fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Rafał Chwedoruk: Andrzej Duda raczej wygrał wybory prezydenckie

„Jeśli nie popełniono błędów metodologicznych przy liczeniu głosów, to reelekcja Dudy jest pewna”
Rzeczpospolita/ Darek Golik
Nawet przegrana Rafała Trzaskowskiego nie będzie jednak jego porażką - uważa prof. Rafał Chwedoruk, politolog.

Co oznacza wynik wyborów ogłoszony o 21.00?

15 lat konfliktu i dwóch polityków, których działalność polityczna wiązała się z uczestnictwem w tym konflikcie, a my nie jesteśmy w stanie ustalić wyniku wyborczego. Trudno sobie wymarzyć bardziej efektowny finał. Konflikt będzie trwał, ale wiele rzeczy się zmieni. Sondaż potwierdza, jak jesteśmy podzieleni, to wiąże się tym, że odnajdujemy się w tym sporze. Możemy narzekać na bipolarność, ale rzeczywiście łatwo jest nam znaleźć miejsce po którejś ze stron sporu. Dowodzi tego wynik Rafała Trzaskowskiego z pierwszej tury. Spór kumuluje w sobie główne osie w polskim społeczeństwie. Jeśli w polskiej polityce coś się zmieni, to będzie się zmieniało ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie.

Kto został prezydentem Polski?

Myślę, że minimalna przewaga Andrzeja Dudy ma szansę się utrzymać. Jeśli nie popełniono wielkich błędów metodologicznych, to mimo wszystko reelekcja prezydenta może okazać się przesądzona. Można się spodziewać, że pośród osób odmawiających udzielenia odpowiedzi, ze względu na strukturę elektoratów obu kandydatów, najczęściej są to wyborcy Andrzeja Dudy. Myślę, że to jest przesłanka, która zwiększa prawdopodobieństwo, że głowa państwa nią pozostanie. Minimalny fragment jest o tyle istotny, że gdyby Andrzej Duda przegrał, byłby to dla niego koniec kariery politycznej. Natomiast jeśliby wygrał, dla Rafała Trzaskowskiego nie będzie to polityczna porażka. Zostanie automatycznie najważniejszym politykiem opozycji. To pierwsza kampania, którą można określić mianem symetrystycznej, skierowanej w dużej mierze do tych, którzy nie są zdecydowani.

Andrzej Duda już ogłosił się zwycięzcą tych wyborów. Nie za wcześnie?

Na tym poziomie profesjonalizacji polityki być może obaj główni politycy wiedzą trochę więcej niż my. Za nimi stoją potężne aparaty partyjne, których członkowie zasiadają w komisjach. Może nie jest to zbyt przedwczesne, bo koszty polityczne takich deklaracji są ogromne. Sztab wyborczy, pozwalając na takie słowa, musi wiedzieć więcej. Chociaż zapewne nikt ze stuprocentową pewnością nie zachęcał do takich deklaracji.

Kiedy ogłaszano sondażowy wynik wyborów, ludzie w dalszym ciągu głosowali. Nie zostały także podliczone głosy z zagranicy, a wydano pół miliona kart do głosowania. Jaki może to mieć wpływ na wynik?

Nie ma cienia wątpliwości, że nie powinniśmy być zaskoczeni, jeśli okaże się, że przewaga Andrzeja Dudy stopnieje, a to może otworzyć możliwości składania protestów, co będzie nas trzymało w niepewności. Dynamika ostatnich godzin powoduje, że jest korzystna dla kandydata, który wygrywa w wielkich miastach. Może się okazać, że przewaga będzie tak mała, że stanie się polem do spekulacji.

Dziesięć lat temu zasypialiśmy z sondażami, które wskazywały przez moment, że prezydentem będzie Jarosław Kaczyński, rano okazał się nim Bronisław Komorowski.

To wynikało z kolejności spływania protokołów. Myślę, że jednak teraz jest to inny casus. Dziesięć lat zmieniło polityków i sondażownie, więc nie wydaje mi się, żeby była taka sytuacja.

Czy możliwa jest trzecia tura wyborów, gdy do gry wejdzie Sąd Najwyższy i protesty wyborcze?

Myślę, że opozycja będzie podważać wyniki. Trzecia tura brzmi źle. Kojarzy się z dwoma przypadkami. Pierwszy to dramatyczna sytuacja na Ukrainie – pierwszego Majdanu. Mimo wszystko polskie podziały na tle ukraińskich są nieporównywalne, dużo słabsze. Jesteśmy głęboko z Ukraińcami zróżnicowani – zarówno kulturowo, jak i społecznie. Tam trzecia tura była absolutnym złamaniem prawa, kierowanym kompromisem politycznym, i to z dzisiejszej perspektywy rozpoczęło proces destrukcji ukraińskiej państwowości. Drugi przykład to Austria z 2016 roku, kiedy po pierwszej turze protest złożył przewodniczący wolnościowców, czyli skrajnie prawicowej partii i Trybunał Konstytucyjny unieważnił owe wybory. Nie z powodu oszustw, ale różnego rodzaju nieprawidłowości, które wpłynęły na wynik głosowania. Bez względu na to, czy wygra Andrzej Duda czy Rafał Trzaskowski, wydaje mi się, że lepiej, jeśli z taką sytuacją nie będziemy mieli do czynienia.

Czy powinniśmy obawiać się trików wyborczych, zafałszowania wyborów?

Myślę, że nie. Opinia publiczna za bardzo interesuje się polityką. Obie strony są pod presją i wszyscy wszystkim patrzą na ręce. To jest pewną gwarancją. Tak samo jak wysoka frekwencja. Przy takiej próba unieważnienia wyborów byłaby destrukcyjna. A dla polityka kwestionującego mogłoby to być niekorzystne.

Czy przy tak silnych podziałach możliwa jest jedność, o której mówił Rafał Trzaskowski?

Jesteśmy społeczeństwem postchłopskim, ale z etosu postszlacheckiego, gdzie jednomyślność była wysoko wartościowana w czasach szlacheckich. Trudno więc pogodzić nam się z tym, że jesteśmy podzieleni. Zachodnie społeczeństwa są różnie podzielone – społecznie, wyznaniowo itd. To, co mówi Rafał Trzaskowski z perspektywy praktyki i tego, co będzie robiła opozycja, jest niezwykle istotne. To jest przyznanie, że model totalnej opozycji totalnie zawiódł. Że zmarnowała kilka lat. I dopiero kampania, która pohamowała stygmatyzowanie polityków PiS, okazała się skuteczna. Że będąc politykiem elit społecznych, będąc czołowym politykiem PO, można nawiązać wyrównaną walkę z kandydatem PiS. Okazało się, że sama krytyka PiS nie wystarczy. Po wynikach dowiemy się, nie w jakiej skali PiS wygrał, ale czy w ogóle wygrał.


współpraca: Joanna Leśnicka

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA