Unia Europejska

Polska-UE: Bez przełomu w sprawie art. 7

Fotorzepa/ Robert Gardziński
Bruksela nie odpuszcza Polsce w sprawie procedury praworządności. Zmiany w ustawach sądowniczych to za mało.

Frans Timmermans przedstawił w poniedziałek swoją ocenę dialogu z Polską w sprawie praworządności. – Jest postęp, ale niewystarczający – powiedział wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej po spotkaniu ministrów państw członkowskich UE. Według niego zmiany przegłosowane przez Sejm nie likwidują „systemowego zagrożenia dla praworządności".

Urzędnik pozytywnie ocenił zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn w sądownictwie oraz poprawki dotyczące asesorów. Natomiast według niego konieczne są ciągle zmiany dotyczące zasad przechodzenia w stan spoczynku sędziów Sądu Najwyższego oraz sądów powszechnych, odpolitycznienie Krajowej Rady Sądownictwa oraz zmiany w skardze nadzwyczajnej. Dotychczasowe uznał za niewystarczające. To dlatego, że los obecnych sędziów Sądu Najwyższego zależy od prezydenta, a tych w sądach powszechnych od upolitycznionej KRS, a skarga nadzwyczajna ma zbyt duży zasięg czasowy (do 20 lat wstecz) i zbyt szeroki katalog kryteriów umożliwiających jej wniesienie.

Dialog Warszawy z Brukselą, bardzo aktywny od stycznia, czyli od przejęcia władzy przez nowy rząd premiera Mateusza Morawieckiego, na razie przyniósł tylko poprawę atmosfery. – Nie możemy rozmawiać w nieskończoność – stwierdził Holender. I wyraził nadzieję, że na kolejnej unijnej radzie ministrów, 26 czerwca, będą już konkrety. – Jedna skrajna możliwość to zakończenie procedury praworządności, druga – uruchomienie jej kolejnego etapu, czyli wysłuchanie Polski przez państwa członkowskie. Ale są też opcje pomiędzy – mówił Holender. Zdaniem jednego z dyplomatów obserwujących poniedziałkowe spotkanie wiele wskazuje jednak na to, że w czerwcu zostanie wybrana jedna z opcji skrajnych.

Cierpliwość traci też strona polska. – Dokonaliśmy olbrzymiego postępu, teraz czas na ruch ze strony Komisji – komentuje Konrad Szymański, sekretarz stanu ds. europejskich. – Nie widzę, żeby Komisja była do tego gotowa.

Według niego jest olbrzymia szansa na porozumienie wytworzone wspólnym wysiłkiem przewodniczącego KE Jeana-Claude'a Junckera i premiera Morawieckiego. Znów zatem postawił „złego" Timmermansa, który mnoży problemy i żąda rzeczy niemożliwych, w opozycji do „dobrego" Junckera, który myśli pragmatycznie i chce porozumienia z Polską. Na razie te kalkulacje rządu się nie sprawdzają, ale na negocjacje zostało jeszcze kilka tygodni.

Polska chciałaby zakończyć spór z Komisją, zanim zaczną się prawdziwe negocjacje dotyczące przyszłego unijnego budżetu. Łatka państwa „niepraworządnego" osłabia wiarygodność Polski i jej zdolność do tworzenia sojuszy. A to będzie bardzo potrzebne, bo projekt finansów UE na lata 2021–2027 jest dla Polski zły. Początkowo rząd przekonywał, że to dobry punkt wyjścia do negocjacji i że uniknęliśmy drastycznych cięć w ważnych dla Polski politykach: spójności i rolnictwa. W poniedziałek jednak w czasie dyskusji w gronie ministrów UE Konrad Szymański potwierdził wszystkie negatywne aspekty propozycji Komisji Europejskiej, na które wskazywała „Rzeczpospolita". To m.in. fakt, że liczby podawane przez Komisję (5 proc. mniej na rolnictwo i 7 proc. mniej na spójność) nie pokazują prawdziwego obrazu sytuacji. Bo realnie ta redukcja wyniesie odpowiednio przynajmniej 10 i 15 proc.

Drugim problemem jest fakt, że Komisja tworzy nowe priorytety kosztem tradycyjnych polityk, które – jak spójność – wykazały się w przeszłości skutecznością i działają na rzecz rozwoju całej UE. Wreszcie problematyczne jest wiązanie unijnych funduszy z praworządnością w zaproponowanym przez Komisję nowym mechanizmie, który Szymański nazwał „wielkim przejęciem władzy". Bo KE chciałaby rozstrzygać kwestie, o których powinien decydować unijny sąd, ewentualnie jednomyślnie państwa członkowskie.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL