fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sieci opinii

Wyspy niezgody

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Szczyt japońsko-rosyjski zakończył się praktycznie bezproduktywnie. Choć Japonia uważa, że uzyskała u Putina bardzo dużo, w rzeczywistości to prezydent Rosji został prawdziwym zwycięzcą spotkania.

Zaczęło się jak zawsze. Władimir Putin lubi, gdy jego gospodarze na niego czekają. Spóźnił się już do papieża Franciszka, Johna Kerry'ego i Angeli Merkel. Tym razem do Shinzo Abe przyleciał z trzygodzinnym opóźnieniem, a premier nieoczekiwany czas wolny wykorzystał na wizytę na grobie ojca. Prefektura Yamaguchi to jego rodzinne strony. Abe jako jedyny przywódca państwa z grupy G7 utrzymuje relacje z Putinem po aneksji Krymu z 2014 roku. Obaj panowie widzą się już po raz siedemnasty, za każdym razem Japończyk liczy na to, że uda się przekonać Rosję do ostatecznego zakończenia sporu o Kuryle. Wyspy, których przynależność pozostaje nieuregulowana od ponad 70 lat.

Tym razem miało być szczególnie serdecznie. Putin miał zażyć kąpieli w lokalnych gorących źródłach, dostać od kancelarii Abe kolejnego psa japońskiej rasy Akita i wreszcie - tegoroczny szczyt odbywał się w mieście Nagato, które jako jedyne pomagało rosyjskim żołnierzom po słynnej bitwie pod Tsushimą w 1905 roku. Japonia robi, co może, żeby przekonać do siebie Rosję, ale negocjacje z Putinem są obecnie coraz trudniejsze.

Prezydent za psa grzecznie podziękował, stwierdził, że wystarczy mu jedna akita o imieniu Yume (po japońsku "sen"), którą dostał w w 2012 roku od Japończyków w prezencie za pomoc udzieloną krajowi po katastrofie w Fukushimie. Kąpieli w gorących źródłach nie zażył, obejrzał za to specjalnie przygotowaną dla niego walkę judo. Japonia i Rosja podpisały blisko 80 umów, uruchamiają także nowy fundusz promocji biznesu o wartości miliarda dolarów. Kwestii spornych Kuryli nie udało się jednak rozwiązać. Putin wraca do siebie jako zwycięzca, ponieważ jeden z głównych sojuszników Stanów Zjednoczonych przerywa międzynarodową izolację Rosji.

Cały czas Tokio bardzo chciało uzyskać od Moskwy zapewnienie tego, że kilka wysp ze spornych Kuryli, zostanie zwróconych Japonii. Archipelag łącznie liczy 56 wysp, ale w pierwszej kolejności liczyły się cztery główne. O dwie z nich: Habomai i Shikotan, premier Abe walczy w pierwszej kolejności chcąc poszerzyć je jeszcze o kilka mniejszych. Koncepcja nosiła nazwę "dwa plus alfa". Putinowi wręczono także oficjalny prezent z podtekstem. Premier wybrał dla niego nowoczesną reprodukcję obrazu "Przyjazd Putiatina", scenę przedstawiającą dzieje rosyjskiego admirała Jewfiemija Putiatina. Ponad półtora wieku temu przypłynął do Japonii z misją przekonania cesarstwa do otwarcia po blisko trzystu latach izolacji. Przypadek sprawił, że trzęsienie ziemi z 1854 roku zniszczyło okręt admirała i Japończycy musieli zbudować mu nowy. W tym czasie nauczyli się odpowiedniej technologii i po pięćdziesięciu latach od podpisania z Rosją traktatu z Shimody, 1905 rok przyniósł klęskę rosyjskiej floty pod wspominaną Tsushimą.

Traktat z Shimody podpisany z udziałem admirała Putiatina miał podczas szczytu w Nagato znaczenie szczególnie. Wówczas, w 1855 roku Rosjanie zobowiązali się do przekazania Japonii nie tylko Habomai i Shikotanu, ale także Kunashiri oraz Iturup, wszystkich czterech głównych wysp Kurylskich położonych najbliżej Hokkaido. Laserowy wydruk malowidła miał dać Putinowi do myślenia, że w 2016 roku obecny premier liczy na podobne rozparcelowanie przynależności spornego terytorium. Jednak w zamian Abe dostał od prezydent samowar i inny obraz - o nazwie "Rosyjska trojka we wsi Kołomienskoje". Przywódcy wymienili się dziełami sztuki i zjedli rybę fugu.

Abe zarządził, by na czas przyjazdu Rosjanina w lokalnych szkołach prefektury Yamaguchi podawano dzieciom pierożki i barszcz. Miasto Nagato pokryto plakatami zapowiadającymi nowe otwarcie w relacjach z Rosją, oficjalne foldery rozdawane podczas dwustronnego szczytu zatytułowano "Jesteśmy przyjaciółmi" (w kilku mieszanych wersjach językowych, m.in. angielsko-japońskiej "We are tomodachi" i rosyjsko-japońskiej "My tomodachi"). Atmosfera narzuconej radości szybko została zdemaskowana przez protestujące środowiska nacjonalistyczne. Demonstranci nie przebierali w słowach i na swoich sztandarach mieli hasła w stylu "Putin do domu".

Najważniejszy komentarz spotkania obu przywódców padł podczas powitania. Abe zachęcał Putina do wymoczenia się w gorącym źródle, mówił, że to znakomicie relaksuje i odpręża. Prezydent Rosji w odpowiedzi stwierdził, że dziękuje, ale najlepiej jest działać tak, żeby się nie męczyć. I swoją obecnością w Japonii udowodnił, że jest słowny. Kilka dni przed przyjazdem do Nagato Yume oszczekała japońską delegację, która przyjechała na rozmowy z Putinem. Prezydent z całkowitym spokojem stwierdził, że jego pies nie szczeka bez powodu, bo w końcu jest obronny.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA