fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory we Francji

Wybory we Francji. Front Narodowy będzie główną siłą opozycyjną

AFP
Le Pen przegrała debatę telewizyjną, a to była jej ostatnia szansa na wygranie wyborów prezydenckich – uważa dyrektor paryskiego instytutu analitycznego Cap Stephane Rozes.

Rzeczpospolita: Marine Le Pen może wygrać wybory prezydenckie?

Stephane Rozes: To było możliwe jeszcze przed środową debatą telewizyjną, ale dziś wydaje mi się bardzo trudne. Bo ona tę debatę przegrała. I z punktu widzenia czystej arytmetyki do niedzieli raczej już tego nie nadrobi.

Jaki błąd popełniła?

Była niezwykle agresywna, prowokowała, atakowała od pierwszej do ostatniej minuty. Miała nadzieja, że Macron tego nie wytrzyma, wyjdzie z siebie i dojdzie do regularnej bezpośredniej pyskówki. Wtedy Le Pen byłaby górą, bo ma niezwykły talent oratorski, wielkie doświadczenie w demagogii. Ale Macron do końca utrzymał nerwy na wodzy, był o wiele bardziej precyzyjny w swoich argumentach. Od początku zachowywał godność, dystans, a pod koniec przyjął wręcz postawę prezydencką. Odpowiadał też na każdy cios. To ostatecznie wkurzyło Le Pen, niemal wytrąciło ją z równowagi. Sytuacja więc się odwróciła.

Le Pen właściwie nie przedstawiała swojego programu, koncentrowała się na atakach. Liczyła, że to wystarczy, aby wygrać wybory?

Jej specjalnością jest czysta polityka, ideologia. Ma natomiast problemy z opanowaniem technikaliów, szczególnie w sprawach gospodarczych, socjalnych Macron ją po prostu miażdżył. Ale sądzę też, że już przed wejściem do studia pogodziła się z tym, że przegra te wybory. Dlatego skoncentrowała się na reaktywowaniu, umocnieniu swojego twardego elektoratu, ustawiając debatę wokół idei, konfliktu ludu z elitami. Taka strategia pozbawia ją szans na zwycięstwo w niedzielę. Widzowie odnieśli bowiem wrażenie, że Le Pen wraca do przeszłości, spuścizny ojca. Tymczasem program lansowany przez jej zastępcę Floriana Philippota, a także alians z kandydatem konserwatywnej prawicy Nicolasem Dupont-Aignanem sygnalizowały, że w ostatnich dniach Le Pen dość skutecznie przekształca Front Narodowy z formacji skrajnej prawicy w bardziej tradycyjny ruch narodowy.

To oznacza, że Front Narodowy znów zostanie zepchnięty na margines francuskiej polityki?

Ta debata była bardzo ważna, ale nie należy przeceniać jej znaczenia. Owszem, spodziewałem się, że Le Pen wypadnie w niej lepiej. Ale mimo to sądzę, że w czerwcowych wyborach do Zgromadzenia Narodowego Front Narodowy okaże się pierwszą formacją kraju w przeszło połowie obwodów. Le Pen będzie więc chciała przekształcić swoją partię w pierwszą siłę opozycyjną wobec większości, jaką będzie teraz próbował zbudować w parlamencie Emmanuel Macron. W tym celu musi jednak powrócić do bardziej umiarkowanej linii niż ta, którą pokazała w debacie telewizyjnej. Inaczej trudno jej będzie utrzymać podział tradycyjnej prawicy, Republikanów, do jakiego doprowadziła po I turze wyborów: na początku tygodnia sondaże pokazywały, że prawie 40 proc. wyborców François Fillona jest gotowych oddać głos na Le Pen. Bardzo wiele też zależy od tego, w jakim stylu Macron wygra te wybory. Jeśli uzyska mniej niż 60 proc. głosów, raczej nie uda mu się zbudować własnej większości w Zgromadzeniu Narodowym, co będzie korzystne dla Le Pen.

W tej debacie Le Pen nie poruszała zbytnio problemu imigracji. Dlaczego?

Mówiła o tym, zarzucając Macronowi, że jest zbyt tolerancyjny wobec separacji poszczególnych mniejszości we francuskim społeczeństwie, że popierają go takie organizacje muzułmańskie jak UOIF. Ale jednocześnie Le Pen nie chce sprawiać wrażenia, że problem imigracji jest dla niej taką samą obsesją jak dla jej ojca. Dlatego nie chce, by to był centralny temat jej kampanii.

—rozmawiał Jędrzej Bielecki

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA