Odchodzący premier Węgier Viktor Orbán nie obejmie mandatu w nowym węgierskim parlamencie i po raz pierwszy od 1990 roku nie zostanie członkiem Zgromadzenia Narodowego.
– Ponieważ mandat, który zdobyłem jako główny kandydat z ramienia platformy Fidesz-KDNP, jest w rzeczywistości mandatem parlamentarnym Fideszu, postanowiłem się go zrzec. W tej chwili nie jestem potrzebny w parlamencie, ale raczej w reorganizacji obozu nacjonalistycznego – powiedział Orbán w nagraniu opublikowanym na Facebooku.
Viktor Orbán o „bolesnej porażce”
Podczas wieczoru wyborczego 12 kwietnia, jeszcze przed ogłoszeniem pełnych wyników, Orbán przemówił do swoich sympatyków.
– Co prawda nie mamy pełnych wyników wyborów, ale chyba to się staje jasne – i dla nas te wyniki wyborów są bardzo bolesne, ale są jednoznaczne. Utraciliśmy możliwość rządzenia – mówił.
Był to moment uznany przez komentatorów za kluczowy – politolog i hungarysta Dominik Héjj napisał na X, że „absolutnie kluczowym momentem wieczoru było uznanie przez Orbána porażki, a tym samym rozbrojenie bomby emocji", bo przez tygodnie mówiono, że Fidesz będzie kwestionował wynik. Ostateczne wyniki wyborów ogłoszono 18 kwietnia i ich wynik okazał się jeszcze bardziej korzystny dla Tiszy, niż przewidywano.
W pierwszym wywiadzie po wyborach, udzielonym kilka dni później węgierskiemu programowi „Patriota", Orbán był jeszcze bardziej szczery. Przyznał otwarcie, że nie spodziewał się porażki.
– Nawet ja myślałem, że wygramy – powiedział, dodając, że po przegranej czuł „ból i pustkę". Ocenił, że „przekaz przeciwnika był silniejszy". Stwierdził, że skala porażki jest „znaczna" i że wciąż „próbuje dojść do siebie po tym szoku", a prawa strona węgierskiej sceny politycznej „potrzebuje całkowitej odnowy".