fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynagrodzenia

Płace nie będą rosły co najmniej przez kilka miesięcy

Adobe Stock
Pandemia zamroziła wynagrodzenia, na podwyżki i premie nie ma co liczyć. Ale może to pomóc firmom utrzymać miejsca pracy.

Przeciętna płaca w przedsiębiorstwach wzrosła w kwietniu tylko o 1,9 proc. w porównaniu z kwietniem 2019 r., podczas gdy w poprzednich miesiącach nasze wynagrodzenia rosły o 6–7 proc. rok do roku. Taki spadek dynamiki zarobków to oczywiście efekt pandemii i pogorszenia się warunków działalności większości firm.

W największym stopniu załamanie dynamiki wynagrodzeń dotknęło tych sektorów i przedsiębiorstw, które najmocniej ucierpiały w kryzysie – wynika z ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego. I tak w branży hotelarskiej i gastronomicznej płace spadły rok do roku o prawie 7 proc., w magazynach i usługach wspierających transport – o 2 proc., fabrykach mebli, w produkcji maszyn i urządzeń – o 6 proc., a w przedsiębiorstwach produkujących samochody, które zamknęły się w Polsce od połowy marca – aż o 11 proc. Na tym tle nieźle wygląda wzrost średniej płacy w handlu detalicznym – 3,3 proc., choć większość sklepów (poza spożywczymi) też była zamknięta.

Kwiecień był pierwszym pełnym miesiącem zamrożenia gospodarki, w maju rząd zaczął odmrażać kolejne sektory, ale wcale nie znaczy to, że firmy zmienią politykę płacową. Przed nami kilka miesięcy kryzysu gospodarczego i o podwyżkach, premiach i nagrodach trzeba zapomnieć. ING Bank Śląski prognozuje, że przez parę miesięcy roczna dynamika płac może utrzymywać się na poziomie 0–1 proc.

Z badań Polskiego Instytutu Ekonomicznego z maja tego roku wynika, że aż 66 proc. firm zamierza utrzymać poziom płac, a 21 proc. planuje obniżenie wynagrodzeń swoich pracowników. 19 proc. zamierza zmniejszyć płace całej załodze, a 2 proc. chce się ograniczyć do kadry zarządzającej. Tylko 9 proc. firm myśli o jakichś podwyżkach. Najwięcej firm, które nie planują wzrostu lub będą zmuszone obniżyć płace, jest wśród firm produkcyjnych i usługowych (po 88 proc.), nieco mniej wśród firm handlowych (79 proc.).

Badania Willis Towers Watson, przeprowadzone w kilkunastu krajach europejskich, w tym w Polsce, w kwietniu tego roku, pokazują, że w odpowiedzi na gwałtowną zmianę warunków przedsiębiorcy weryfikują swoją politykę płacową. By zredukować koszty, planowane są takie działania jak: zamrożenie płac (ok. 26 proc. wskazań), obniżenie wymiaru czasu pracy i co się z tym wiąże wynagrodzeń (41 proc. wskazań), redukcja płac zarządu (10 proc.), redukcja rezerw na premie (30 proc.), redukcja poziomu płac bez obniżania wymiaru czasu pracy – ok. 32 proc. wskazań).

Wizja zerowej dynamiki płac nie napawa optymizmem, zwłaszcza w kontekście wzrostu cen, który wciąż w Polsce utrzymuje się na wysokim poziomie. Oznacza to, że siła nabywcza naszych dochodów będzie spadać.

Ale można spojrzeć na sprawę inaczej. Jak zauważają ekonomiści, kwietniowe spadki płac wynikają m.in. z korzystania przez firmy z takich instrumentów antykryzysowych jak obniżenie wymiaru czasu pracy i dostosowanie do tego wymiaru wynagrodzeń oraz wprowadzania w przedsiębiorstwie przestoju ekonomicznego, podczas którego mniej się płaci pracownikom, co uprawnia przedsiębiorstwa do skorzystania z rządowych dopłat do wynagrodzeń z tarczy antykryzysowej.

W części firm, tych niezależnych od rządowej pomocy, negocjacje płacowe doprowadziły do zbiorowego obniżania wynagrodzeń o określony procent.

Takie zachowania pokazują, że tzw. sztywność wynagrodzeń w Polsce jest mniejsza, niż można się było spodziewać, a obniżki płac są efektywnym instrumentem dostosowania przedsiębiorstwa do kryzysowej sytuacji. A to daje nadzieję, że firmom może uda się utrzymać więcej miejsc pracy, czyli zwolnić mniej pracowników, niż gdyby działań dotyczących płac nie było.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA