fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory we Francji

Francuzi nie zabili Unii

Nie potępiajcie wyborców Le Pen. Chcieli wyrazić gniew, niemoc, czasami przekonania – zaapelował Macron na dziedzińcu Luwru.
AFP
Emmanuel Macron zdecydowanie pokonał Marine Le Pen. To ulga dla Francji, Europy i świata.

Wspólnota jeszcze nigdy nie była tak bliska rozpadu jak w minioną niedzielę. Brexit był dla niej ciosem, ale nie śmiertelnym. Frexitu by nie przeżyła. A to właśnie oznaczałoby zwycięstwo Le Pen.

Tak się jednak nie stało. 65,5 proc. tych, którzy oddali ważny głos poparło lidera En Marche! (Naprzód!), najbardziej proeuropejskiego spośród tych kandydatów, którzy startowali do walki o Pałac Elizejski.

– Świat oczekuje, że będziemy bronili wartości oświecenia, które w tylu miejscach są dziś zagrożone – mówił Macron na wiecu zwycięstwa przed Luwrem.

Z tych wyborów drugi najważniejszy kraj UE wychodzi jednak mocno poobijany. Rzecz do niedawna niewyobrażalna: na kandydatkę skrajnej prawicy postawiło 11 milionów Francuzów, dwa razy więcej niż na jej ojca w wyborach prezydenckich w 2002 r. A jeśli uwzględnić elektorat z pierwszej tury trockisty Jeana-Luca Mélenchona, 43 proc. wyborców nie akceptuje liberalnej gospodarki rynkowej, integracji europejskiej, NATO. To potężna siła, z którą będzie się musiał liczyć Macron.

– Stajemy się największą partią opozycyjną kraju – mówi „Rzeczpospolitej" Ludovic de Danne, doradca ds. europejskich Marine Le Pen.

Sukces Macrona mocno osłabia też najniższa od 1969 r. frekwencja (74 proc.). Tym bardziej że aż 4 miliony spośród tych, którzy poszli do urn, oddało nieważny głos.

Już pod koniec tego tygodnia, zaraz po przejęciu od François Hollande'a Pałacu Elizejskiego, Macron pojedzie do Berlina, aby z Angelą Merkel uzgodnić plan zasadniczej reformy Unii. Chodzi o pogłębienie integracji strefy euro, powołanie dla niej odrębnego budżetu, a nawet odrębnego ministra gospodarki. Ale to na razie pieśń przyszłości. Niemcy nie zgodzą się na realizację tego planu, dopóki Francja nie stanie się poważnym partnerem, przeprowadzając wreszcie bolesne reformy, które uzdrowią jej finanse i przywrócą konkurencyjność gospodarki.

Macron zapowiada, że dekretami natychmiast zmieni reguły rynku pracy – warunek obniżenia gigantycznego bezrobocia. Ale to metoda, która wywoła protesty. Nie jest skuteczna na dłuższą metę.

Dlatego prezydent musi w czerwcowych wyborach zdobyć większość w Zgromadzeniu Narodowym. Nie będzie to proste, bo pierwszy raz w Piątej Republice przywódcy nie wyniosła do władzy zakorzeniona w całej Francji wielka partia polityczna.

– Wątpię, aby En Marche! uzyskało samodzielnie większość parlamentarną. Macron musi dostać poparcie Republikanów do przeprowadzenia reform. Ale dla ugrupowania Nicolasa Sarkozy'ego to niełatwa decyzja, bo oznaczałaby pozostawienie Frontowi Narodowemu całej prawej części sceny politycznej – mówi „Rzeczpospolitej" Jean-Thomas Lesueur, ekspert paryskiego Instytutu Thomasa More'a.

Wynik wyborów oddala zagrożenie dla dalszego istnienia UE, ale go nie eliminuje. Kolejne miliony Francuzów nie przyłączą się do ruchu Le Pen i nie oddadzą jej Pałacu Elizejskiego w 2022 r., tylko jeśli Macron postawi kraj na nogi. Co prawda wówczas to przed Polską stanie wyzwanie przystąpienia do budowanej przez Macrona i Merkel pogłębionej Unii, by nie dać się zepchnąć na jej margines. Ale to zdecydowanie lepsza perspektywa niż demontaż Wspólnoty, jaki proponuje liderka skrajnej prawicy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA