fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory we Francji

Sojusz Le Pen z Republikanami na horyzoncie

AFP
Macron nie przeprowadzi reform, których Francja tak potrzebuje – uważa wybitny politolog Dominique Reynie.

Emmanuel Macron zapowiada, że jeśli Unia nie będzie „chronić" przed „dumpingiem socjalnym" z takich krajów jak Polska, Francja z niej wyjdzie. To szantaż?

Dominique Reynié: Raczej taktyka wyborcza przed debatą telewizyjną z Marine Le Pen w środę. François Hollande powiedział, że druga tura to wybór między zwolennikami Unii i ich przeciwnikami. To było głupie, bo takie referendum Macron może przegrać. Dlatego ten ostatni chce pokazać bardziej eurosceptyczną twarz, zdobyć trochę głosów Francuzów, którzy obawiają się globalizacji.

Nie ma więc ryzyka Frexitu?

Nie ma, ale nie dlatego, że Francuzi kochają Unię, tylko dlatego, że są przywiązani do euro. Bez wspólnej waluty naszego kraju nie byłoby stać na finansowanie ogromnych wydatków socjalnych, to „materac", który amortyzuje koszty obsługi długu. W tym sensie euro paradoksalnie bardzo utrudnia wprowadzenia głębokich reform strukturalnych, które są absolutnie konieczne.

Macron planuje jednak od miesięcy budowę z Niemcami „małej Unii", z bardziej zintegrowaną strefą euro i wspólnymi normami socjalnymi. Dla Polski to ryzyko marginalizacji...

Nie wiem, czym miałaby być ta Europa socjalna. Przy ogromnym długu, jaki ma Francja, musieliby za nią zapłacić nasi sąsiedzi, w szczególności Niemcy. A na to się nie zgodzą. Z tego samego powodu dopóki Francja nie uzdrowi finansów publicznych, nie będą też budować z nią odrębnego budżetu dla strefy euro, nie stworzą euroobligacji. W swoim programie François Fillon zapowiadał, że najpierw przeprowadzi reformy, a dopiero potem pojedzie do Berlina z propozycjami przebudowy Unii. Moim zdaniem nie przeszedł do drugiej tury, bo Francuzi przestraszyli się radykalnych cięć socjalnych, które proponował. Afery korupcyjne odegrały tu mniejszą rolę, były eleganckim usprawiedliwieniem, dlaczego wielu wyborców odrzuciło bolesne zmiany.

Macron tych reform nie przeprowadzi?

Może, ale to mało prawdopodobne. Przeszedł do drugiej tury właśnie dlatego, że nie mówił, jakie zmiany chce wprowadzić. Ale i tak uzyskał w pierwszej turze najniższy (24 proc.) wynik ze wszystkich prezydentów V Republiki poza Jacques'em Chirakiem w 2002 r. W 2007 r. Nicolas Sarkozy dostał 31 proc., w 2012 r. Hollande – 29 proc. To zapoczątkowało dynamikę, która pozwoliła im obu zdobyć większość w parlamencie. Ale z Macronem tego nie ma. W czerwcu jego ruch En Marche! raczej nie zdobędzie większość w Zgromadzeniu Narodowym. Być może będzie zmuszony wejść w koalicję z Partią Socjalistyczną, z liberałami z Modemu, którzy nie chcą radykalnych reform. Albo zostanie skazany na kohabitację z Republikanami, i pozostanie bez władzy. Albo w ogóle nie będzie żadnej stałej większość i powstanie bardzo niestabilny układ.

Sondaże dają jednak Macronowi 60 proc. w drugiej turze. To mało?

Jeśli Le Pen dostanie 40 proc., to będzie bardzo zły wynik dla Macrona. A jeśli przekroczy ona ten poziom nawet o 1 czy 2 pkt proc., to będzie dla niego prawdziwa katastrofa. Okaże się, że Macron nawet w starciu ze skrajną prawicą nie potrafi przekonać do siebie wyborców. Bo przecież bardzo wielu z tych, którzy na niego głosują, robi to tylko po to, aby powstrzymać Front Narodowy. Ale kiedy w wyborach parlamentarnych znów pojawią się kandydaci socjalistów czy Republikanów, ci wyborcy zagłosują na nich, nie na ruch Macrona.

Brak reform to otwarcie drogi do władzy dla Le Pen w 2022 r.?

Jak przewidziałem, Le Pen między pierwszą i drugą turą wycofuje się z wyprowadzenia kraju ze strefy euro. A to była najważniejsza rzecz, jaka różniła FN od tradycyjnej prawicy. Ruch Le Pen przekształca się w rodzaj austriackiej Partii Wolności, która moim zdaniem albo wchłonie, ale połączy się z Republikanami. To się zacznie już w czerwcu od wyboru części deputowanych Republikanów dzięki poparciu FN, potem będzie współpraca obu tych formacji w parlamencie...

Jaka to będzie prawica?

Twarda w sprawach imigracji, islamu, a także Unii. Przeciwna choćby dyrektywie o pracownikach delegowanych, raczej niechętna reformom. W ten sposób, razem z Włochami, Francja może się stać nowym chorym człowiekiem Europy. ©?

Dominique Reynié jest dyrektorem paryskiego instytutu Fondapol, wykładowcą Sciences Po.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA