fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Węgry 1956 - 1989

Były prezes Narodowego Banku Węgier: Udana transformacja

materiały prasowe
Zdaniem Pétera Ákosa Boda, ministra ds. przemysłu i handlu w pierwszym rządzie utworzonym po wolnych wyborach na Węgrzech, następnie zaś prezesa Narodowego Banku Węgier, wielu ludzi wierzyło w omnipotencję rynku.

Jaką spuściznę przejął rząd Antalla pod względem gospodarczym?

Péter Ákos Bod: Wszyscy żywili nadzieję, że ostatnie dwa dziesięciolecia socjalizmu, czyli tak zwany okres reform realnego socjalizmu, przyniosą pewną poprawę sytuacji i w całym regionie to właśnie węgierska transformacja będzie najłatwiejsza. Ale rząd Antalla, i także Międzynarodowy Fundusz Walutowy, ku swojemu zaskoczeniu, stanęły wobec faktu, że na Węgrzech regres gospodarczy w latach 1990–1993 był w istocie na tym samym poziomie, co w zmagającej się z kryzysem Polsce lub w ortodoksyjnej Czechosłowacji po zmianach ustrojowych. Trzeba tu dodać, że w 1990 roku zadłużenie naszego kraju wynosiło 20 miliardów dolarów, a była to najwyższa kwota w naszym regionie w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Co prawda polskie zadłużenie osiągnęło 40 miliardów, ale to kraj prawie cztery razy większy od naszego.

Dlaczego Warszawa mogła negocjować zmiany w harmonogramie spłat oraz umorzenia?

Zadłużenie Polski składało się w dużej części z kredytów na import surowców i produktów oraz kredytów bankowych, węgierskie zadłużenie zaś – w sposób charakterystyczny z obligacji, względnie kredytów Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W odniesieniu do tych ostatnich zmiana harmonogramu spłat jest także technicznie niemożliwa. Jednocześnie spodziewaliśmy się szybkiego napływu kapitału zagranicznego, do czego ważnym warunkiem wstępnym było utrzymanie wypłacalności na arenie międzynarodowej. To zmusiło gabinet Antalla do niezmiernie oszczędnego gospodarowania. Staraliśmy się też po odpowiedniej cenie zbyć, czyli sprywatyzować, pewne składniki majątku narodowego.

Czy właśnie zadłużenie stanowiło największą troskę?

Tak sądziliśmy w tamtym czasie, ale praktycznie w ciągu dziesięciu lat problem zadłużenia przeminął. Inną kwestią jest to, że kiedy w 1990 roku zwróciliśmy się do bratnich państw, nie otrzymaliśmy od nich tyle wsparcia, ile byśmy potrzebowali. A i to, co one dały, zebrało się powoli. Dzisiaj sądzę, że ze strony Zachodu nie tyle brakowało gotowości pomocy, ile kraje te nie wyczuwały, iż znajdująca się w procesie przekształceń Europa Środkowo-Wschodnia (więcej, także Finlandia, która miała gospodarkę rynkową) z powodu szybkiej utraty radzieckich rynków wpadnie w dużo głębszy kryzys, aniżeli można się było tego spodziewać. A tak poza tym mieliśmy wówczas rok 1990, to był okres świetności globalizacji, wielu ludzi głęboko wierzyło w omnipotencję rynku kapitałowego. Dawne gospodarki planowe, za radą płynącą z Zachodu, otworzyły swoje rynki i teoretycznie uzyskały dostęp do rynków zachodnich. Tylko że w okresie kryzysu nie mieliśmy czego wyeksportować na tamtejsze rynki, a tymczasem zachodnie firmy wybudowały sobie u nas silne pozycje.

Co było najtrudniejsze w całej tej sytuacji?

Może to dziwne, ale nie sama transformacja gospodarcza, lecz oczekiwania społeczne. W reżimie Kádára aż do 1988 roku Węgrzy żyli stosunkowo dobrze, ale nie dysponowali prawami politycznymi. W 1990 roku duża część Węgrów wierzyła, że relatywny dobrobyt pozostanie, a transformacja ustrojowa zapewni również prawa polityczne. Ludzie mieli w głowach wzór, którym była Austria. Co prawda elita przeprowadzająca zmiany ustrojowe nie obiecywała osiągnięcia poziomu materialnego jak u Austriaków, ale mimo to wielu – naiwnie – czegoś takiego oczekiwało, na to miało nadzieję. W silnie amerykanizującym się świecie rząd Antalla w planowaniu węgierskiej transformacji postępował zgodnie zresztą z modelem kontynentalnym, dążył do stopniowego wykształcenia społecznej gospodarki rynkowej. Również dzisiaj sądzę, że to dążenie było słuszne. Lecz historia nie dała dość czasu, by je urzeczywistnić.

Jak na tę rzeczywistą sytuację reagowało społeczeństwo?

Okazując niecierpliwość. Szerokie kręgi społeczeństwa nie uzmysławiały sobie, że dobrobyt jest sprawą jedynie przyszłości i czymś warunkowym, innymi słowy, dobrobyt może się urzeczywistnić jedynie wówczas, gdy uda się nam przekształcić gospodarkę i zręcznie wpasować w globalny system gospodarki światowej. Moim zdaniem po 1989 roku w Czechosłowacji i w Polsce ludzie przyjęli do wiadomości spadek konsumpcji, zmniejszenie realnej wartości emerytur, zniesienie zasady dającej pewność zatrudnienia, a zarazem wysoko ocenili odzyskaną wolność. U nas już wtedy było widoczne, że do ukształtowania się klasy średniej byłoby potrzeba co najmniej 20 lat ciągłego budowania.

Mimo to nasz kraj zdołał się wykaraskać z problemów...

Dane pokazują, że rozwój Węgier i tak należał do bardziej udanych modeli w pierwszym dziesięcioleciu transformacji ustrojowej. Węgry rzeczywiście odniosły sukces szczególnie w stworzeniu nowego systemu instytucji: reguł konkurencji, uregulowań dotyczących banków oraz rynku kapitałowego, instytucji włączania kapitału zagranicznego, zasad rachunkowości, katastru gruntów i tak dalej. Bezrobocie natomiast stało się trwałym problemem. W latach kryzysu rządy zbyt łatwo wypuszczały na wcześniejszą emeryturę tych, których zwalniały przedsiębiorstwa. Stąd również w latach stabilizacji poziom zatrudnienia trwale pozostawał niski. Powstała spora warstwa, która żyła z programów oferujących zasiłki rządowe, czyli z polityki, i właśnie dlatego stała się podatna na manipulacje. Dobrze wiedzieli o tym i politycy. To też przyczyniło się do nadmiernego upolitycznienia – tak charakterystycznego dla węgierskiej gospodarki i społeczeństwa.

—rozmawiał Ferenc Sinkovics

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA