fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory do PE

Sondaż: Wyborcy chcą zjednoczonej opozycji

Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna i szef SLD Włodzimierz Czarzasty
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Wyborcy bez wątpliwości: sposobem na PiS jest wspólny blok pozostałych partii.

Wizerunkowy bonus wynikający z połączenia kilku partii opozycyjnych jest oczywisty. Wyborcy uważają, że szeroka koalicja zarówno do wyborów europejskich, jak i parlamentarnych na jesieni to najlepszy sposób startu opozycji. Ale czy to przełoży się na wygraną?

Według sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej" w wyborach europejskich wizję utworzenia „jednej koalicji dla wszystkich partii opozycyjnych" popiera 39 proc. badanych, w wyborach parlamentarnych – 37 proc. Nieco mniejsza grupa uważa, że mogłoby to być „kilka mniejszych koalicji" – w wiosennych wyborach to 23 proc., a w jesiennych – 22 proc. respondentów. Proporcje są więc prawie identyczne.

Różnica widoczna jest przy postrzeganiu wyborów w pytaniu, czy partie opozycyjne powinny startować osobno. Przy głosowaniu europejskim uważa tak 21 proc., a przy parlamentarnym – 25 proc. Może to wynikać z przywiązania wyborców do istniejących partii i chęci głosowania jak najprecyzyjniej zgodnie z własnymi poglądami w wyborach do Sejmu, podczas gdy w wyborach europejskich główną osią podziału pozostaje stosunek do Unii i ewentualna perspektywa polexitu. I taki właśnie cel przyświeca twórcom Koalicji Europejskiej.

– Powołujemy Koalicję Europejską po to, żeby bronić Polski przed siłami antyeuropejskimi, przed tymi, którzy osłabiają, niszczą polską pozycję w Unii Europejskiej – mówił Grzegorz Schetyna podczas założycielskiej konferencji z udziałem SLD, PSL, Nowoczesnej i Zielonych.

Jednak już w pierwszym tygodniu funkcjonowania tej koalicji poszczególni jej członkowie mieli kłopoty wynikające z niezadowolenia części elektoratu z powodu różnic programowych między partiami, które wydają się niektórym nie do zaakceptowania.

Największe kłopoty ma z tym PSL po totalnej krytyce lidera discopolowego zespołu Bayer Full Sławomira Świerzyńskiego. „Jeżeli śpiewamy Rotę, zamawiamy msze święte za ojczyznę i mamy iść ramię w ramię z partiami, które mówią, że trzeba wycofać religię ze szkół, zniszczyć Pana Boga, to mój honor nie pozwala mi brać udziału w takiej hucpie politycznej" – mówił w jednym z wywiadów.

Trzeba też podkreślić, że dość znaczna grupa badanych nie ma zdania w kwestii formuły startu opozycji: odpowiednio 17 proc. w europejskich i 16 proc. w krajowych wyborach nie wie, którą opcję wybrać.

Wydaje się jednak, że zdeklarowane elektoraty partyjne nie mają większych problemów ze wskazaniem odpowiedzi, która będzie najwłaściwsza dla ich partii. Wyborcy PO całym sercem opowiadają się za koalicją szeroko obejmującą opozycję. 78 proc. w wyborach do PE i 80 proc. w wyborach do Sejmu wskazuje taką formułę startu jako najlepszą. Wyborcy ludowców są bardziej wstrzemięźliwi – wspólnej listy chce 70 proc. w wyborach wiosennych, ale już tylko 60 w parlamentarnych. Jeszcze mniejszy entuzjazm panuje w SLD: odpowiednio 41 proc. i 47 proc. opowiada się za szeroką koalicją. W przypadku Sojuszu popularnością cieszy się druga opcja: start opozycji w kilku mniejszych koalicjach. Uważa tak 53 proc. wyborców SLD w wyborach europejskich i 47 proc. w krajowych. Co ciekawe, koncepcja wspólnego startu dominuje też wśród wyborców Kukiz'15, który w żadnej większej koalicji raczej nie wystartuje.

Na tym tle wyraźnie odcinają się wyborcy dwóch ugrupowań: Wiosny i PiS. Zwolennicy Roberta Biedronia wyraźnie opowiadają się za kilkoma mniejszymi koalicjami, a pomysł wspólnego startu popiera tylko 25–24 proc. Być może tłumaczy to, dlaczego Wiosna od początku podkreśla, że do wyborów idzie sama.

Stanowisko wyborców PiS może być chyba najlepszym potwierdzeniem dla Grzegorza Schetyny, że decyzja PO o zgromadzeniu pod jednym szyldem różnych bytów politycznych jest słuszna. Zaledwie 3 proc. zwolenników partii rządzącej uważa szeroką koalicję opozycji za dobry pomysł w wyborach do PE i 6 proc. w parlamentarnych.

Trzeba pamiętać, że mimo iż KE będzie największą listą opozycji, to na razie zanosi się na jeszcze dwie: Wiosnę i Lewicę Razem, której powstanie ogłoszono w zeszłym tygodniu. Wiadomo więc, że najszerzej popierana opcja jednej wielkiej koalicji opozycyjnej nie zostanie zrealizowana. Warto jednak zauważyć, że – jak podkreślał w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" prof. Jarosław Flis – system d'Honta premiuje co prawda duże ugrupowania, ale niekoniecznie byty stworzone z wielkiej liczby mniejszych partii. Marzenia elektoratu nie muszą więc przynosić sukcesu jego wybrańcom.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA