fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Juncker chciał szczytu KE-PiS. Timmermans storpedował pomysł

Frans Timmermans jest kandydatem socjalistów na nowego szefa Komisji Europejskiej
AFP
Szczyt szefa Komisji Europejskiej i prezesa PiS miał rok temu zakończyć procedurę z artykułu 7. Pomysł storpedował holenderski socjalista, aby zachować paliwo w eurowyborach.

„Z Jarosławem Kaczyńskim nie było już (po 2005 r. – red.) sposobności do rozmów, choć poprosiłem go o spotkanie. Wysłałem (rok temu – red.) specjalnego przedstawiciela, który rozmawiał z nim i jego najbliższymi współpracownikami przez cztery godziny. Nigdy nie przesłał odpowiedzi na moją prośbę o spotkanie" – powiedział Luksemburczyk.

Spróbowaliśmy odtworzyć wydarzenia z tamtego okresu. Rozmowy z czterema zachodnimi i polskimi źródłami wskazują, że już 10 stycznia 2018 r., ledwie miesiąc po zaprzysiężeniu na szefa rządu, Mateusz Morawiecki ustalił na spotkaniu w wąskim gronie z Jeanem-Claude'em Junckerem w unijnej centrali zarys porozumienia, które miało docelowo doprowadzić do wstrzymania procedury z art. 7 o praworządność. Uzgodniono wówczas, że polskie władze wycofają się z niektórych wprowadzonych zmian, w tym dotyczących Sądu Najwyższego (chodziło o Izbę Dyscyplinarną, wiek emerytalny oraz Izbę Spraw Publicznych i skargę nadzwyczajną). Jednak Bruksela miała się zgodzić, aby odwrócenie części reform, w tym odnośnie do Trybunału Konstytucyjnego, zostało na jakiś czas odłożone. Tak zostałby uruchomiony proces polityczny, w ramach którego od początku, w zamian za cząstkowe zmiany, Komisja Europejska zrezygnowałaby ze zbyt ostrej krytyki Polski, a także wniosków o wszczynanie kolejnych procedur i przesłuchań naszego kraju. Zakładano, że w kolejnych miesiącach reszta koniecznych zmian zostanie wprowadzona w życie. Obie strony mogłoby więc uratować twarz: Bruksela wizerunek instytucji zdolnej wdrażać zasady państwa prawa, polski rząd – ekipy, która jest w stanie przeprowadzić zmiany w sądownictwie.

Stopniowo między Morawieckim a Junckerem rodziło się coraz większe zaufanie.

– On stał się moim dobrym przyjacielem – mówi „Rz" Jean-Claude Juncker.

Selmayr nie chce podziału Unii

Trzy miesiące po pierwszym spotkaniu obu polityków szczegóły porozumienia pojechał uzgodnić w Warszawie świeżo upieczony sekretarz generalny Komisji Europejskiej, a wcześniej szef gabinetu Junckera, Martin Selmayr. Uważany za najbardziej wpływowego urzędnika w Brukseli, przez byłego przewodniczącego komisji spraw zagranicznych europarlamentu Elmara Broka zdołał on nawiązać bliskie relacje z samą Angelą Merkel. I podobnie jak kanclerz zdecydowanie opowiadał się przeciwko wszystkiemu, co mogłoby prowadzić do nowego podziału Unii, w szczególności poprzez rosnącą izolację Polski i innych krajów Europy Środkowej.

Selmayr wiele godzin rozmawiał w Warszawie z bliskim Jarosławowi Kaczyńskiemu wicemarszałkiem Senatu Adamem Bielanem, spotkał się też z samym prezesem PiS. Uzgodniono wówczas, że umowa zostanie sfinalizowana w trakcie bezpośrednich rozmów między Junckerem a Kaczyńskim. Właśnie wtedy Selmayr przekazał zaproszenie, o którym mówił w wywiadzie dla „Rz" szef KE. Oficjalnym ukoronowaniem „dealu" miała być później pierwsza dwustronna wizyta Luksemburczyka w Polsce.

Ale do spotkania Kaczyński–Juncker nigdy nie doszło. Wśród naszych rozmówców nie ma zgody, czy przeprowadzone wiosną przez polskie władze zmiany prawne w pełni wypełniały ustalenia obu stron. Ale z pewnością okazały się próbą nowego otwarcia, na którą na spotkaniu ministrów ds. ogólnych UE w maju wiceszef KE odpowiedzialny za praworządność Frans Timmermans nie odpowiedział równie znaczącą zmianą tonu. Przeciwnie: z nową siłą zaatakował Warszawę. To wtedy Kaczyński uznał, że proces polityczny zainicjowany przez Junckera „nie rokuje". I nie odpowiedział na zaproszenie Luksemburczyka.

Co się stało w Brukseli?

Wysoko postawione zachodnie źródło tłumaczy „Rz": „deal się rozpadł, bo w Komisji Europejskiej wyszła na jaw zbyt duża różnica zdań w sprawie Polski. Juncker nie był w stanie narzucić Timmermansowi swojego punktu widzenia, tym bardziej że Holendra popierała znaczna część, być może większość, komisarzy".

Inny z naszych rozmówców stwierdza: „Procedura wobec Polski nabrała już wtedy tak publicznego charakteru, że Timmermans był nie do ruszenia. I dobrze o tym wiedział".

Eurowybory

Do głosowania w kolegium nie doszło. Ale jest jasne, że wśród komisarzy popierających Holendra był m.in. inny wiceszef KE, Fin Jyrki Katainen. 1 maja 2019 roku powiedział grupie polskich dziennikarzy w Warszawie, odnosząc się do naszego kraju: „Jeśli jakieś państwo członkowskie stawia pod znakiem zapytania zasady liberalnej demokracji, czy to nadając polityczny charakter wymiarowi sprawiedliwości, czy to ograniczając wolność mediów, to automatycznie prowadzi to do osłabienia pozycji tego państwa w gronie 28".

Taka w jakimś stopniu była motywacja przeciwników zakończenia sporu z Polską: w końcu przez poprzednie dwa i pół roku rząd PiS naraził się wielu w Brukseli i perspektywa umocnienia wpływów Polski w Unii nie wywoływała tu zbytniego entuzjazmu.

Ale przeciw polskim władzom zaczął też grać czas. Spór o praworządność miał zostać rozwiązany, gdy rumieńców nabierała kampania do europarlamentu. Sam Timmermans liczył, że zostanie w niej kandydatem europejskich socjalistów na następcę Junckera. Jednak w sytuacji, gdy jego własna partia była w Holandii w głębokiej opozycji, nie miał na to zbyt wielu argumentów poza podtrzymaniem sporu z Polską. Holender, który w kwietniu uczestniczył m.in. w wiecach wyborczych Wiosny Roberta Biedronia, a w maju weźmie udział w Warszawie w kampanii SLD, wcale zresztą nie ukrywał politycznego zaangażowania. Bezwzględność w sprawie polskiej miała kontrastować z utrzymywaniem w Europejskiej Partii Ludowej (EPP) Fideszu Viktora Orbána przez głównego konkurenta Timmermansa w walce o schedę po Junckerze Manfreda Webera.

Ale nie tylko Timmermans starał się wyciągnąć polityczne korzyści ze sporu z Polską. Nie ma też sygnałów, że polska komisarz Elżbieta Bieńkowska postawiła interes kraju ponad kalkulacją partyjną i próbowała wesprzeć plan Junckera. Podobnie zresztą jak Donald Tusk, który ze sprawy przestrzegania konstytucji uczynił sedno swojego wystąpienia w Warszawie 3 maja 2019 roku.

– To nie jest jego zadanie – uciął Juncker pytanie „Rz" o to, czy przed rokiem szef Rady Europejskiej wspierał jego próby porozumienia z Kaczyńskim.

Pat w Radzie UE

Spór co do strategii wobec Polski, jaki wybuchł w Komisji, znalazł także odzwierciedlenie w Radzie UE. Tu Timmermansowi nigdy nie udało się znaleźć niezbędnej większości 4/5 krajów członkowskich, aby stwierdzić, że Polska trwale łamie zasady praworządności. Ale sprawa też nie została wycofana z porządku obrad posiedzeń ministrów spraw zagranicznych UE, pat trwa do dziś, bo najbardziej krytyczne wobec Warszawy kraje, jak Szwecja, Dania czy Holandia, mają ciche poparcie Francji, a także kierowanej przez socjaldemokratę Heiko Maasa niemieckiej dyplomacji, na którą Merkel ma ograniczony wpływ.

We wtorkowym wywiadzie dla „Rz" szef MSZ Jacek Czaputowicz podkreślił: „Nie można twierdzić, że w Polsce nie są przestrzegane unijne standardy, zanim stwierdzą to właściwe, określone w traktacie instytucje. To tak, jakby o winie orzekał prokurator, a nie sąd". Jednak do opinii publicznej przebiło się przesłanie, że Warszawa łamie zasady państwa prawa. I to tym bardziej że po upadku idei szczytu Kaczyński–Juncker polskie władze wprowadziły już tylko ograniczone zmiany przepisów, w tym o Sądzie Najwyższym. Zasadniczo próba modyfikacji reformy sądownictwa w ramach art. 7 ustała, bo porażka politycznej próby jej rozwiązania wzmocniła zwolenników twardej gry z Brukselą, przede wszystkim ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Spór o praworządność stał się zakładnikiem radykałów z obu stron.

Przeszedł on także do Trybunału Sprawiedliwości UE. We wspomnianym wywiadzie minister Czaputowicz zapewnił, że Polska wykona wyroki w sprawie praworządności. Ale nawet i tu procedura nie jest wolna od polityki: jakby przez przypadek rzecznik TSUE ma przedstawić opinię o reformie Sądu Najwyższego tuż przed dniem eurowyborów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA