fbTrack
REKLAMA

Wspomnienia

Adam Musiał. Orzeł z Wieliczki

Adam Musiał (1948 – 2020)
fot. Mieczysław Świderski
Był jednym z ulubionych piłkarzy Kazimierza Górskiego, członkiem legendarnej drużyny, która w mistrzostwach świata 1974 zajęła trzecie miejsce.

Kiedy Zygmunt Anczok zakończył reprezentacyjną karierę, Musiał zajął jego miejsce na lewej obronie.

Grał przeciw Anglii w Chorzowie i na Wembley, gdzie po starciu z nim Martin Peters upadł, a sędzia podyktował przeciw Polakom rzut karny. Musiał zarzekał się, że ledwo Anglika dotknął, i było w tym wiele racji. Nawet kiedy faulował, robił to z wdziękiem. Nie zapisał się w historii polskiej piłki jako brutal.

W jedenastce na mistrzostwa świata w RFN miał już niepodważalną pozycję. Sukces to w dużym stopniu jego zasługa. Akcja, po której w meczu z Włochami Kazimierz Deyna strzelił jedną z najpiękniejszych bramek, zaczęła się właśnie od niego. Składała się z trzech podań i trwała 14 sekund. Tak wtedy grali Polacy.

Ale po trzech zwycięstwach piłkarze, jak to piłkarze, musieli się wyluzować. Kazimierz Górski pozwolił im wyjść na miasto, lecz kilku zapomniało zegarków. Kiedy zorientowali się, że trener siedzi przy hotelowej recepcji, niektórzy weszli przez okno. Musiał wszedł drzwiami, co źle się dla niego skończyło. Górski dobrze ich rozumiał, ale tym razem nie wytrzymał. A może tylko urządził spektakl. Zażądał wyrzucenia Musiała z kadry i odesłania go do domu. Na wszystkich padł blady strach i o to trenerowi chodziło. Widział, że towarzystwo zaczyna się rozłazić, więc miał okazję do przywołania graczy do porządku.

Ostatecznie skończyło się na karze jednego meczu dla Musiała. To był zawodnik zbyt ważny, żeby się go pozbywać, bo nie tylko dobrze grał, ale też tworzył dobrą atmosferę i wszyscy go lubili. Poza tym miał poczucie solidarności z kolegami, liczył się honor. Kiedy w pucharowym meczu Wisły z Molenbeek Belg sfaulował bramkarza Stanisława Goneta, Musiał sam wymierzył sprawiedliwość i z czerwoną kartką wyleciał z boiska. Nie mógł patrzeć, kiedy przyjaciel cierpi. Grał zwykle z opuszczonymi getrami i bez ochraniaczy, żeby skrzydłowi wiedzieli, że się ich nie boi.

Kiedy na mecz o trzecie miejsce z Brazylią mogły przyjechać żony lub dziewczyny piłkarzy, zaprosił mamę mieszkającą w Wieliczce. Pierwszy raz leciała samolotem, widziała ruchome schody w monachijskim domu towarowym i była w siódmym niebie. Syn też.

W Niemczech Adam Musiał kupił sobie BMW (jak kilku piłkarzy korzystających z wysokiej zniżki), ale auto było dla niego za szybkie, co skończyło się wypadkiem koło rodzinnej Wieliczki i kasacją samochodu.

Po dziesięciu latach gry dla Wisły przeniósł się do Arki. W Krakowie zdobył mistrzostwo, a w Gdyni Puchar Polski. W wieku 31 lat pozwolono mu na wyjazd na Zachód. Przykro o tym pisać, ale w roku 1980 medalista mistrzostw świata został kupiony przez angielski czwartoligowy Hereford United za około 3000 funtów. Nawet 40 lat temu to nie była kwota wygórowana. To właśnie w Hereford w roku 1981 urodził się młodszy syn Musiała Tomasz, dziś sędzia międzynarodowy.

Po zakończeniu kariery piłkarskiej zaczął trenerską i to z niezłym skutkiem. Z Wisłą zajął trzecie miejsce w lidze, a tygodnik „Piłka Nożna" uhonorował go tytułem Trenera Roku 1991. W Stalowej Woli tworzył niezapomniany duet z kierownikiem drużyny, słynnym pięściarzem Lucjanem Trelą. Michał Listkiewicz sędziujący mecz Stali popełnił, zdaniem Musiała, jakiś błąd i usłyszał od niego: „Panie sędzio, niech pan mnie nie zmusza, żebym wysłał na boisko Lucka".

Kiedy już znudziło mu się trenowanie, został kierownikiem stadionu przy Reymonta. W ostatnich latach zapadł na poważną chorobę żołądka i tracił ochotę do życia. Mówił, że nogi już go nie noszą.

W reprezentacji zagrał 34 razy. Jest drugim, po Kazimierzu Deynie, piłkarzem z pierwszej jedenastki mundialu w RFN, którego żegnamy. Za miesiąc obchodziłby 72. urodziny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA