fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wspomnienia

Prokuratura o śmierci Pawła Adamowicza: Ratownicy i lekarze niewinni

Karol Stańczak, materiały prasowe
Prokuratura umorzyła śledztwo, w którym sprawdzała, czy lekarze i ratownicy popełnili błędy podczas reanimacji prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza - informuje Onet.

Jak informuje Onet, uzasadnienie umorzenia śledztwa w sprawie medyków jest pierwszym dokumentem, który pochodzi ze śledztwa w sprawie śmierci Pawła Adamowicza. Opisano w nim szczegółowe, co stało się 13 stycznia na scenie finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku.

Opis obrażeń prezydenta po ugodzeniu 14,5-centymetrowym nożem przez Stefana W. Niemal wprost mówi, że szans na przeżycie samorządowca praktycznie nie było. W dokumencie znalazł się bardzo szczegółowy opis odniesionych przez Adamowicza ran. Uszkodzona została lewa komora serca, a dodatkowo prezydent został także dwukrotnie ugodzony w brzuch, co spowodowało spustoszenie w jego organizmie.

Wątpliwości w sprawie akcji ratowania Pawła Adamowicza miał wcześniej znany lekarz Leonard Gross, którego zdaniem, gdyby ratownicy szybciej przetransportowali prezydenta Pawła Adamowicza do szpitala, samorządowiec miałby większą szansę na przeżycie. Gross złożył w prokuraturze list w tej sprawie, w związku z czym śledczy powołali biegłych z zakresu ratownictwa medycznego. 

Prokuratura sprawę tę potraktowała bardzo poważnie, zabezpieczyła całą dokumentację medyczną, nagranie z wezwania karetki oraz przesłuchała wszystkich ratowników, lekarzy i pielęgniarki, którzy zajmowali się Adamowiczem w pierwszych godzinach po ataku.

Z zeznań lekarzy i ratowników wynika, że zostali oni zaalarmowani o godzinie 19.57. Podczas reanimacji u Adamowicza dwukrotnie zatrzymywało się krążenie. Defibrylator wskazywał, że impulsy elektryczne nie pobudzą serca, w związku z czym lekarze zrezygnowali z jego użycia. Jak ocenił biegły, medycy postąpili słusznie decydując się na zastosowanie sprzętu do mechanicznego ucisku klatki piersiowej. Adamowiczowi podawano również adrenalinę, co biegły także uznał za prawidłowe.

Podobnie ocenił także decyzję medyków o tym, że Adamowicza nie przewieziono do najbliższego szpitala, tylko do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. „Decyzja o przewiezieniu Pawła Adamowicza do szpitala UCK, a nie bliżej usytuowanego Wojewódzkiego Szpitala w Gdańsku podyktowana była brakiem Oddziału Kardiochirurgii i Torakochirurgii w Szpitalu Wojewódzkim. Zdaniem biegłego była to słuszna decyzja (…), bo pacjent i tak ostatecznie (tracąc przy tym cenny czas) zostałby przetransportowany do szpitala UCK” — czytamy w uzasadnieniu prokuratury. 

Ze względu na to, że Uniwersyteckie Centrum Kliniczne zostało wcześniej zaalarmowane przez medyków telefonicznie, na miejscu gotowy był już zespół lekarzy zajmujących się najcięższymi przypadkami - chirurg, anestezjolog oraz torakochirurg (specjalista od urazów narządów klatki piersiowej).

Do szpitala Adamowicz trafił o godzinie 20.35 i natychmiast przewieziono go na salę operacyjną. „Z uwagi na dramatyczny stan wyjściowy, przebieg okresu pooperacyjnego, jak i wobec stałego pogarszania się stanu ogólnego pacjenta, mimo wdrożonego leczenia, na podstawie opinii neurologa o rozległym uszkodzeniu Centralnego Układu Nerwowego, po poinformowaniu rodziny o stanie pacjenta, o godzinie 11.30 [14 stycznia – red.] wielospecjalistyczne konsylium podpisało protokół o zaniechaniu leczenia daremnego” — podkreślono w dokumentacji.

Od godziny 13.00 serce prezydenta biło coraz wolniej. Zatrzymało się o godzinie 14.00.

Zdaniem biegłego, podjęte podczas operacji czynności były prawidłowe. Jego zdaniem rany zadane przez Stefana W. były śmiertelne. Ja wskazał, obrażenia jakich doznał Paweł Adamowicz niemal zawsze kończą się śmiercią na miejscu. Biegły uważa, że Adamowicza udało się podtrzymać przy życiu i przetransportować do szpitala tylko dlatego, że prawidłowo udzielono mu pomocy zaraz po ataku nożownika. 

W związku z tym, prokuratura umorzyła ten wątek śledztwa. „Czynności były prowadzone właściwie, przy narażeniu zdrowia i życia załogi medycznej udzielającej pomocy na scenie, podczas przebywania na niej napastnika Stefana W.” - uznała. - Rodzina z pewnością nie będzie odwoływała się od tej decyzji prokuratury do sądu - powiedział Onetowi brat prezydenta, Piotr Adamowicz. - Jesteśmy przekonani że ratownicy, a następnie lekarze i pielęgniarki Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku tamtej nocy w dramatycznych chwilach walki o życie najbliższego nam człowieka czynili wszystko, co możliwe, a nawet próbowali dokonać niemożliwego - dodał. 

Źródło: Onet
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA