fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

UE: Następczyni Timmermansa gotowa na dialog z Polską

Věra Jourová zapowiada wniesienie do debaty o praworządności wrażliwości i doświadczenia osoby, która 25 lat żyła w komunizmie
AFP
Jestem gotowa do dialogu z Polską. Chcę budować mosty – mówi „Rzeczpospolitej" Věra Jourová, która od 1 listopada jako wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej będzie nadzorować praworządność.

Komisja Europejska zdecydowała w środę o zaskarżeniu Polski do Trybunału Sprawiedliwości UE za procedury dyscyplinowania sędziów. To ostatni akord panowania Fransa Timmermansa w Brukseli jako nadzorcy praworządności.

Holender najpierw nalegał na rozpoczęcie przeciwko Polsce procedury o systemowe łamanie praworządności na podstawie artykułu 7 unijnego traktatu, potem dorzucił do tego skargi do unijnego sądu: na wiek emerytalny sędziów Sądu Najwyższego, na organizację sądów powszechnych i na procedury dyscyplinarne.

55-letnia Czeszka zapowiedziała kontynuację zapoczątkowanych przez Timmermansa procedur, ale jednocześnie zmianę stylu i wniesienie do debaty o praworządności wrażliwości i doświadczenia osoby, która 25 lat żyła w komunizmie. – Zaufajmy ludziom w tych krajach (Polska i Węgry – red.). Oni ciągle mogą głosować w wolnych wyborach. Nie zamierzam moderować wewnętrznej debaty, angażować się w kampanie wyborcze. To nie jest zadanie dla Komisji Europejskiej – mówi nam Jourová.

Timmermans miał inny styl. Nie rozmawiał z polskim rządem, a w czasie kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiej pojawiał się publicznie obok lidera Wiosny Roberta Biedronia. Nawet w Komisji Europejskiej słychać było nieoficjalnie, że szkodzi to wizerunkowi Komisji jako bezstronnej instytucji. Jourová tego na pewno nie będzie robić, bo wie, jak społeczeństwa naszej części Europy są wyczulone na pouczanie ze strony Brukseli.

Ale jej doświadczenie lat komunizmu ma też drugą stronę: jest szczególnie wrażliwa na sygnały łamania praworządności. – Komisja ma obowiązek stania na straży unijnych traktatów i będziemy to robić – mówi. I przypomina, że w ostatnich miesiącach unijny Trybunał Sprawiedliwości w sprawach dotyczących sędziów w Portugalii, a potem ustaw sądowniczych w Polsce, wyraźnie wskazał, że UE ma kompetencje w tej dziedzinie. – Gdy zobaczę, że rząd prowadzi działania mające mu zapewnić wieczną władzę, jak łamanie praworządności, ograniczanie wolnych wyborów poprzez brak niezależnych sądów zdolnych do oceny procesu wyborczego czy zrobienie z telewizji publicznej telewizji państwowej, to będę reagować. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby nie było powrotu do rzeczywistości sprzed 1989 roku – mówi. – I może będę miała większą wiarygodność jako osoba stamtąd, która doświadczyła komunistycznego reżimu – dodaje Jourová.

Nowa Komisja będzie miała znacznie bogatszy arsenał środków, które mają promować kulturę praworządności. Przede wszystkim dołoży instrumenty prewencyjne, których do tej pory nie było. Co roku będzie dokonywać przeglądu stanu praworządności we wszystkich państwach członkowskich. – Byłam wielkim orędownikiem tej inicjatywy. Brakowało mi instrumentu, który według tych samych kryteriów oceniałby wszystkie państwa. To odpowiedź na krytykę, że wytykamy palcami kraje Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Jourová.

Według niej taki przegląd, którego efektem będzie coroczny raport, będzie działał jak system wczesnego ostrzegania. Drugim ważnym instrumentem ma być mechanizm uzależniający wypłatę środków z unijnego budżetu od istnienia niezależnego sądownictwa. Jourová przekonuje, że to nie są sankcje, tylko gwarancje dla unijnego podatnika. Tam gdzie nie ma niezależnego sądownictwa, tam nie ma gwarancji niezależnego dochodzenia w razie nadużyć finansowych dotyczących środków z unijnego budżetu. – Życie rządów takich państw będzie mniej łatwe. Ale końcowi odbiorcy nie ucierpią – zapewnia Jourová. A to dlatego, że zawieszenie transferu funduszy z UE nie zwalnia rządu z obowiązku wypłacenia zakontraktowanych środków samorządom czy organizacjom pozarządowym. Wypłacą je, jak zawsze, ze swojego budżetu, tyle że w razie zamrożenia nie będą miały możliwości otrzymania zwrotu z budżetu UE. W praktyce więc będą musiały znaleźć miliardy euro w kasie krajowej.

Na razie ten mechanizm, zaproponowany przez Komisję Europejską, jest przedmiotem negocjacji państw członkowskich. Miałby wejść w życie wraz z nowym wieloletnim budżetem UE, czyli od 2021 roku.

Jourová będzie w Komisji Europejskiej już drugą kadencję. W obu przypadkach na stanowisko komisarza wskazał ją premier Andrej Babis, który ma bliskie relacje z premierem Mateuszem Morawieckim w ramach Grupy Wyszehradzkiej. Zapytaliśmy Czeszkę, czy Babis lobbuje na rzecz polskiego rządu. – Oczywiście kilka razy z nim rozmawiałam, ale nigdy o Polsce. I nigdy nie dawał mi rad dotyczących ani Polski, ani żadnego innego kraju.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA