fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Unia Europejska chce wzmocnić swoje zdolności obronne

fot. U.S. Army Europe
Flickr
UE chce wzmocnić swoje zdolności obronne. To powinno się spodobać Donaldowi Trumpowi.

Korespondencja z Brukseli

Kilka dni po zaskakującym zwycięstwie miliardera w wyborach w USA europejscy politycy powoli wycofują się z otwartej krytyki prezydenta elekta. Z inicjatywy Brukseli i Berlina w niedzielę wieczorem zorganizowano kolację ministrów spraw zagranicznych UE, żeby podyskutować o Trumpie, ale dzień później uczestnicy nie chcieli przedstawiać spotkania jako konfrontacyjnego wobec USA.

– To najciekawsze obecnie wydarzenie, nic dziwnego, że o tym rozmawiamy – mówił Miroslav Lajcak, słowacki minister. – Rozmawiamy o prezydencie elekcie, bo bardzo mało o nim wiemy. Gdyby wygrał drugi kandydat, wiedzielibyśmy więcej, w jakim kierunku będzie zmierzała amerykańska polityka – tłumaczyła Szwedka Margot Wallstrom.

W poniedziałek po południu do szefów MSZ dołączyli ministrowie obrony UE, żeby dyskutować o budowie zdolności obronnych UE. Temat wydawał się bardzo na czasie, wręcz wywołany zapowiedziami Trumpa zmniejszenia zaangażowania USA w NATO, jeśli europejscy sojusznicy nie zwiększą wydatków na obronę. Ale zwolennicy unii obronnej zdecydowanie bronili się przed takim bieżącym kontekstem.

– Od wyborów w USA minęło kilka dni. Czy w takim czasie UE zdążyłaby przygotować strategiczny dokument? – pytał retorycznie Jean-Yves Le Drian, minister obrony Francji. I przypomniał, że już na szczycie UE w czerwcu Federica Mogherini, wysoka przedstawiciel UE ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, dostała zlecenie opracowania strategii. – Nie deklaratywnej, która ma mówić o tym, co będzie za 15 lat, ale operacyjnej, która będzie mogła być wdrażana od jutra – podkreślił Le Drian. Wtórowała mu sama Mogherini, która zdecydowanie odrzuciła sugestię, że mówimy o tworzeniu europejskiej armii. UE chce iść w kierunku większej autonomii strategicznej, która – według wspólnego pomysłu francusko-niemieckiego – miałaby obejmować zarówno stworzenie unijnego dowództwa dla realizowanych już teraz unijnych operacji wojskowych (obecnie jest ich 17), jak i łączenie potencjału obronnego i skuteczne wykorzystanie istniejących już grup bojowych.

– Nie jest to efekt Trumpa. Ktokolwiek byłby prezydentem USA, robilibyśmy to samo – powiedział Le Drian. Podobnie zresztą uważają Polacy: – Trump nie jest żadnym wyjątkiem. On mówi to, co od lat mówią wszyscy Amerykanie i wielu polityków europejskich – mówił Witold Waszczykowski.

Na tym etapie zbieżność poglądów jest więc duża. W samej UE to samo mówi Polska, jak i Francja z Niemcami. A po drugiej stronie Atlantyku wtóruje im Trump. Ale na kolejnych etapach mogą pojawić się różnice zdań. Francuzi podkreślają, że UE musi zyskać zdolność do obrony własnego bezpieczeństwa i niezależność w kształtowaniu priorytetów. Będzie więc decydowała, czy w określonych sytuacjach działać w ramach NATO, innych na bieżąco budowanych koalicji, ONZ czy samodzielnie. A to już oddala nas od wizji ścisłego sojuszu transatlantyckiego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA