowieka i demokracji.

Czy myśli pan, że powrót Abchazji i Południowej Osetii jest możliwy?

To nie zależy tylko od nas. Chodzi przede wszystkim o sytuację międzynarodową. Na razie Moskwa nie prowadzi pragmatycznej polityki. My uważamy, że w interesie Rosji są dobre stosunki z Gruzją, oni myślą inaczej. Ale liczymy na to, że to się zmieni.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA