Wynagrodzenia

Płaca minimalna w górę

Fotorzepa, Michał Walczak
Rząd może podnieść najniższe wynagrodzenia równie znacząco jak w zeszłym roku.

We wtorek Rada Ministrów ma przedstawić propozycję minimalnego wynagrodzenia w 2018 r. Na razie na stole leżą dwie rekomendacje – 2080 zł przedstawione przez KERM (Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów) i 2100 zł przedstawione przez Elżbietę Rafalską, minister rodziny i pracy.

Obie są raczej umiarkowane – zakładają wzrost najniższego wynagrodzenia (w porównaniu z 2000 zł w tym roku) odpowiednio o 4 i 5 proc., a więc mniej więcej o tyle, o ile mają rosnąć wynagrodzenia rynkowe. Jak wynika jednak z naszych informacji, premier Beata Szydło może przedstawić jeszcze inną, wyższą propozycję. Tak było w 2016 roku, gdy rząd nieoczekiwanie „przebił" ofertę resortu pracy, a nawet żądania strony związkowej, i podniósł płacę minimalną o 150 zł, czyli 8 proc. Dlatego najniższe zarobki na przyszły rok mogą zostać ustalone na 2150–2200 zł brutto. Przy miesięcznej stawce 2150 zł godzinowa stawka wyniosłaby 14 zł.

– No cóż, rząd ma do wyboru: albo spełni oczekiwania 1,3 mln pracowników otrzymujących minimalne wynagrodzenie, albo rozczaruje około miliona najmniejszych firm, dla których podwyżka płac inna niż wynikająca ze wzrostu wydajności pracy jest trudna do uniesienia – komentuje Jeremi Mordasewicz z organizacji pracodawców Konfederacja Lewiatan.

Pracodawcy uważają, że płaca minimalna w 2018 r. powinna wzrosnąć o 2,5 proc. (do ok. 2050 zł, zgodnie z minimum zapisanym w odpowiedniej ustawie). Z kolei strona związkowa jest w tej kwestii lekko podzielona. Solidarność optuje za wzrostem do 2160 zł (o 8 proc.), a OPZZ i Forum Związków Zawodowych przelicytowały wszystkich i chcą najwięcej, aż 2220 zł (wzrost o 11 proc.). – To nie żadna licytacja, chcemy, by płaca minimalna sięgnęła 50 proc. średniego wynagrodzenia – podkreśla Ryszard Grąbkowski, sekretarz prasowy OPZZ. – Sytuacja na rynku pracy jest tak dobra, że nie powinno to spowodować żadnych kłopotów.

– 50 proc. to znacznie więcej niż pewien bezpieczny poziom najniższego wynagrodzenia wynoszący, jak wynika z badań GUS, ok. 43 proc. przeciętnej płacy – ripostuje Wojciech Warski, ekspert BCC. – Po przekroczeniu tej granicy minimalna płaca staje się szkodliwa dla gospodarki.

I nie chodzi tu o wzrost bezrobocia czy duże zwolnienia. – W obecnej sytuacji szybki wzrost administracyjnie ustalanych płac powoduje wzrost oczekiwań płacowych pracowników, co skutkuje wyraźnym wzrostem kosztów pracy w przedsiębiorstwach. Dla wielu firm usługowych, w których najważniejsza jest praca człowieka, oznacza to pogorszenie kondycji ekonomicznej – ostrzega Warski.

Tymczasem i tak presja na wzrost płac rośnie, choć większość firm stara się jej uniknąć. W najnowszej, majowej edycji badania agencji zatrudnienia Randstad do podwyżek przymierza się co czwarta firma. Zdecydowana większość, bo 71 proc. badanych, zamierza przez najbliższe pół roku utrzymać wynagrodzenia na obecnym poziomie.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL